Tech  / Recenzja

Łatwo polubić, trudno pokochać. Sony Xperia 5 II - recenzja

Gdybym był z Xperią 5 II w związku, jego status na Facebooku brzmiałby: „to skomplikowane”.

Gdyby zaś ktoś spytał mnie, czy warto kupić ten smartfon, to - parafrazując kultową wypowiedź Pinokia w bajce Shrek 2 - nie byłbym do końca szczery, twierdząc, że nie mogę z całą stanowczością zaprzeczyć, że stwierdzenie, iż warto go kupić jest lub nie jest prawdziwe. Powiedzmy, że mogę z umiarkowaną stanowczością zaprzeczyć stwierdzeniu, że w taki czy inny sposób zatajam informacje o tym, czy warto, czy nie warto go kupić.

To naprawdę skomplikowane.

Sony Xperia 5 II to smartfon, który łatwo polubić, ale trudno pokochać.

Jest mnóstwo rzeczy, które najnowszy smartfon Sony robi dobrze i które sprawiają, że Xperia 5 II sprawia fantastyczne pierwsze wrażenie. Przede wszystkim jest to jej konstrukcja.

Ten telefon nie jest najmniejszym smartfonem świata. Mierząc 158 x 68 x 8 mm daleko mu do iPhone’a SE czy nadchodzącego iPhone’a 12 mini, ale w świecie smartfonów z Androidem nadal plasuje się on w kategorii „kompaktowy”. Szczególnie czuć tutaj środkowy rozmiar - 68 mm szerokości. Dzięki temu, że ekran OLED o przekątnej 6,1” ma proporcje 21:9, telefon jest o blisko pół centymetra węższy od przeciętnego urządzenia z Androidem. Jest też bardzo lekki, ważąc raptem 163 g.

To wszystko sprawia, że Xperia 5 II doskonale leży w dłoni i bez problemu można ją obsłużyć jedną ręką bez przemieszczania smartfona. Obudowa jest też fantastycznie wykonana i spełnia aż dwie normy odporności na pył i wodę : IP65 oraz IP68. Oznacza to, że jest odporna nie tylko na zanurzenie w wodzie czy zachlapanie, ale także na strumień wody pod ciśnieniem. Możemy więc np. umyć brudny smartfon pod bieżącą wodą i nic mu się nie stanie. Co ciekawe, Sony w swoich ostatnich Xperiach powróciło do dawnego rozwiązania, w którym karta SIM nie jest schowana na metalowej tacce, do której wysunięcia potrzeba dodatkowego narzędzia, lecz na tacce z tworzywa, zintegrowanej z elementem obudowy, który wyjmiemy podważając paznokciem. Osobiście nie jestem fanem tego rozwiązania, bo z doświadczenia z poprzednimi Xperiami wiem, że bardzo łatwo je uszkodzić lub rozszczelnić, a przy regularnym wyjmowaniu kart uszczelka przestaje idealnie przylegać do obudowy. Dla większości osób nie będzie to jednak problemem, bo większość osób wkłada kartę nanoSIM raz i zapomina o temacie.

Gorzej jeśli zechcemy często żonglować kartami pamięci microSD, co jest bardzo możliwe przy fotograficznych i filmowych możliwościach tego smartfona. Ale o tym za chwilę.

Kapitalne pierwsze wrażenie robi też wspomniany ekran. Ma on przekątną 6,1”, rozdzielczość 2520 x 1080 px i wspiera standard HDR. Jest on też odświeżany z częstotliwością 120 Hz i - chwała bogom designu! - nie ma w nim żadnego wcięcia. Ramka na górze i na dole jest tej samej grubości, pozostawiając pośrodku niezakłóconą przestrzeń do konsumpcji treści.

Jeśli chodzi o samą jakość wyświetlania, jest fantastycznie. Gdy przestawimy tryb pracy ekranu w tryb twórcy, oparty o technologię CineAlta znaną z monitorów referencyjnych Sony, kolory wyświetlane są w palecie barw DCI-P3 i prezentują się fenomenalnie. Kapitalne są również kąty widzenia i jedynym „ale”, jakie mam do ekranu, jest jego jasność, która w pełnym słońcu okazuje się za niska do komfortowego użytkowania. Przez 90 proc. czasu jest jednak zupełnie ok. Ok przez 100 proc. czasu jest za to czytnik linii papilarnych na krawędzi urządzenia. Działa błyskawicznie i rozpoznaje odcisk palca z niemal doskonałą precyzją, niezależnie od tego, czy kładziemy na nim kciuk, czy np. zawinięty od tyłu mały palec. Xperia 5 II tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że czytnik linii papilarnych na klawiszu blokady ekranu to najlepsze możliwe miejsce dla tego sensora, a czytniki pod wyświetlaczami mogą - kolokwialnie mówiąc - spadać na drzewo.

Kolejna rzecz, którą bardzo łatwo polubić w Xperii 5 II, to oprogramowanie. Sony bardzo roztropnie połączyło własną nakładę z wizualiami i cechami czystego Androida, ograniczając też liczbę autorskich aplikacji do minimum. W połączeniu ze znakomitą specyfikacją - Snapdragonem 865, 8 GB RAM i 128 GB miejsca na dane - oraz ekranem 120 Hz przekłada się to na idealnie płynną pracę urządzenia, niezależnie od scenariusza. Wszystko działa i wygląda tu dobrze: od scrollowania Instagrama po granie w najbardziej zaawansowane gry mobilne. Co ciekawe, pomimo kompaktowej obudowy Xperia 5 II nie nagrzewa się przesadnie przy wyżej wymienionych zastosowaniach.

Ekstremalnie łatwo polubić również aplikacje Photo Pro i Cinema Pro, które zmieniają mały smartfon w bezlusterkowca lub kamerę filmową Sony. Muszę przy tym zaznaczyć, że z tych dwóch aplikacji skorzystają zapewne tylko profesjonaliści lub entuzjaści, którzy na co dzień mają styczność z aparatami Sony, gdyż bez tego nauka obsługi w/w aplikacji będzie męczarnią. Osobiście jednak czułem się jak w domu, gdyż na co dzień fotografuję Sony A7rIII i tutaj dostałem do dyspozycji niemal identyczny interfejs.

W tych aplikacjach możemy modyfikować każdy parametr prócz przysłony, z oczywistych względów. Bardzo, ale to bardzo podoba mi się również fakt, iż Sony używa tu profesjonalnej nomenklatury. Żadnego pierdolollo typu „zoom x3”, tylko rzetelnie podane ogniskowe w ekwiwalencie dla aparatu pełnoklatkowego z natywną wartością przysłony dla obiektywów. Dziękuję Sony, że chociaż ty nie traktujesz swoich użytkowników jak idiotów.

Zdjęcia w trybie profesjonalnym robi się też bardzo wygodnie, bo nie używamy do tego wirtualnego przycisku na ekranie telefonu, lecz fizycznego, dwustopniowego spustu migawki, który łatwo wcisnąć nawet w rękawiczkach.

Spektrum możliwości aplikacji Photo Pro i Cinema Pro (zwłaszcza tej drugiej) jest naprawdę ogromne. Dla przykładu, wideo możemy nagrywać w różnym klatkażu, wykorzystując różne symulacje kliszy i profile kolorów. Możemy np. ustawić dwa punkty ostrości i wykonać między nimi tzw. „focus racking”, czyli płynne przejście ostrości.

W aplikacji fotograficznej możemy fotografować z szybkością nawet 20 klatek na sekundę, z zachowaniem w pełni działającego autofocusu w trybie śledzenia, z automatycznym wykrywaniem twarzy i oka zarówno u ludzi, jak i u zwierząt. Nadmienię, że rozpoznawanie oka w tym smartfonie działa nawet lepiej (sic!) niż w kosztującym 15 tys. zł Sony A7rIV, zapewne za sprawą większej mocy obliczeniowej procesora. I potrafi też coś, czego jak na razie nie potrafi żaden bezlusterkowiec Sony - ustawiać ostrość na oku niezależnie od tego, czy to oko człowieka, czy zwierzęcia. W bezlusterkowcach nadal musimy wybrać preferowany tryb pracy w ustawieniach.

W końcu muszę też powiedzieć o możliwościach muzycznych tego smartfona, bo w tej materii Xperia 5 II jest przedstawicielem wymierającego gatunku. Tak, ma złącze słuchawkowe jack 3,5 mm, do tego z cyfrową optymalizacją DSEE, która sprawia, że dźwięk płynący przez to gniazdo jest naprawdę niesamowity. Dla tych zaś, którzy korzystają ze słuchawek bezprzewodowych, mamy tu natywną obsługę kodeka LDAC, zapewniającego najwyższą możliwą jakość bezprzewodowej transmisji dźwięku, jeśli tylko użyjemy kompatybilnych słuchawek, takich jak np. seria WH-1000 od Sony. To wszystko oznacza, że Xperia 5 II jest jednym z nielicznych smartfonów, na których możemy bezprzewodowo cieszyć się pełną rozdzielczością plików pochodzących z Tidal Hi-Fi lub prywatnej biblioteki FLAC-ów.

Skoro więc Xperia 5 II jest tak świetnie wykonana, działa tak płynnie i ma tak ogromne możliwości fotograficzne, cóż sprawia, że trudno ją pokochać?

Mój czas z Sony Xperia 5 II był kumulacją mniejszych i większych frustracji.

Zacznijmy od tych mniejszych. Delikatnie, ale regularnie irytowało mnie rozmieszczenie przycisków na obudowie. Sony postanowiło upchnąć je wszystkie na prawej krawędzi, więc - patrząc od dołu - mamy po kolei: spust migawki, klawisz wybudzania Asystenta Google, przycisk power z czytnikiem linii papilarnych i regulatory głośności.

Klawisze regulacji głośności są za małe i trudno je wcisnąć. Przycisk wybudzania Asystenta zaś kompletnie zbędny; nie dość, że Asystenta od dawna można wybudzić na zablokowanym ekranie komendą „Ok, Google” przy użyciu dopasowania głosu, to jeszcze przycisk umieszczony jest tak blisko spustu migawki, że regularnie kładłem palec na nim, zamiast na przycisk aparatu. W efekcie dość często zamiast zrobić zdjęcie, słyszałem odpowiedź „OK, wyświetlam wyniki dla „ku#!a”.

Frustrujące okazały się też głośniki, które - jak na Sony - grają bardzo słabo. Obrazowanie stereo było cieniutkie, podobnie jak głębia emitowanego dźwięku. Sony próbuje to nadrobić wibracjami, których intensywność można regulować po wciśnięciu klawiszy głośności, ale tu znowuż… motorek wibracyjny Xperii 5 II jest tak słaby i ma tak nieprzyjemną wibrację, że już po pierwszym dniu wyłączyłem funkcję wibrowania przy odtwarzaniu dźwięku.

Źródłem największej frustracji był jednak czas pracy na jednym ładowaniu, który jest albo przeciętny, albo marny, zależnie od tego, czy korzystamy z Always On Display i odświeżania 120 Hz.

Gdy włączona jest pierwsza funkcja, telefon w trybie czuwania leży i zużywa energię. Nieraz potrafił stracić jej nawet 20 proc. w ciągu dnia, po prostu leżąc i odbierając powiadomienia. Gdy do tego korzystałem z ekranu w częstotliwości 120 Hz akumulator o pojemności 4000 mAh z ledwością wystarczał na jeden dzień pracy. Jeśli danego dnia robiłem dużo zdjęć - nie wystarczał nawet na tyle.

Aby komfortowo kończyć dzień mając choć 15-20 proc. zapasu energii musiałem zrezygnować albo z AOD, albo ze 120 Hz. Zrezygnowałem z tego pierwszego, co na szczęście poskutkowało znaczącym spadkiem zużycia gdy telefon był nieaktywny. Przełączenie się w 60 Hz również pomagało, ale koniec końców… nie po to kupujemy telefon z ekranem 120 Hz, żeby z niego nie korzystać.

Ogólnie czas pracy Xperii 5 II mogę jednak ocenić jako ledwie akceptowalny. Chcąc korzystać z telefonu bez żadnych kompromisów i ograniczeń, musimy się liczyć z częstym doładowywaniem telefonu. Nie zrobimy tego niestety bezprzewodowo, co w telefonie za 4000 zł jest sporym brakiem, a też szybkie ładowanie przewodowe nie jest aż tak szybkie, jak u konkurencji - ledwie 21 W.

Strasznie boleję też nad faktem, iż pomimo ogromnych możliwości aparat w Sony Xperii 5 II jest… taki sobie. Raczej „meh” niż „wow”, przynajmniej w trybach automatycznych.

Aparat z przodu ma tylko 8 Mpix i obiektyw f/2.0. Za dnia robi zupełnie akceptowalne selfie. Po zmroku… cóż, równie dobrze można go nie wyciągać.

Wszystkie trzy aparaty z tyłu mają rozdzielczość 12 Mpix. To w zupełności wystarczająca rozdzielczość, zwłaszcza że czego jak czego, ale braku szczegółowości zdjęciom z Xperii zarzucić nie można. Nie uraczymy tu co prawda super-hiper zoomu rodem z Samsungów Galaxy, ale według mnie to żadna strata. Każda z matryc ma jednak nieco inny fizyczny rozmiar: główny sensor jest największy, więc zbiera najwięcej światła. Dwa pozostałe mają nieco mniejsze wymiary.

Aparaty są sparowane z trzema obiektywami:

  • 16 mm (ultrawide) f/2.2
  • 24 mm f/1.7
  • 70 mm f/2.4

I nie chodzi o to, że rezultaty z tych aparatów są złe. Tylko o to, że nie są tak dobre, jak mogłyby być i jak spodziewałbym się po smartfonie w tej cenie i z takim rodowodem.

Zdjęcia zrobione na pełnym automacie wyglądają… cóż, marnie. Najbardziej boli chyba rażąca rozbieżność kolorów przy tej samej scenie, zwłaszcza w przypadku matrycy z obiektywem 70 mm.

Zdjęcia są też sztucznie wyostrzone, a mimo to brakuje im kontrastu. Wybaczyłbym ten brak kontrastu, gdyby oznaczał on świetny HDR, no ale HDR również plasuje się co najwyżej w górnej skali przeciętności.

Rzeczywistość szybciutko zweryfikowała też użyteczność 20 FPS-ów. Ustawiłem w aparacie czas naświetlania na 1/2000s, czyli taki, jakiego użyłbym w tych samych warunkach w swoim bezlusterkowcu, by zamrozić na zdjęciu biegnącego psa. Niestety w Xperii 5 II niezależnie od czasu migawki nie udało mi się tego zrobić - pies w pełnym biegu jest nieostry i rozmyty, jak na zdjęciach z każdego innego smartfona. Cudów nie ma.

Sony Xperia 5 II nie dostanie też żadnych nagród za fotografię nocną, bo po zmroku zdjęcia są mocno takie sobie. Mamy tu (teoretycznie) tryb nocny, czy raczej nocną optymalizację sceny, ale w porównaniu do trybów nocnych z iPhone’a 11/12 czy topowych Galaxy wypada on blado.

Bezkresnie frustrująca jest też praca aplikacji aparatu, która wszystko robi z opóźnieniem. Przełączanie się między obiektywami to co najmniej sekunda czekania, z okazjonalnym przycięciem. Zmiana ustawień - to samo. Zdjęcia nocne zapisują się kilka sekund. Na wszystko trzeba czekać. Mam nadzieję, że Sony poprawi to aktualizacją oprogramowania, bo w telefonie za 4000 zł takie zachowanie aplikacji aparatu jest po prostu niedopuszczalne.

Kompletnie nie rozumiem też, dlaczego nagrywając wideo nie można się przełączać między obiektywami. Jeśli chcemy zmienić ogniskową, musimy zakończyć nagrywanie i uruchomić je ponownie - co nie ma żadnego sensu.

Sama jakość wideo jest też dość przeciętna. Na plus muszę za to zaliczyć stabilizację, przynajmniej z obiektywami 16 i 24 mm. Obiektyw telefoto dość mocno „trzęsie”.

Czy warto kupić smartfon Sony Xperia 5 II?

Powtórzę wniosek ze wstępu: to skomplikowane.

Jest grono ludzi, którzy z Xperii 5 II będą szalenie zadowoleni. Wieloletni fani marki poczują się jak w domu, bo kanciasta bryła i język designu nieomylnie krzyczą „jestem Xperią”, a to wielu ludziom nadal się podoba.

Skłamałbym też mówiąc, że nie korzystało mi się z tego smartfona przyjemnie. Korzystało. Xperia 5 II mnóstwo rzeczy robi dobrze, a nad drobnymi frustracjami można przejść do porządku dziennego po kilku tygodniach użytkowania.

Sony Xperia 5 II nie istnieje jednak w próżni. I gdy widzę, że za takie same pieniądze można kupić Samsunga Galaxy S20 o niemal tych samych gabarytach, a dopłacając 200 zł można mieć iPhone’a 12, to jednak trudno jednoznacznie powiedzieć „bierz Xperię”. Za 4000 zł rywale oferują lepsze produkty niż Sony. Tym niemniej, gdy cena Xperii 5 II nieco spadnie, nikt nie powinien czuć żalu, że wybrał ją zamiast sprzętu konkurencji.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst