Sprzęt  / Artykuł

Dzięki aktualizacjom DJI Mavic Mini to dziś zupełnie inny dron niż w momencie premiery

DJI właśnie pokazało nową aktualizację oprogramowania, co przypomniało mi, jak kapitalnym urządzeniem jest dziś DJI Mavic Mini, czyli najtańszy dron w ofercie. Od premiery zmieniło się bardzo dużo.

DJI Mavic Mini jest na rynku już od ośmiu miesięcy i cały czas nie przestaje zaskakiwać. Kiedy sprzęt wchodził do sprzedaży w listopadzie ubiegłego roku, od razu skupił na sobie wzrok fotografów, filmowców i po prostu fanów nowych technologii.

DJI Mavic Mini
DJI Mavic Mini

Był to bowiem pierwszy dron DJI zaprojektowany przez prawników, który zaskakiwał masą wynoszącą zaledwie 249 g. To o jeden gram mniej niż przewidywał obowiązujący wymóg rejestracji w Stanach Zjednoczonych i nadchodzący w Unii Europejskiej. Ekstremalna kuracja odchudzająca zaowocowała gorszą jakością plastików i ogólną oszczędnością materiału, ale Mavic Mini miał pełne prawo do nazwy Mavic, która przecież zobowiązuje.

Dron wykazywał się ogromną kulturą lotu. Był responsywny i przewidywalny. Mankamentem z pewnością była łączność Wi-Fi zapewniająca w mieście krótki zasięg, ale poza miastem z powodzeniem latałem tym sprzętem na odległość ponad kilometra z zachowaniem podglądu obrazu.

Prawdziwe cięcia dotyczyły bardzo ograniczonych trybów foto i wideo, ale na przestrzeni miesięcy DJI bardzo pozytywnie zaskoczył.

DJI Mavic Mini

Jestem użytkownikiem Mavika Mini od samego początku. Dron, mimo wielu cięć względem droższych modeli, przypadł mi do gustu na tyle, że pozbyłem się Mavica Air na rzecz Mini. Zupełnie nie żałuję tej decyzji. Latam okazjonalnie i wyłącznie rekreacyjnie. Tak naprawdę dron przez zdecydowaną większość czasu leżakuje na półce, ale są sytuacje, kiedy bardzo mi się przydaje.

Poświęciłem nagrywanie w 4K i zdjęcia RAW na rzecz kompaktowych rozmiarów i bardzo długiego czasu lotu na jednym ogniwie, dzięki czemu z Mavica Mini ostatecznie korzystam częściej niż z Aira. Dron jest tak mały, że mogę go zabrać wszędzie, nawet na rower.

DJI Mavic Mini AD 2019 i AD 2020 to zupełnie inne urządzenia.

DJI Mavic Mini
DJI Mavic Mini - kontroler

Tuż po premierze dron był bardzo ograniczony w kwestii foto i wideo. Warstwa sprzętowa, czyli matryca i obiektyw pozostały oczywiście bez zmian, ale w kwestii oprogramowania DJI naprawiło mnóstwo braków.

Na początku DJI Mavic Mini nie oferował jakiegokolwiek trybu manualnego w wideo. Co gorsza, nie miał nawet możliwości doboru balansu bieli. To sprawiało, że ten sprzęt można było traktować tylko w kategorii zabawki. Podczas lotów kolory na filmie potrafiły zmieniać się w zależności od ustawienia względem słońca, a do tego doskwierały skoki w jasności obrazu. Pewną pomocą była blokada ekspozycji, ale była ona tylko protezą trybu manualnego.

DJI Mavic Mini
DJI Mavic Mini i iPhone 11.

Dziś, osiem miesięcy i wiele aktualizacji później, Mavic Mini nareszcie jest dronem, który traktuje użytkownika na poważnie. Pierwsza duża aktualizacja wprowadziła możliwość manualnego doboru balansu bieli, dzięki czemu skończyły się problemy z kolorami. Druga z dużych aktualizacji dodała tryb manualny do wideo, dzięki czemu w filmie możemy już zdefiniować czułość ISO i szybkość migawki, co otwiera drogę do stosowania filtrów szarych, a co za tym idzie, dużo bardziej kinowych rezultatów.

Zmiana balansu bieli? Nieco schowana w menu, ale obecna.

Aplikacja w obecnym stanie pozwala wyświetlać histogram, linie siatki (lub np. znacznik na środku ekranu), czy nawet wskaźnik przepaleń. Do tego doszło więcej ustawień w kwestii klatkażu. Obraz w rozdzielczości 2,7K można nagrywać w 24, 25 lub 30 kl./s, a w jakości 1080p w 24, 25, 30, 48, 50 lub 60 kl./s.

Histogram i wskaźnik przepaleń? Obecne.
Manualny dobór czułości ISO i czasu migawki? Obecny!
Większa różnorodność trybów nagrywania? Również obecna!

Nadal brakuje rozdzielczości 4K w trybie wideo i zapisu zdjęć RAW przy fotografowaniu, ale ten ostatni można obejść korzystając z bracketingu ekspozycji i manualnym łączeniu klatek do HDR-a. Zakres tonalny takich zdjęć zdecydowanie rośnie. Niestety nadal brakuje automatycznego bracketingu, bowiem zmiany ekspozycji trzeba wymuszać pomiędzy klatkami ręcznie.

Jak widać, nadal mamy przepaść pomiędzy droższymi dronami, ale Mavic stał się dużo lepszym urządzeniem.

Do tego sama aplikacji DJI Fly staje się coraz lepsza. Początkowo była tylko marną kopią DJI Go 4. Przy premierze drona Mavic Mini podział był bardzo wyraźny: duże i profesjonalne drony obsługujemy z poziomu DJI Go, natomiast maleńki Mini dostaje bardzo uproszczoną aplikację DJI Fly.

Aplikacja doczekała się jednak wielu usprawnień. Najnowszy dron firmy, czyli DJI Mavic Air 2, również działa pod kontrolą aplikacji DJI Fly, a coraz częściej słychać przecieki mówiące, że to samo spotka nadchodzącego DJI Mavica 3 Pro. bardzo możliwe, że producent wygasza dotychczasową aplikację Go na rzecz prostszej, ale przystępniejszej Fly.

Nowy wskaźnik poziomu akumulatora jest dużo czytelniejszy.

Aplikacja DJI Fly wczoraj otrzymała nową wersję, w której widzimy odświeżony wskaźnik poziomu akumulatora drona. Zamiast paska biegnącego przez cały ekran smartfona, mamy okrągły wskaźnik z procentową wartością w środku. Po kliknięciu tej ikonki widzimy dokładny czas jaki pozostał nam do włączenia procedury RTH (powrotu do punktu startowego), do wymuszenia lądowania i do całkowitego rozładowania ogniwa.

DJI Fly oferuje też nowe, znacznie bardziej rozbudowane, nastawy gimbala, ale dotyczy to tylko drona Mavic Air 2. Możemy regulować zakres ruchu i szybkość reakcji dla każdej osi osobno.

Podsumowując, za 1750 zł nie da się kupić lepszego drona od DJI Mavic Mini. Sprzęt jest dużo lepszy niż w momencie premiery i dziś opłaca się znacznie bardziej niż jeszcze osiem miesięcy temu. Zdecydowanie warto dać mu szansę, choć trzeba pamiętać, że nie jest to sprzęt do pracy zawodowej.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst