Gry  / Recenzja

Myszka z klocków za 800 zł. Asus ROG Chakram - recenzja

Myszka jak klocki LEGO. Asus ROG Chakram to najlepszy bezprzewodowy gryzoń, jaki kiedykolwiek zagościł na moim biurku.

Na widok ceny nowej myszki Asusa wielu z was pewnie zrobi salto i zawyje do księżyca. 800 zł? Za myszkę?

Asus ROG Chakram potrafi jednak tak wiele, że nic dziwnego, iż tyle kosztuje.

Myszka z klocków.

Na pierwszy rzut oka ROG Chakram prezentuje się dość… zwyczajnie. Ot, myszka asymetryczna jakich wiele.

Jedynym odstępstwem od normy, jakie widać na pierwszy rzut oka, jest dziwny joystick pod kciukiem. Wystarczy jednak szybka inspekcja gryzonia, by dostrzec, że Asus ROG Chakram możemy rozłożyć na części i to bez użycia jakichkolwiek narzędzi.

Szereg elementów łączą ze sobą silne magnesy. Na tyle silne, że utrzymują plastikowe części na miejscu, by nie przesuwały się w trakcie rozgrywki i na tyle słabe, by nie wpływać na działanie elektroniki.

Pod największą pokrywą znajdziemy schowany adapter USB.

Pod nim - odczepianą plakietkę z logo Republic of Gamers, która osłania diodę RGB. W zestawie znajdziemy jeszcze jedną plakietkę, na której możemy wyciąć dowolny wzorek, który potem będzie świecił na myszce.

Zdejmowane są także przyciski lewo- i prawo-kliku. Mało tego - pod zdejmowanymi plastikowymi płatami są też wymienne przełączniki japońskiej firmy Omron, choć tu do wyjęcia potrzebujemy dołączonych do zestawu szczypiec.

W końcu możemy też odczepić i wymienić wspomniany joystick pod kciukiem, zastępując go dołączonym do zestawu komponentem o innym kształcie lub wyciągając go w ogóle.

Już sama modularność myszki sprawia, że Asus ROG Chakram nie miał prawa kosztować mniej niż kosztuje.

Myszkę możemy dostosować do własnych preferencji jak żadnego innego gryzonia na rynku. Dziwi tylko fakt, iż ROG Chakram nie posiada wbudowanej regulacji wagi, co jak na „myszkę z klocków” jest dość dziwnym brakiem. Możliwość wymiany przełączników pod przyciskami moim zdaniem rekompensuje ten brak w 100 proc., a też przy masie 121,6 g nikt nie powinien narzekać, że myszka jest za lekka czy też za ciężka.

Co potrafi Asus ROG Chakram?

Aż chciałoby się powiedzieć - wszystko, co może potrafić myszka dla graczy.

Pomijając wymienne elementy i magnetyczną konstrukcję, mamy tu naprawdę solidne podstawy.

Optyczny czujnik pracuje w zakresie czułości od 100 do 16000 i jego czułość możemy regulować bez użycia dedykowanej aplikacji, przyciskiem na spodzie myszki.

ROG Chakram możemy podłączyć bezprzewodowo do dwóch urządzeń na raz - jednego przez Bluetooth, drugiego przez wspomniany adapter USB z łącznością RF 2,4 GHz. Myszka działa też przewodowo poprzez łącze USB-C.

Gniazdo USB-C służy także do ładowania myszki, ale jeśli tylko mamy kompatybilną podkładkę, możemy ją również ładować bezprzewodowo.

Jak na myszkę dla graczy przystało, każdy przycisk możemy dowolnie przeprogramować zarówno w ogólnym użytku, jak i w konkretnych grach.

Szczególnie ciekawy jest tu joystick na boku urządzenia.

Ma on dwa tryby pracy: cyfrowy, w którym pełni funkcję czterech programowalnych przycisków, oraz analogowy, w którym pełni funkcję dziewięciokierunkowej gałki.

Jeśli mam być zupełnie szczery - dla tego drugiego trybu nie znalazłem żadnego zastosowania. Nie znalazłem ani jednej sytuacji, w której łatwiej byłoby poruszyć gałką analogową, zamiast wykonać ruch całą myszką. Podobno jednak nadaje się ona świetnie do wszelakich symulatorów latania, choć tego niestety nie miałem na czym przetestować, gdyż ten rodzaj gier leży daleko poza moim spektrum zainteresowań.

Joystick znakomicie sprawdzał się za to w formie czterokierunkowego przełącznika. Zamiast zajmujących mnóstwo miejsca przycisków fizycznych, możemy przypisać makra do joysticka i aktywować je delikatnym ruchem kciuka.

Jak korzysta się z myszki Asus ROG Chakram na co dzień?

Słowem: fantastycznie. Nigdy nie miałem na biurku tak dobrej myszki do gier, która reagowałaby na wszelkie polecenia tak błyskawicznie.

Jakkolwiek to brzmi, momentami odnosiłem wrażenie, że ROG Chakram stosuje jakiś rodzaj prekognicji, bo jej reakcja na bodźce była tak szybka, jakbym komunikował się z nią myślami, a nie dotykiem.

Nowa myszka Asusa jest też szalenie wygodna. To duży gryzoń, do tego wyraźnie profilowany. Jego kształt jest jednak na tyle przemyślany, by służyć wygodnie zarówno mojej średniej wielkości męskiej dłoni, jak i drobniutkiej dłoni mojej lepszej połówki.

Na co dzień pracuję na Logitechu MX Master 3, który jest mistrzostwem ergonomii. ROG Chakram nie jest aż tak dobrze dopasowany i po całym dniu pracy odczuwałem zmęczenie w nadgarstku, ale za to w grach spisuje się od myszki Logitecha o wiele lepiej. Chakram jest jednocześnie na tyle duża, by operować nią, trzymając całą dłoń na gryzoniu, jak i na tyle mała, by przemieszczać ją samymi końcami palców.

Niezależnie od tego, jakie przyciski włożymy pod prawo- i lewo klik, ROG Chakram jest też bardzo cicha. Nawet grając w najbardziej intensywne gry MOBA czy e-sportowe FPS-y nie zirytujemy pozostałych domowników natarczywym klikaniem.

Nie wszystko złoto, co ma LED-y. ROG Chakram nie jest bez wad.

Choć przez 90 proc. czasu mogłem tylko piać z zachwytu nad możliwościami nowej myszki Asusa, tak przez pozostałe 10 proc. zgrzytałem zębami.

Pierwsza wada jest subiektywna - wolałbym, żeby przycisk do zmiany DPI umieszczono gdzieś na zewnątrz obudowy, a nie na jej spodzie. Swoją prywatną myszkę programuję tak, by móc się szybko przełączać między niższym DPI do codziennej pracy i znacznie wyższym do bardziej precyzyjnego retuszu w Photoshopie (tak, robię retusz myszką, nie oceniajcie).

Szybka zmiana DPI bardzo często przydaje się również w grach, gdzie np. dobrze jest zmienić czułość myszki zależnie od tego, czy korzystamy z pistoletu, czy karabinu snajperskiego. W ROG Chakram nie jest to możliwe, bo zmiana DPI wymaga każdorazowo oderwania myszki od podkładki. Przycisk jest też umieszczony w taki sposób, że nie da się go wcisnąć bezwzrokowo.

Druga wada mogła dotyczyć tylko mojego egzemplarza, tym niemniej muszą ją wytknąć - podczas połączenia przez Bluetooth myszka miała wyraźne problemy z pracą. Zdarzało się jej szarpnąć, czasami zamyślić na dłuższą chwilę, a czasami w ogóle zerwać połączenie, co wymagało restartu gryzonia.

Trzecia wada dotyczy zaś czasu pracy na jednym ładowaniu. Nie dysponuję ładującą bezprzewodowo podkładką, toteż musiałem ładować myszkę jak zwykły śmiertelnik - kabelkiem.

Producent deklaruje do 79 godzin czasu pracy, z tym że jest to czas pracy bez włączonego podświetlenia i na połączeniu 2,4 GHz.

U mnie, z włączonymi LED-ami (w końcu bez LED-ów nie ma życia, prawda?) przy czasie pracy podzielonym 50/50 między łącznością BT i 2,4 GHz, ROG Chakram wytrzymywała góra trzy-cztery dni.

Oczywiście mowa o długich, co najmniej 10-godzinnych dniach pracy i rozrywki. Tym niemniej spodziewałem się znacznie lepszego wyniku.

Dodam tylko, że nigdy nie wyłączałem myszki odchodząc od komputera, nawet na noc, podobnie jak nie robię tego z żadnym innym gryzoniem. Być może czas między ładowaniami byłby dużo lepszy, gdybym wyłączał myszkę. W takim realistycznym teście cztery dni to jednak maksimum.

Tyle dobrego, że Chakram bardzo szybko się ładuje. Podłączając myszkę do złącza USB 3.0 lub ładowarki z funkcją Power Delivery naładujemy myszkę do pełna w nieco ponad godzinę, zaś 15 minut ładowania wystarczy na cały dzień pracy.

Czy mysz Asus ROG Chakram warta jest 800 zł?

Dla znakomitej większości graczy - nie.

Znakomita większość graczy nie potrzebuje modularnej konstrukcji, joysticka ani wszystkich bajerów, które ROG Chakram oferuje potencjalnemu nabywcy.

Nie jest to jednak produkt skierowany do większości graczy. Asus ROG Chakram to myszka dla tych, którzy chcą mieć pełną kontrolę nad trzymanym w ręku gryzoniem. To mysz dla tych, którzy są tak wybredni, że żadne fabryczne rozwiązanie nie spełnia ich wymogów w 100 proc. i potrzebują możliwości dopasowania urządzenia pod swoje własne specyficzne widzimisię.

Podobny, czy nawet wyższy poziom personalizacji oferują tylko myszki Mad Catz, aczkolwiek ośmielę się stwierdzić, że personalizacja to ich jedyna zaleta. Tutaj zaś zalet jest mnóstwo, a ta jedna jest bardzo miłą wisienką na torcie. A że trzeba za to zapłacić aż 799 zł… cóż, albo tanio, albo dobrze, prawda?

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst