Gry  / Felieton

Xbox jest jak Netflix, PlayStation jak kino

130 interakcji
dołącz do dyskusji

Xbox nie jest już bezpośrednią konkurencją dla PlayStation, tak samo jak nie jest nią Switch. Microsoft znalazł swoją niszę i chce być jak Netflix, podczas gdy Sony jest jak kino.

Martin Scorsese podpadł fanom superbohaterów słowami „to nie kino” w odniesieniu do blockbusterów Marvel Studios. Wywołało to falę krytyki, ale post factum uznany reżyser uściślił, o co mu chodziło i co tu dużo mówić — ma sporo racji. Rzeczywiście, jeśli traktować filmy jako gałąź sztuki, która ma nie tylko bawić, ale i uczyć, przełamywać granice itp., to Disney stoi niejako z boku i skupia się dziś właściwie wyłącznie na rozrywce.

Myszka Miki z adaptacji komiksów zrobiła maszynkę do drukowania dolarów, ale podobne zastrzeżenia, jak te kierowane w stronę kinowych produkcji z cyklu Marvel Cinematic Universe, można mieć również do Netfliksa (paradoksalnie to właśnie tam Scrosese sprzedał „Irlandyczka”). Potentat rynku streamingu wideo poszedł bowiem w ilość, a jakości jest u niego, oczywiście nadal z pewnymi przyjemnymi wyjątkami, coraz mniej.

xbox-series-x-1-10-1

Xbox jest jak Netflix

Na rynku konsolowym mamy dziś trzech graczy, ale ponieważ Nintendo gra na swoich zasadach, to wojna konsolowa toczy się pomiędzy Sony oraz Microsoftem, a ten ostatni… zbiera łupnia pod względem sprzedanych egzemplarzy od obu japońskich rywali. Xbox i PlayStation to jednak mimo wszystko bardzo podobne do siebie produkty. Większość gier trafia (oraz będzie trafiać) i tu, i tu. O tym, którą konsolę wybrać, decydują niuanse.

Jednym z argumentów za PlayStation 5 mogą być gry na wyłączność — w ramach poprzedniej generacji Microsoft nimi nie szafował, a na starcie nowej również nie ma się za bardzo czym chwalić, podczas gdy Sony w tej materii brylował. W przyszłości rzekomo ta walka ma się co prawda wyrównać i są przesłanki za tym, iż tak się faktycznie stanie, ale na razie Xboksa Series X sprawdzam na grach cross-platformowych (i Tetrisie).

Sprawa wyboru konsoli wydawała się prosta, ale Xbox Game Pass zmienił zasady gry.

Zdaję sobie sprawę, że exclusive’y od Microsoftu to pieśń przyszłości, która może nigdy nie nadejść, ale mimo to zdecydowałem się na zakup nowej konsoli Amerykanów i niczego nie żałuję. Przekonała mnie do tego usługa Xbox Game Pass, nazywana „Netfliksem dla gier”, bo w ramach abonamentu można pobierać tu gry z rotującego katalogu, na który składają się produkcje własne oraz te od firm trzecich.

xbox game pass ultimate ea play za darmo

Pomijając fakt, że ze względu na nielinearny charakter gier podstawowy model zakłada tu ich pobieranie, a strumieniować można je dziś tylko na urządzenia mobilne, to porównanie do Netfliksa jest uzasadnione. Niestety dotyczy to nie tylko modelu dystrybucji, ale też… jakości samych treści. Tak jak kiedyś powstawały filmy „prosto na DVD”, a dziś powstają filmy „prosto na VOD”, tak samo można mówić o grach „akurat do Game Passa”.

I nie ma w tym nic złego!

Problem pojawia się w momencie, gdy za taką grę pośledniej jakości zapłaciło się pełną cenę. Porzucenie jej, jeśli okazała się gorsza, niż zakładaliśmy, wymaga pożegnania się z całą kwotą, jaką się na nią wydało — a to bolesne. W przypadku abonamentu rezygnacja z kiepskiej gry, tak jak z filmu, serialu, e-booka, audiobooka czy komiksu, to zaś oszczędność czasu. Można go poświęcić na coś innego, potencjalnie ciekawszego.

Sam przy tym, chociaż uwielbiam kategorię AAA (a i takie gry są bibliotece Microsoftu), od czasu do czasu lubię odpalić sobie indyka lub po prostu grę o mniejszym budżecie. Dzięki temu, że mam opcję ogrywania takowych tytułów w ramach zryczałtowanego abonamentu, zapoznaję się ostatnio z produkcjami, po które w przeciwnym razie bym nie sięgnął — a już na pewno nie poza naprawdę atrakcyjną promocją lata po premierze.

playstation-5-ps5-13

PlayStation jest jak kino

Na tle ekosystemu Xboksa oferta Sony wygląda na pierwszy rzut oka dość… mizernie. Konsola japońskiej firmy jest w naszym kraju o symboliczne 50 zł droższa, a usługa o nazwie PlayStation Now, pozwalająca na streaming oraz pobieranie wybranych produkcji, nadal nie jest dostępna w Polsce. Jedyny dostępny u nas abonament z grami na konsole Sony to EA Play, ale do niego dostęp mają bez dodatkowych opłat abonenci usługi Xbox Game Pass.

W przypadku PlayStation, co do zasady, za gry trzeba płacić — zarówno te na wyłączność, jak i te multiplatformowe (które często w ramach Xbox Game Pass można ogrywać bez dodatkowych opłat). Mimo to decyzję o zakupie PS5 podjąłem, jeszcze zanim zdecydowałem się na Xboksa Series X. Dlaczego? Sony ma u mnie kredyt zaufania za sprawą gier, które pojawiły się w tej generacji, bo niektóre z nich to moje ulubione produkcje w ogóle.

Czekam teraz z wypiekami na twarzy na kolejne części Spider-Mana, God of Wara, Horizona, The Last of Us i Uncharted.

Oczywiście, zanim rzucicie się do komentarzy, by mnie ukrzyżować, to nadmienię, iż sam widzę, że analogia Xbox-Netflix oraz PlayStation-kino nie jest idealna. Wiem też, że Microsoft ma swoje własne produkcja na wyłączność, a wyścigowa Forza jest nomen omen niedościgniona, ale umówmy się — te najnowsze odsłony Halo i Gearsów oraz Sea of Thieves to półka niżej niż to, czym w ramach ubiegłej generacji raczyło nas Sony.

playstation only on playstation exclusive ps4 ps5

Z drugiej strony jednak mamy tego Xbox Game Passa, który ma naprawdę wiele zalet — dlatego w momencie, gdy ktoś kazałby mi dzisiaj wybrać tylko jedną z konsol nowej generacji, poczułbym się jak przy przysłowiowym pytaniu: „kogo bardziej kochasz, mamusię czy tatusia”. Jako fan tej konkretnej formy spędzania wolnego czasu zdecydowałem się w rezultacie na obie platformy, bo każda oferuje mi coś, czego druga nie daje.

W przypadku Xboksa jest to tanie granie, a u PlayStation produkcje z górnej półki, których na innych konsolach próżno szukać.

Za zakupem Xbox Series X przemawiał tym samym głównie aspekt ekonomiczny, bo jestem przekonany, iż koszt konsoli i abonamentu się zwróci. Nie wyobrażam sobie jednak, by rezygnować z gier, których spodziewam się na PS5, na rzecz Xbox Game Passa i mglistych zapowiedzi produkcji własnych Microsoftu. Tak samo jak w dobie Netfliksa nie zrezygnowałem z wyjść do kina (póki nie zamknęła ich pandemia).

Zdaję sobie jednak sprawę, że nie każdemu produkcje Sony pasują, a to, czym jest sztuka, zależy od interpretacji (w weekend przez sieć przetoczyła się zresztą dyskusja, czy Golec uOrkiestra i Bayer Full zasługują na dotacje z Funduszu Wsparcia Kultury). Mimo to, tak jak Xbox stawia na masowość i niską cenę, tak PlayStation za większe pieniądze daje nam coś ekstra — tak jak takie kino studyjne daje nam to coś, czego nie znajdziemy w Marvelu.

Tekst powstał na kanwie dyskusji na naszym redakcyjnym Slacku, którą rozpoczął link do tekstu GamesIndustry.biz. Pozwoliłem sobie sparafrazować i spolszczyć jego tytuł, ponieważ to właśnie rozmowa, którą rzeczony artykuł wywołał, zainspirowała mnie do napisania mojego felietonu.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst