Kosmos  / News

Na niebie nie było takiego zjawiska od 794 lat. Wyjrzyj za okno, to zobaczysz „jowiszosaturna”

Picture of the author
802 interakcji
dołącz do dyskusji

Najlepsze promocje to są te, w których w ogóle nie trzeba za nic płacić, a dostaje się coś wyjątkowego. Taka promocja będzie do wykorzystania już w poniedziałek wieczorem.

Zamiast robić bardzo długi wstęp do tekstu (tak jak zrobiłem to przed chwilą, a potem przez przypadek skasowałem całość) najpierw napiszę wam, o co chodzi, a potem dlaczego warto.

Jowiszosaturn, czyli kosmiczny myszojeleń

Jowiszosaturn - tak przynajmniej całe zdarzenie nazywa nasz redaktor Rafał Gdak. No dobra, co kto lubi, wszak nazwa jest nieistotna.

Już w poniedziałek wieczorem, tuż po zmroku na niebie będzie można zobaczyć Jowisza i Saturna, dwa gazowe olbrzymy. Nic w tym wyjątkowego, co roku przez kilka miesięcy obie planety panoszą się po niebie, czasami bliżej siebie, czasami dalej, spokojnie z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień przesuwając się na tle nieruchomych* gwiazd znajdujących się w tle.

Raz na średnio 20 lat planety zbliżają się do siebie (nie fizycznie, ale na niebie, z perspektywy osoby znajdującej się na Ziemi). Jowisz wyprzedza Saturna i wszystko zaczyna się od nowa. Planety wszak okrążają Słońce w różnym tempie, przez co od czasu do czasu muszą się mijać.

Ile potrzebuje planeta, aby raz okrążyć Słońce?

Merkury - 88 dni
Wenus - 225 dni
Ziemia - 365 dni
Mars - 687 dni
Jowisz - 12 lat
Saturn - 29 lat
Uran - 84 lata
Neptun - 165 lat
Pluton - 248 lat (i co z tego, że nie jest planetą?)

Ze względu na różne nachylenie orbit obu planet, podczas takiego wyprzedzania raz są one bliżej, a raz dalej od siebie. Tym razem jednak, w poniedziałek obie planety będą wyjątkowo blisko siebie. Odległość między nimi będzie pięć razy mniejsza od średnicy Księżyca w pełni. Planety dosłownie musną się na niebie.

Tak bardzo obie planety nie zbliżyły się do siebie od 4 marca 1226 roku. Jeszcze raz: obie planety znajdą się jutro na niebie tak blisko siebie jak nie były od 794 lat. Skoro teraz wystarczy wyjść i to zobaczyć - to myślę, że warto.

Wychodzicie jutro wieczorem po zmierzchu i patrzycie w kierunku zachodnio-południowym.

Uwaga! Musicie pilnować czasu, bowiem już w godzinę po zachodzie Słońca obie planety także schowają się pod horyzontem. Macie zatem godzinę, aby zobaczyć coś czego na niebie nie dało się obejrzeć przez ostatnie 800 lat.

Czy widok ten sprawi, że wam szczęka opadnie? Nie. Gdybyście nie wiedzieli, że dojdzie do takiego zbliżenia, pewnie nawet byście go nie zauważyli na niebie. Ale teraz już wiecie czym ono jest, więc to usprawiedliwienie jest już nieważne.

Raz w życiu na niebie

Zjawiska astronomiczne mają to do siebie, że za bardzo nie interesuje ich skala długości ludzkiego życia. Dlatego wiele z nich człowiek ma okazję oglądać raz w życiu, a i to tylko wtedy kiedy urodzi się akurat w odpowiednim momencie historii.

Kometa Hale'a-Boppa

W 1996 roku na niebie pojawiła się kometa Hale'a-Boppa. Jasna plamka, z rozciągającymi się za nią warkoczami. Była widoczna gołym okiem przez ponad 1,5 roku. Wielu osobom nawet zdążyła się znudzić, zanim zniknęła z nieba. Od tego czasu żadna kometa jednak jej nie dorównała. Mnie akurat tata wyciągnął na dwór (lub na pole, jak kto woli) i dobrze ją zapamiętałem, za co w sumie do dzisiaj jestem mu wdzięczny, bo od tego zaczęło się moje zainteresowanie astronomią.

Czy wcześniejsze pokolenia miały okazję oglądać kometę Hale'a-Boppa? Astronomowie szacują, że po raz ostatni znajdowała się ona w naszych okolicach w czerwcu 2215 r. p.n.e. Mogli ją zatem obserwować starożytni Egipcjanie, którymi rządził wtedy faraon Pepi I. Od tego czasu, przez ponad 4000 lat, komety tej nie widział nikt, aż do 1996 r. Uświadomienie sobie tego sprawia, że nagle czujemy doniosłość chwili, a przynajmniej u mnie to tak działa.

Kometa Halleya

Nieco bardziej przyziemnym przykładem może być kometa Halleya. Każdy o niej słyszał, mało kto ją widział. Kometa Halleya regularnie wraca w pobliże Ziemi i regularnie jest widoczna gołym okiem. Najwcześniejsze zapiski o tej komecie pochodzą z Chin z 613 r. p.n.e. Problem jednak w tym, że między kolejnymi pojawieniami się mija ok. 75 lat. Po raz ostatni kometa Halleya zbliżyła się do nas w 1986 r. Pech jednak chciał, że był to najgorzej widoczny przelot od ponad 2000 lat. Czy pojawi się ponownie? Oczywiście! Ale już w 2061 r. Mnie pasuje, w wieku 80 lat będę wam opisywał przygotowania do tej wizyty.

To właśnie ta unikalność tych zjawisk i odstępy między kolejnymi pojawieniami się na niebie czy koniunkcjami sprawia, że warto na wszelki wypadek coś takiego zobaczyć, bo już więcej może nie być okazji.

Gdyby jednak nad waszą miejscowość w poniedziałek na złość nadciągnęły chmury - zachęcam do skorzystania z relacji na żywo, organizowanej przez Mateusza Kalisza z Astrolife w linku powyżej. Start w poniedziałek o 16:30. O ile oczywiście chmury nie pojawią się u Mateusza mamy 2020 rok, wszystko jest możliwe.

----

* gwiazdy wcale nie są nieruchome, bezustannie zmieniają swoje położenie. Problem jednak w tym, że człowiek nie jest w stanie tego ruchu dostrzec w trakcie swojego okrutnie krótkiego życia.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst