Oprogramowanie  / Felieton

Trump nieomal wbił sztylet w serce Xboxa. Ku mojej ogromnej satysfakcji

Tak się kończą układy z diabłem. Microsoft popierał wysoce nieetyczne biznesowo agresywne przejęcie TikToka przez amerykańską gospodarkę. Z podbitą mocnym smutkiem satysfakcją mogę teraz powiedzieć: karma wraca.

Staram się, jak bardzo wielu innych konsumentów, płacić tym producentom i usługodawcom, którzy wśród swoich priorytetów stawiają tak zwaną społeczną odpowiedzialność obok maksymalizacji zysku. Bez wątpienia mógłbym się starać bardziej i być dużo lepszym konsumentem, ale próbuję unikać kosmetyków testowanych na zwierzętach, wybierać zakupy w lokalnych sklepikach zamiast hipermarketach, nie używać rozwiązań, które są w szczególny sposób szkodliwe dla środowiska, i tak dalej, i tak dalej.

Gdybyśmy żyli w czasach, w których Bill Gates rządził Microsoftem, z pewnością ochota do używania jego produktów byłaby dużo niższa. W tamtych latach gigant z Redmond był jedną z najmniej etycznych przedsiębiorstw nie tylko w branży IT. Słynne agresywne przejęcia, szantażowanie słabych partnerów i wiele innych trudnych do zaakceptowania praktyk nieomal doprowadziło Microsoft do podziału przez amerykański urząd antymonopolowy.

Na szczęście dla Microsoftu do tego nie doszło. Co więcej, firma wyciągnęła daleko idące wnioski. Dziś w jej kierownictwie nie zasiada już nikt z tamtych czasów. Korporacja zmieniła swoje podejście niemal o 180 stopni – stawiając na interoperacyjność, współpracę i społeczną odpowiedzialność.

Efekty widać chociażby po toczących się licznych postępowaniach antymonopolowych w Stanach Zjednoczonych, Unii Europejskiej oraz po śledztwach w Rosji i Chinach. Prokuratorzy, prawnicy i komisarze grillują na przesłuchaniach przedstawicieli Apple’a, Amazona, Google’a czy Facebooka – ale nie Microsoftu. Bo tak po prostu nie mają ku temu powodów czy przesłanek.

Satya Nadella to taki miły, sympatyczny misio, który wszystkich lubi? To pozory.

O tym, jak wyrachowany jest nowy Microsoft w swoim podejściu do rynku, świadczyć może historia usługi Microsoft Teams. Przy czym chciałbym podkreślić, że samego wyrachowania nie postrzegam jako coś złego. Liczą się efekty, niezależnie od motywacji. Dodatkowo jestem przekonany, że skoro korporacja składa się z ludzi – to przecież wśród nich jest wielu takich, którzy najzwyczajniej w świecie pragną być przyzwoici. Czasem i motywacje są szczerze.

Wróćmy jednak do tematu. Microsoft Teams powstał jako odpowiedź na usługę Slack – którą Microsoft z jakiegoś względu zaczął postrzegać jako śmiertelne dla siebie zagrożenie. Teams dziś są usługą funkcjonalnie daleko wykraczającą poza to, co oferuje Slack. Zaczynał jednak jako dość bezczelna kopia konkurenta. A jakby tego było mało, za jego popularność odpowiadają praktyki potencjalnie nielegalne.

Teams jest darmowym dodatkiem do zestawu usług Microsoft 365 – dominującego na rynku firmowym, głównie za sprawą niemal bezkonkurencyjnego Office’a. Przedsiębiorstwo ma więc do wyboru dwie opcje:

  • Otworzyć nowy rachunek dla Slacka
  • Kontynuować opłacanie Microsoft 365 jak do tej pory i korzystać z Teams, który na dodatek pięknie integruje się z pozostałymi usługami M365

Nietrudno się domyślić, że Slackowi w obliczu tej sytuacji konkurować z Microsoftem jest niezwykle trudno. Niekoniecznie z uwagi na to, że jego usługa jest gorsza – a dlatego, że firma Nadelli próbuje zniszczyć Slacka z pozycji siły.

Slack kontra Teams do niedawna był jednorazowym wyskokiem. Teraz Microsoft współpracuje z Trumpem, by we wrogi sposób przejąć TikToka.

Microsoft doskonale rozumie potrzeby ludzi pracy. Co więcej, jego sukces u klientów firmowych czy użytkowników używających elektroniki do celów zarobkowych napędza jego dalsze sukcesy. Setki tysięcy użytkowników Windowsa, Microsoft 365, Dynamicsa, LinkedIna czy Azure’a zapewniają firmie niemal nieograniczoną ilość danych do przetworzenia. Niestety nie dysponuje takim samym zestawem danych pozwalających mu zrozumieć konsumenta. Efekty widać w rewelacyjnych produktach i usługach dla firm i prosumerów i bardzo umiarkowanych sukcesach we wszystkim innym.

Niemal wszystkie usługi stricte konsumenckie Microsoftu to mniejsza bądź większa rynkowa porażka. Gigant z Redmond w zasadzie ma tylko mocne więzy z graczami – za sprawą Windowsa, platformy Xbox i technologii DirectX. Nawet Skype – niegdyś potęga – pod rządami Microsoftu niebezpiecznie zbliża się do granicy nieistotności. Firma nie rozumie już konsumenta. Nie ma – jak Google, Amazon, Apple i reszta konkurencji – takiego wglądu w zwyczaje konsumentów. Bo ci nie używają jego usług.

Polski TIkTok

Prawdopodobnie dlatego firma tak żywo zainteresowała się możliwością przejęcia części niezwykle popularnej sieci TikTok. Tak na dobrą sprawę, to Microsoft po potencjalnym przejęciu mógłby się do niej nie dotykać i pozwolić jej działać niezależnie. Podobne podejście zresztą zastosowano po przejęciu LinkedIna i GitHuba. Wystarczą dane do analizy. Dane młodych, nowoczesnych i podążających za trendami użytkowników. TikTok dla Microsoftu to potencjalnie bezcenny skarb.

I fajnie. Problem w tym, że okoliczności potencjalnego przejęcia TikToka przez Microsoft są wysoce… niesmaczne.

Cała okazja do przejęcia amerykańskich zasobów TikToka od chińskiego ByteDance’a (swoją drogą założyciel ByteDance to były pracownik Microsoftu, który odszedł od firmy celem tworzenia własnego startupu) pojawiła się w wyniku zimnej wojny prowadzonej przez administrację Donalda Trumpa z Chinami. Do dziś nie przedstawiono żadnego dowodu – nawet poszlakowego – uwiarygadniającego konieczność nałożenia dotkliwych sankcji na Huaweia, oskarżanego o szpiegostwo na rzecz chińskiego wywiadu.

Te same zarzuty stawia się teraz TikTokowi, a jego właściciel otrzymał ultimatum: albo sprzeda amerykańskiej firmie swoje amerykańskie zasoby, albo ma wynosić się z amerykańskiego rynku. Bez żadnego odszkodowania ani innego zadośćuczynienia. TikTok łaskawie uzyskał możliwość redukcji swoich strat przez wspomnianą sprzedaż zasobów. I właściwie wyjścia nie ma: musi sprzedać swoją sieć. Uniesienie się dumą to dla niego bezsensowne i ogromne straty finansowe.

Microsoft tym samym siłą rzeczy stawia się w sytuacji poplecznika polityki prowadzonej przez amerykańskiego prezydenta, firmując ją potencjalnym strategicznym i wysokokwotowym wydatkiem. Firma stała się częścią tego wrogiego przejęcia. Jestem absolutnie przekonany, że gdyby władze Chińskiej Republiki Ludowej ogłosiły, że biura jakieś amerykańskiej firmy w Chinach wraz jej działalnością, własnością intelektualną i zasobami stają się pod przymusem własnością chińskiej firmy – protestom nie byłoby końca. Niedemokratyczny, autorytarny zamordyzm uderzający w pryncypia wolnego rynku! – jak prawdopodobnie grzmiałyby międzynarodowe media.

A przecież właśnie w takiej sytuacji znalazł się TikTok. Tyle że odwrotnej.

O tym jak niebezpieczna jest to polityka Microsoft mógł się przekonać ubiegłej nocy. I mam nadzieję, że otrzeźwieje.

Spostrzegawczy Czytelnicy Spider’s Web lub ci odbierający nas przez czytniki RSS zapewne zauważyli, że nad ranem na naszym serwisie pojawił się news związany z właśnie nałożonymi sankcjami na platformę WeChat, której właścicielem jest ogromna chińska korporacja Tencent. W pobieżnym skrócie: za 45 dni WeChat – tak jak Huawei – straci możliwość wchodzenia w jakąkolwiek współpracę biznesową z amerykańskimi podmiotami. To dopiero początek tej ofensywy.

Tencent jest jednak nie tylko właścicielem WeChata. Firma jest też ważnym udziałowcem, między innymi Epic Games, Riot Games czy Activision Blizzard. Rozporządzenie Donalda Trumpa było niejasno sformułowane: wynikało z niego, że Tencent jako całość objęty jest sankcjami, a nie tylko jego działalność wokół WeChata. W usuniętym już tekście rozważałem konsekwencje, jakie wspomniane sankcje mogą mieć dla rynku gier. Na szczęście w raptem kilka minut po publikacji tego tekstu pojawiła się prawna interpretacja rozporządzenia rozjaśniająca sytuację. Gamingowe przedsięwzięcia Tencenta nie będą dotknięte sankcjami. Pracy nad tekstem szkoda, jego publikacja jednak straciła sens.

Gdyby jednak sprostowanie się nie pojawiło, a rozporządzenie faktycznie miałoby objąć pełne spektrum działalności Tencenta, byłby to śmiertelnie groźny cios dla Xbox Game Studios.

Epic Games jest kluczowym, strategicznym wręcz partnerem Xbox Game Studios.

Nie chodzi tu o platformę Epic Games Store – rywala dla Xboxa, ale też ważnego partnera Windowsa – ani napędzającego sprzedaż Xboxów niezwykle popularnego shootera Fortnite. Klejnotem koronnym Epic Games jest Unreal Engine. To bardzo popularny i rewelacyjny middleware znacząco usprawniający tworzenie zaawansowanych technicznie gier. A tak się składa, że Unreal Engine jest domyślnym middlware’em dla niemal wszystkich studiów tworzących gry w ramach grupy Xbox Game Studios.

Brak możliwości prowadzenia interesów z Epic Games oznaczałby koniec możliwości korzystania z Unreal Engine. A przecież jest to fundament najważniejszych tytułów Microsoftu, w tym Bleeding Edge, Everwild, Gears, Grounded, Minecraft: Dungeons, Psychonauts, Sea of Thieves, State of Decay czy Senua's Saga: Hellblade. Należące do grupy Xbox Game Studios studia inXile i The Initiative również potwierdziły, że ich niezapowiedziane jeszcze gry są budowane na silniku Unreal.

Innymi słowy, Donald Trump prawdopodobnie uśmierciłby swoim rozporządzeniem Xboxa. Nie miałby szans tego przetrwać. A przecież był taki ładny, taki amerykański…

Na szczęście dla Microsoftu to tylko bełkotliwy dokument Trumpa. Oby posłużył za ostrzeżenie.

Firma, która chce działać globalnie, która stawia na współpracę ze wszystkimi partnerami na całym świecie, nie może współpracować z prowadzącym tak ksenofobiczną politykę rządem. Podpisywanie cyrografu z diabłem niemal zawsze kończy się źle.

Microsoft powinien zrozumieć, że choć prędko taka okazja na przejęcie tak cennego zasobu jak TikTok się nie trafi, tak tym razem warto odpuścić. I stanąć po stronie etyki i praworządności. Wszak ta sama polityka o mało co nie uderzyła w kluczowy, strategiczny zasób firmy. Tu nawet nie chodzi już o poglądy czy politykę, a dbanie o swoje interesy. Przyzwoitość byłaby do tego przyjemnym dodatkiem.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst