Foto  / Artykuł

Arcyrywal Lightrooma debiutuje w nowej wersji. Oto Capture One 21

Picture of the author

Capture One 21 właśnie zadebiutował, a wraz z nową wersją powraca pytanie: czy tym razem warto się na niego przesiąść z Lightrooma?

Choć sam już od około dekady korzystam z Lightrooma, to coraz chętniej patrzę w stronę alternatyw. Od dłuższego czasu widzę kolegów robiących cuda podczas edycji zdjęć w Capture One i zaczynam rozumieć fenomen tego programu. Capture One jest szczególnie chętnie wykorzystywany przez fotografów portretowych, ponieważ oferuje znacznie więcej możliwości precyzyjnej edycji kolorów, ze szczególnym uwzględnieniem odcieni cery. Capture One to również wiele innych świetnych pomysłów, w tym również obsługa warstw, która pozostaje wielką nieobecną w przypadku Lightrooma.

Nowa wersja Capture One nosi oznaczenie 21, a w programie znajdziemy cały szereg zmian.

Co nowego w Capture One 21?

Jedną z głównych nowości jest tryb Speed Edit, w którym zdjęcie zajmuje cały ekran, a elementy interfejsu są ukryte. Przyciski klawiatury są przypisane pod konkretne narzędzia, a żeby zmienić konkretną wartość wystarczy przytrzymać przycisk i użyć scrolla myszy, przesunięcia kursora lub strzałek na klawiaturze. W czasie trzymania skrótu klawiszowego na ekranie tymczasowo pojawia się pasek pokazujący zmienną którą edytujemy.

Drugą nowością jest filtr Dehaze, którego nie trzeba przedstawiać użytkownikom Lightrooma. Filtr został stworzony do usuwania mgły i tzw. perspektywy powietrznej przy zdjęciach na długich ogniskowych.

Do tego dochodzi wsparcie formatu HEIC w ośmiu bitach, co umożliwia edycję zdjęć m.in. z iPhone’a. Capture One 21 ma też rozbudowane opcje zgodności profili kolorystycznych.

Do tego dochodzą nowe samouczki i poprawki w zarządzaniu katalogiem zdjęć na komputerze.

Ile kosztuje Capture One 21?

Program jak zwykle jest dostępny w kilku wariantach. Główne wydanie to Capture One Pro dające dostęp do edycji wszystkich typów aparatów i do tego dwa stanowiska w ramach jednej licencji. Program można subskrybować za 24 euro miesięcznie lub kupić na stałe za 349 euro.

Są też tańsze wersje okrojone do obsługi aparatów poszczególnych firm. Mamy więc Captore One For Sony, For Fujifilm oraz For Nikon. Każdy z nich daje dostęp do jednego stanowiska w ramach licencji, a cena wynosi 11 euro miesięcznie lub 149 euro za dożywotnią licencję. Wszystkie warianty Capture One mają dokładnie ten sam zestaw narzędzi.

Jako że przesiadłem się już na MacBooka Pro z procesorem M1, nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdził kompatybilności Capture One z nową architekturą. Nowa wersja nadal nie ma natywnego wsparcia M1, ale działa perfekcyjnie płynnie na procesorze M1 dzięki Rosetta 2. Płynność jest tak dobra, że daję Capture One kolejną szansę na wygryzienie z mojego workflow Lightrooma. Oby się udało, bo to już ostatnie ogniwo łączące mnie z pakietem Adobe.

A na koniec, jeżeli - podobnie jak ja - rozważacie przesiadkę, z pomocą przyjdzie wam zaktualizowana baza tutoriali pokazujących kolejne aspekty Capture One.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst