Foto  / Artykuł

Cienie na zdjęciach portretowych to przeszłość. Nowy algorytm Google'a zastąpi kilogramy sprzętu

Google wspólnie z zespołem naukowców opracował technologię usuwania cieni ze zdjęć portretowych. Blendy, lampy błyskowe i parasolki nie będą już niezbędne. Wystarczy algorytm.

Poprawne doświetlenie twarzy jest największym wyzwaniem w fotografii, nie tylko tej portretowej. W studiach foto najmniejsze detale w oświetleniu mają wpływ na końcowy wygląd twarzy. Spójrzcie tylko na poniższe wideo, w którym Lindsay Adler pokazuje jak istotną rolę w jej fotografii pełnią tzw. V-Flats, czyli czarne panele wygaszające miejscowo światło lamp. Prosty panel pozwala np. podkreślić kości policzkowe lub obrys sylwetki.

Podobnych trików w fotografii studyjnej jest całe mnóstwo, ale walka o dobre światło na twarzy toczy się głównie w plenerze. Nie ma nic dziwnego w fakcie, że fotografowie błyskają lampami nawet w słoneczny dzień. Tworzą w ten sposób błysk wypełniający, który może skontrować światło naturalne. Na pewno znacie też wielkie blendy, których zadaniem jest odbijanie światła słonecznego na zacienione obszary.

Wszystkie te zabiegi mają sprawić, że światło będzie lepsze, ale jak zwykle w fotografii, niebawem algorytm może zastąpić kilogramy sprzętu.

Naukowcy Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley wspólnie z Google Research stworzyli cyfrowy odpowiednik blendy. Algorytm naukowców analizuje fotografie, wyszukuje na nich twarze, następnie wykrywa cienie, po czym wyrównuje oświetlenie twarzy.

Efekty już teraz są bardzo obiecujące. Algorytm bardzo skutecznie usuwa różne typy cienia i dodatkowych źródeł światła, np. przebłysków padających na twarz między liśćmi. Naukowcy pracują nad tym, by efekty nie były zupełnie płaskie, lecz żeby twarz zachowała miękki cień podkreślający kształt.

Działanie algorytmu jest naprawdę imponujące. Efekty są bardzo naturalne, a to dopiero początek prac. Gdyby nie oryginały zdjęć pokazane obok, trudno byłoby się domyślić, że patrzymy na obrobione zdjęcie.

Algorytm wygląda na narzędzie, które mogłoby się znaleźć w przyszłej wersji Photoshopa.

Jeżeli naukowcy zdecydują się sprzedać swój pomysł, sądzę, że Adobe byłoby nim mocno zainteresowane. Funkcja wyrównania cieni na twarzy bardzo dobrze wpisałaby się w kierunek rozwoju Photoshopa, w którym Adobe coraz chętniej wykorzystuje możliwości obliczeniowe swojej chmury Sensei.

W ostatnich latach widzieliśmy wiele przykładów ewolucji w kierunku algorytmów bazujących na AI (a konkretnie uczeniu maszynowym). Zaczęło się od rewolucyjnego Content Aware (wypełnienia z uwzględnieniem zawartości), później pojawił się szereg nowych funkcji, w tym np. arcyciekawe usuwanie poruszenia ze zdjęć (motion blur), a w ostatnim czasie Adobe rozwija automatyzację zaznaczania.

To właśnie takie algorytmy jak pokazany wyżej są przyszłością fotografii.

Oprogramowanie zawsze wypiera sprzęt. Fizyczne światłomierze? Dziś mało kto o nich pamięta. Karty do ustalania balansu bieli? W fotografii już dawno nie są niezbędne, bo zdjęcia RAW są pod tym kątem całkowicie elastyczne. Filtr polaryzacyjny do fotografii krajobrazu? A po co, skoro głębię błękitu nieba można łatwo wyciągnąć w postprocesie. Połówkowy filtr szary? Również da się go zastąpić HDR-em. Wierzę też, że docelowo algorytmy rozmywania tła wyprą konieczność zakupu jasnych obiektywów. Nie za rok ani nie za dwa, ale za 10? Kto wie. To realna perspektywa.

Eliminacja blend i lamp błyskowych (oczywiście nie wszędzie, a w niektórych przypadkach) jest naturalnym kolejnym krokiem w rozwoju fotografii. Kibicuję, bo im prościej uzyskamy dany efekt, tym lepiej dla nas.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst