Ekologia  / Artykuł

Powitajcie McPlant. McDonald’s pracuje nad własnym bezmięsnym burgerem

902 interakcji
dołącz do dyskusji

McPlant to roślinny burger, który ma smakować tak samo jak zwykła kanapka z McDonald's. Zjemy go już w przyszłym roku.

Dla jasności - burgery z bezmięsnymi alternatywami mięsa nie są nowością w McDonald’s. Firma od kilku lat w różnych krajach testuje kanapki czy to z glutenowym seitanem czy z najpopularniejszym „roślinnym kotletem” autorstwa Beyond Meat.

Teraz jednak chodzi o coś więcej. Jak podaje USA Today, międzynarodowy dyrektor firmy Ian Borden podczas dzisiejszego spotkania z inwestorami powiedział, iż McDonald’s pracuje nad własną recepturą roślinnych kotletów i innych bezmięsnych pozycji w menu.

Powitajcie McPlant. Bezmięsne burgery w McDonald’s będą stałą pozycją w menu.

Jeśli wierzyć słowom Iana Bordena, bezmięsny kotlet będzie identyczny w smaku jak jego istniejący mięsny odpowiednik. Ma być „pyszny i soczysty”, serwowany w dokładnie ten sam sposób, co obecne kanapki w McDonald’s.

Prace nad kotletem są już prawdopodobnie na ukończeniu, gdyż Borden zapowiada wprowadzenie McPlant do menu w wybranych krajach już w przyszłym roku.

Niedługo potem McPlant stanie się całą linią produktów, wliczając w to zamienniki kurczaka oraz kanapki śniadaniowe. Oczywistością jest, iż w miarę wzrostu popytu i zainteresowania klientów oferta McPlant będzie rozszerzana na kolejne kraje.

To może być przełom, na jaki czekamy.

Ok, roślinne alternatywy dla mięsa nie są nowością. Impossible Burger i Beyond Burger przodują w zakresie dostarczania pełnoprawnych zamienników wieprzowiny czy wołowiny, nawet w lokalnych sklepach typu Lidl czy Biedronka można już kupić roślinne burgery od firm takich jak Next Level Meat. Każdy z fastfoodowych gigantów wprowadzał też testowo bezmięsne kanapki, które za każdym razem spotykały się z ciepłym przyjęciem konsumentów. Dlaczego więc posunięcie McDonald’s miałoby być przełomem? Bo to McDonald’s. A McPlant nie ma być testem czy dodatkiem, lecz stałą pozycją w menu. Potencjalnie każdy klient będzie mógł wybrać, czy chce zjeść kanapkę z klasycznym kotletem czy jego roślinnym zamiennikiem. I to jest coś wielkiego.

McDonald’s to 37855 restauracji na całym świecie, w tym 435 w Polsce (stan na 2019 r.). To dwukrotnie więcej niż kurczakowego KFC w Polsce i na świecie, i ponad ośmiokrotnie więcej niż jest w Polsce Burger Kingów (czterokrotnie więcej niż jest ich na świecie).

McDonald’s to marka, którą zna każdy. Fast-food, który znajdziemy w każdym średniej wielkości mieście, a w dużym mieście znajdziemy go w niemal każdej dzielnicy. Zasięg „maka” jest przeogromny, a jeszcze większa jest świadomość marki w umysłach konsumentów. Jeśli tak duży gracz wprowadzi do swojej oferty bezmięsną alternatywę i umożliwi klientowi wybór, będzie to wielkie święto dla obecnych wegan i wegetarian, ale też najlepsza możliwa zachęta dla innych, by przynajmniej spróbować. Do tego nie sposób przecenić faktu, iż „przykład idzie z góry”. A jeśli „górą” fast-foodowego świata jest właśnie McDonald’s, to inne restauracje będą musiały odpowiedzieć na ten ruch, wprowadzając z czasem do oferty swoje roślinne odpowiedniki mięsnych kanapek. Efekt lawinowy w perspektywie kilku lat bardzo łatwo sobie wyobrazić: bezmięsne kanapki będą równie łatwo dostępne, co te z mięsem.

Decyzja McDonald’s może mieć też kolosalne znaczenie dla klimatu.

Od początku swojego istnienia McDonald sprzedał na świecie ponad 400 miliardów (!) burgerów. Autor kanadyjskiego bloga Science Everywhere przeliczył kilka lat temu, iż McDonald’s „zużył” do produkcji swoich burgerów już blisko 77 milionów krów. W przeliczeniu na emisję gazów cieplarnianych są to niewyobrażalne ilości (zważywszy, że jedna krowa emituje średnio 250-400 litrów metanu w ciągu doby), nie mówiąc już o cierpieniu zwierząt w skali macro.

Produkcja roślinnych kotletów emituje średnio 90 proc. mniej gazów cieplarnianych, zużywa o ponad połowę mniej energii elektrycznej, o wiele mniej wody i - co nie mniej istotne - do jej produkcji nie trzeba karczować lasów, by pomieścić rozrastające się stada bydła ani też trzymać krów w karygodnych warunkach.

Jeśli McDonald’s wprowadzając McPlant do oferty obniży swoją produkcję mięsa choć trochę, będzie to miało znaczący wpływ na globalną sytuację klimatyczną. Zwłaszcza jeśli w ślad za „makiem” podążą inni.

Na tym posunięciu wszyscy zyskują.

Zyskują ludzie ograniczający lub niejedzący mięsa - bo w końcu będą mogli w razie potrzeby zjeść na szybko coś, co nie jest sałatką lub vege hot dogiem ze stacji benzynowej. Zyskują ci, co chcieli spróbować roślinnej alternatywy, ale nie mieli gdzie - bo niebawem taka alternatywa będzie dostępna na każdym kroku. Mięsożercy niczego nie tracą - jeśli McPlant będzie w smaku taki jak oryginalny burger (który, umówmy się, ze smakiem prawdziwego mięsa i tak nie ma wiele wspólnego…), to co za różnica, czy będzie on faktycznie z mięsa, czy będzie przyjazny środowisku? Zyskuje też sam McDonald’s, nie tylko finansowo, ale też ekologicznie i wizerunkowo (to ostatnie możecie zresztą wywnioskować z samego tonu tego artykułu).

Teraz zostaje tylko czekać, aż McPlant wejdzie na stałe do menu McDonald’s i trzymać kciuki, żeby przekonał do siebie tłumy. Zważywszy na katastrofalny stan naszego klimatu i niewyobrażalny wpływ na środowisko przemysłu mięsnego, wszystkim nam powinno zależeć na tym, by takich inicjatyw było jak najwięcej.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst