Kosmos  / News

Za kilka tygodni Ziemia będzie miała dwa księżyce. Jeden z nich może być kosmicznym śmieciem

1124 interakcji
dołącz do dyskusji

Merkury i Wenus nie mają ani jednego księżyca. Mars ma dwa, a gazowe olbrzymy mają ich całe dziesiątki. Między nimi wszystkimi znajduje się Ziemia, która ma jeden księżyc, a przynajmniej zazwyczaj ma jeden księżyc (o jakże oryginalnej nazwie: Księżyc). Tak jest np. teraz. Wkrótce jednak ta sytuacja może się zmienić.

I nie byłoby to nic nowego. To, że wokół Ziemi krąży przez jakiś czas krąży ta czy inna skała kosmiczna, stając się tym samym tymczasowym satelitą/księżycem naszej planety, to coś całkowicie naturalnego. Oczywiście zazwyczaj są to bardzo małe skały, których dostrzeżenie to często kwestia przypadku.

2020 SO: ten mini-księżyc może być jednak wyjątkowy

Skoro to takie powszechne zjawisko, to i astronomów nie zdziwiło dostrzeżenie nowego obiektu, którego trajektoria wskazuje, że najprawdopodobniej przechwyci go grawitacja Ziemi. Zmierzający w nasze okolice niewielki obiekt powinien dotrzeć do nas w październiku 2020 r, czyli już za kilka tygodni. Symulacje możliwej trajektorii lotu tego obiektu wskazują, że może zostać on z nami do maja 2021 r., kiedy to znowu ucieknie w przestrzeń kosmiczną. Zazwyczaj obiekty tego typu wytrzymują na orbicie wokół Ziemi maksymalnie kilka lat, bowiem oddziaływania grawitacyjne ze strony Ziemi, Księżyca i Słońca cały czas zaburzają trajektorię ich lotu i prędzej czy później wyrzucają je z otoczenia naszej planety.

Astronomowie analizujący orbitę obiektu wskazują, że wleci on w nasze otoczenie przez jeden z punktów libracyjnych Ziemi i wyleci przez inny. Punkty libracyjne to punkty, w których równoważą się oddziaływania grawitacyjne Ziemi i Słońca.

Czy to na pewno planetoida?

W tym jednak wypadku prędkość obiektu 2020 SO wydała się podejrzana, bowiem planetoida w tej odległości od Słońca powinna mieć większą prędkość. Niska prędkość z kolei wskazuje na to, że może być to obiekt powstały… na Ziemi.

Badacze z Laboratorium Napędu Odrzutowego (JPL) w NASA podejrzewają, że nasz przyszły tymczasowy księżyc to w rzeczywistości człon rakiety Centaur, która we wrześniu 1966 r. wyniosła w kierunku Księżyca sondę Surveyor 2. Całkiem zatem możliwe, że będziemy mieli przypadek pierwszego śmiecia kosmicznego, który został awansowany do miana księżyca.

Górny człon rakiety Centaur

Analiza orbity pozwoliła naukowcom ustalić, że 1 grudnia 2020 r. 2020 SO zbliży się do Ziemi na 50 000 km, a 2 lutego 2021 r. na 220 000 km. Nie ma zatem żadnego ryzyka, że obiekt ten wejdzie w ziemską atmosferę, a jednocześnie jest nadzieja na to, że wystarczająco mała odległość pozwoli ostatecznie potwierdzić czy faktycznie jest to tylko fragment rakiety, który od 54 lat przemierza przestrzeń kosmiczną.

Wcześniejsze tymczasowe księżyce

Z najnowszej historii możemy pamiętać dwa takie obiekty. W latach 2006-2007 wokół Ziemi krążyła planetoida 2006 RH120, która przechwycona przez grawitację naszej planety wykonała cztery okrążenia wokół niej, po czym uciekła z okolic Ziemi, aby dalej okrążać Słońce. Choć aktualnie znajduje się po przeciwnej stronie Słońca, jakieś 300 mln km od Ziemi, to w 2028 r. znowu znajdzie się w okolicach Ziemi.

W lutym natomiast pisałem o odkryciu niewielkiej planetoidy 2020 CD3 o rozmiarach zaledwie kilku metrów, która została przechwycona przez grawitację Ziemi najprawdopodobniej 4-5 lat temu i od tego czasu krążyła wokół naszej planety. To jednak już historia, bowiem zgodnie z symulacjami, 2020 CD3 opuścił otoczenie Ziemi w maju tego roku.

Oczywiście żadnego z nich nie dało się zaobserwować gołym okiem. Mówimy wszak o niewielkich skałach oddalonych od nas o dziesiątki czy setki tysięcy kilometrów. Tak samo będzie w przypadku 2020 SO, niezależnie od tego czy jest to planetoida czy górny człon rakiety.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst