Tech  / Lokowanie produktu

Pamiętasz czasy, gdy ładowaliśmy telefony raz w tygodniu? Jesteśmy coraz bliżej ich powrotu

Picture of the author

Jeśli z rozrzewnieniem wspominasz czasy, w których telefony ładowaliśmy raz w tygodniu, pora się rozchmurzyć – dzięki takim sprzętom jak motorola moto g9 power ich powrót jest coraz bliżej.

W erze przedsmartfonowej normą było, że telefonów nie ładowaliśmy codziennie. Przeciętne telefony komórkowe trzymały na jednym ładowaniu co najmniej tydzień, ale nic w tym dziwnego – nie były to zaawansowane komputery, jakimi telefony są dziś, lecz proste narzędzia komunikacyjne z ekranami o niskiej rozdzielczości.

Legendarna Motorola Razr V3 dla przykładu miała wymienną baterię o pojemności 680 mAh, która wystarczała nawet na 10 dni pracy, czy – jak deklaruje producent – do 290 godzin w czasie czuwania.

Tuż przed premierą pierwszego smartfona w wydaniu, które zdominowało rynek, nawet najbardziej zaawansowane telefony, które już wtedy miały wbudowaną przeglądarkę internetową, aparat czy pocztę e-mail, trzymały na jednym ładowaniu co najmniej 3 dni.

2007 rok zmienił wszystko.

Era smartfonów sprawiła, że uwierzyliśmy, iż jednodniowy czas pracy jest czymś normalnym.

Pierwszy iPhone miał akumulator o pojemności 1400 mAh, który z ledwością wystarczał na jeden dzień pracy. Przy jakimkolwiek mocniejszym obciążeniu telefon rozładowywał się po raptem kilkunastu godzinach. Na tle poprzedniej generacji telefonów była to ogromna degradacja i powód do wyszydzania przez wszystkich, którzy nie widzieli przyszłości w sprzętach takich jak smartfon

Historia jednak pokazała, że użytkownicy – niechętnie, ale jednak – zgodzili się na ten kompromis. Smartfony pokazywane w późniejszych latach wcale nie odstawały od pierwszych modeli pod względem czasu pracy. Miewały większe lub mniejsze akumulatory, ale jeden dzień z dala od gniazdka był maksimum, które dawało się z nich wycisnąć.

Gdy w 2014 r. zadebiutował pierwszy smartfon Motoroli, któremu udało się osiągnąć globalną popularność – motorola moto g – pojemność jego akumulatora nadal wynosiła zaledwie 2010 mAh i wystarczyła na jeden dzień pracy. W tamtych czasach pojemność akumulatora w okolicach 2000 mAh była standardem, zaś nieliczne smartfony z akumulatorem 3500 mAh traktowano jak odchylenia od normy.

Urządzenia z akumulatorami większymi niż 3000 mAh były zresztą zarezerwowane dla najbardziej zamożnych konsumentów, pozostając daleko poza zasięgiem finansowym przeciętnego użytkownika.

Wiele w tej materii zmieniła premiera motoroli moto x play.

Motorola moto x play zadebiutowała w tym samym czasie co motorola x style, czyli w 2015 r. Bardzo dobrze pamiętam ten smartfon, gdyż X Play był jednym z pierwszych modeli, jakie recenzowałem dla Spider’s Web, zaś X Style do dziś wspominam z rozrzewnieniem jako jeden z najlepszych smartfonów z Androidem, jakie kiedykolwiek posiadałem.

O ile motorola moto x style była sprzętem z wysokiej półki, tak motorola moto x play była już bardzo przystępna cenowo i w swoich czasach była absolutnym ewenementem, jeśli chodziło o czas pracy.

Kombinacja energooszczędnego procesora Qualcomm Snapdragon 615, ekranu o rozdzielczości Full HD i potężnego akumulatora 3630 mAh przekładały się na nie jeden, a dwa dni pracy przy minimum 5 godzinach z włączonym ekranem.

Wraz z rosnącą pojemnością akumulatorów zaczęły się też pojawiać ładowarki zdolne szybko uzupełniać ich energię.

W 2013 r. wraz z premierą procesora Qualcomm Snapdragon 600 po raz pierwszy pojawił się zunifikowany standard Quick Charge 1.0. Ładowarka w tym standardzie dostarczała prąd o napięciu 5V i natężeniu 2A, co przekładało się na moc około 10W.

W kolejnych latach Qualcomm rozwijał swój standard, ale nie chcąc być uzależnionym od jednego dostawcy, producenci zaczęli pracę nad swoimi szybkimi ładowarkami. Motorola jako jeden z pierwszych producentów wypuściła na rynek własną szybką ładowarkę Turbo Charge, ładującą smartfony firmy z mocą 15W, co w przypadku moto x play przekładało się na 8 godzin pracy po zaledwie 15 minutach ładowania.

W 2015 r. akumulatory o pojemności powyżej 3000 mAh nie były normą. Stały się nią jednak na przestrzeni kolejnych lat i już w 2018 r. trudno było kupić telefon, który miałby mniej pojemne ogniwa. Wraz z rosnącymi rozmiarami akumulatorów rosły też ładowarki i trend ten trwa do dziś, a producenci prześcigają się w wyścigu o jak najszybszą ładowarkę, dołączając do smartfonów urządzenia zdolne ładować telefon z mocą nawet 120 W (!). Trwa jednak (całkiem słuszny) spór o to, czy ładowanie smartfonów zasilaczami o takiej mocy nie wpłynie negatywnie na żywotność i wydolność akumulatorów.

Do 2018 r. duży akumulator i, co za tym idzie, świetny czas pracy, zarezerwowany był raczej dla smartfonów z półki wysokiej lub wyższej-średniej. Potem jednak procesy technologiczne stały się na tyle przystępne cenowo, iż akumulatory mogły znów urosnąć, a jednocześnie potanieć.

I tak na początku 2019 r. zobaczyliśmy motorolę moto g7 power, wyposażoną w akumulator o pojemności 5000 mAh. Niespełna rok później dołączyła do niej motorola moto g8 power z akumulatorem podobnej wielkości, zaś 5000 mAh stało się swoistym standardem na średniej półce cenowej. Większość liczących się modeli w przedziale cenowym od 700 do 1200 zł oferuje dziś akumulator o takiej pojemności, co przekłada się na spokojne dwa, a czasem nawet i trzy dni pracy.

W 2020 r. Motorola uznała, iż czas podnieść standard jeszcze wyżej.

Motorola moto g9 power ma akumulator 6000 mAh.

Nowo zaprezentowana motorola moto g9 power jest smartfonem z półki poniżej 1000 zł, a mimo to zawstydza droższe urządzenia pojemnością akumulatora i czasem pracy.

W obudowie telefonu znajdziemy akumulator mający aż 6000 mAh pojemności, ładowany dołączoną do zestawu ładowarką o mocy 20W.

Sama pojemność akumulatora nie świadczy jednak o jego wytrzymałości. Wszak łatwo znaleźć na rynku modele, które pomimo 5000 mAh wytrzymują niewiele ponad jeden dzień. W przypadku motoroli moto g9 power jest inaczej, bowiem za czas pracy odpowiadają nie tylko potężne ogniwa, ale też energooszczędny procesor Qualcomm Snapdragon 662, wspierany przez 4 GB RAM-u i 128 GB pamięci wewnętrznej.

Ponadto wielki ekran o przekątnej 6,8”, który zwykle drenowałby energię z akumulatora, ma tutaj rozdzielczość 1640 x 720 px. Dostatecznie wysoką, by wyglądać dobrze w oczach przeciętnego użytkownika, ale na tyle niską, by przełożyć się na wymierne korzyści w czasie pracy.

Kombinacja ogromnych ogniw, energooszczędnych podzespołów i ekranu o rozsądnej rozdzielczości ma się przełożyć na co najmniej 3 dni pracy z dala od gniazdka. Może nawet 4, jeśli z telefonu korzystamy jak z narzędzia komunikacji, a nie jako maszyny do ciągłego przewijania mediów społecznościowych.

Czas pracy telefonów zatacza pełne koło.

Tym samym 2020 r. może zapisać się w historii jako ten moment, w którym smartfony w końcu zaczynają równać do swoich dawnych kuzynów, jeśli chodzi o czas pracy.

Dziś telefon, który trzyma raptem jeden dzień z dala od gniazdka, nie jest już normą. 13 lat od nastania ery smartfonów w końcu dobiliśmy do chwili, w której jednodniowe czasy pracy przestały być akceptowane, a konsumenci mają prawo wymagać od swoich urządzeń co najmniej dwóch dni pracy na jednym ładowaniu.

Dzięki sprzętom takim jak motorola moto g9 power zbliżamy się też do momentu, w którym czas pracy smartfonów zaczyna doganiać wytrzymałość energetyczną dawnych telefonów komórkowych. Dziś jesteśmy na etapie, w którym świetny smartfon ze średniej półki pracuje przez tyle czasu, co najbardziej zaawansowany telefon komórkowy z najwyższej półki. Jeśli ten trend się utrzyma, już niedługo powrócimy do czasów, które odeszły w niepamięć co najmniej dekadę temu – czasów, w których ładowanie telefonu będzie konieczne nie raz dziennie, a raz, góra dwa razy w tygodniu.

*Materiał powstał we współpracy z marką Motorola

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst