Oprogramowanie  / Artykuł

Głosy w ankiecie dotyczącej debaty prezydenckiej na TVP były kupione. Sprawdzone info

236 interakcji
dołącz do dyskusji

Po zakończonej debacie prezydenckiej na antenie tvp.info, stacja opublikowała sondę na Twitterze, w której użytkownicy tej platformy mogli głosować na kandydata, który ich zdaniem wypadł najlepiej. Sondaż ten został zmanipulowany.

Zanim zaczniemy, chciałbym zaznaczyć, że to nie jest tekst polityczny, a jego zadaniem jest ukazanie ciemnej strony Twittera, która zazwyczaj pozostaje niewidoczna dla większości użytkowników.

Dlaczego TVP.Info zdecydowało się na unieważnienie swojej sondy?

Wbrew pozorom decyzja ta nie miała nic wspólnego z polityką. Nieprawdą jest też, że sonda została ręcznie wyłączona. Ludzie zajmujący się prowadzeniem konta tvp.info na Twitterze ustawili czas trwania sondy na 1 godzinę, co nie jest zresztą takie dziwne, jeśli chodzi o tego typu ankiety.

Pierwszy mit obalony, przyjrzyjmy się teraz samym głosom, według których największe poparcie (72 proc.) zdobył Rafał Trzaskowski. Oficjalne stanowisko TVP w tej sprawie brzmiało następująco:

Szanowni Państwo, z przykrością informujemy, że sonda już na obecnym etapie jest nieważna. Wykryliśmy strumień 600 botów. Nie zdejmujemy jednak sondy, żeby nie dawać pretekstu do kłamliwych zarzutów wobec TVP.

Decyzję TVP skomentował portal Niebezpiecznik.pl, który twierdzi, że redakcja Telewizji Polskiej nie posiada narzędzi, które umożliwiłyby zidentyfikowanie kupionych głosów, oddanych przez internetowe boty.

Czy jest tak w istocie? To pytanie zadałem Grzegorzowi Zajączkowskiemu, który jest niezależnym ekspertem ds programowania horyzontalnego i najlepiej orientuje się w całej sytuacji, gdyż TVP jest jednym z jego klientów.

— Bardzo podobał mi się artykuł redakcji Niebezpiecznika dotyczący tej ankiety i osobiście bardzo cenię tą redakcje. Jej zespół nie odkrył jednak wcześniej ewidentnego błędu Twittera i na podstawie tego zaprzeczam opinii redakcji Niebezpiecznika, która tak szybko zanegowała ocenę redakcji TVP Info. Dyskusje tę traktuję jednak jako wzajemną profesjonalną wymianę zdań (medialną 😉 ). Myślę, że takich dyskusji w czasie tej kampanii wyborczej przeprowadzanej w dużej mierze w sieci będziemy mieli jeszcze kilka. I bardzo dobrze, bo w ten sposób uświadamiamy społeczeństwu jak wielkie jest niebezpieczeństwo wiary w szybki strumień wiadomości w mediach społecznościowych - mówi Grzegorz Zajączkowski

Podchodząc do sprawy absolutnie apolitycznie, Zajączkowski postanowił przeprowadzić eksperyment, w którym udowodnił on zakup głosów w twitterowej ankiecie dotyczącej debaty. Sama zasada, na podstawie której dany użytkownik Twittera może sprawdzić, czy w stworzonej przez niego ankiecie brały udział boty, jest dość prosta. Chodzi o porównanie danych dotyczących statystyki zewnętrznej oddanych głosów i statystyki zewnętrznej. Ta druga liczba dostępna jest tylko dla użytkownika, który stworzył ankietę.

Co ciekawe, liczby te potrafią znacząco się różnić. Dzieje się tak dlatego, że sam Twitter posiada wbudowane mechanizmy do identyfikacji kont prowadzonych przez internetowe boty. No dobrze, ale skoro Twitter potrafi identyfikować działania algorytmów, to dlaczego w ogóle uwzględnia je w statystykach zewnętrznych? To bardzo dobre pytanie, na które Twitter nie udzielił nigdy oficjalnej odpowiedzi. Możemy snuć tylko domysły, dlaczego tak się dzieje.

— Mogą za tym stać dwie okoliczności: gorące sondy (w tym polityczne) angażują dziesiątki tysięcy internautów, co zwiększa ruch w serwisie oraz firma Twitter może nie być skora do ujawniania słabości i luk na swojej platformie - pisze Zajączkowski.

Dowód manipulacji

Żeby zademonstrować zasadę działania tego mechanizmu, analityk, na swoim prywatnym koncie na Twitterze opublikował testową ankietę. Sposób, w jaki została ona zmanipulowana, został dokładnie opisany w publikacji, która ukazała się na stronie tvp.info.

— Celem powstania tekstu w TVP Info nie była chęć dyskusji o polityce, ale pokazanie przykładowego naprawdę prostego narzędzia, za pomocą którego można bardzo łatwo manipulować opinią społeczną. Mamy w Polsce problem deficytu kompetencji cyfrowych i duża wiara ludzi w to, co widzą w mediach społecznościowych doprowadziła już na świecie do wielu wydarzeń zaprzeczających idei dekoracji. Pamiętać musimy o aferze Cambridge Analitica, będącej w tle np.: „brexitu” - dodaje Zajączkowski.

Po utworzeniu testowej ankiety, wystarczyło kilka kliknięć, żeby dokupić do niej 100 głosów oddanych na nie. Po kilku minutach głosy kliknięte przez boty pojawiły się w ankiecie. Każdy, poza samym właścicielem konta, mógł zobaczyć tylko statystykę zewnętrzną, według której w ankiecie zagłosowano 129 razy. Tymczasem autor ankiety, dzięki dostępowi do statystyki wewnętrznej, zobaczył następujące statystyki:

Według powyższych danych liczba realnych głosów w ankiecie wynosiła (zgodnie z prawdą i założeniem całego eksperymentu) zaledwie 26. Tak więc redakcja TVP nie musiała dysponować własnymi narzędziami do identyfikacji internetowych botów. Twitter sam w sobie posiada już takie narzędzie. Wewnętrzne statystyki sondy utworzonej na Twitterze przez TVP Info prezentują się następująco:

Polecam samodzielnie porównać liczbę oddanych głosów według obu statystyk.

— Wiarygodność sond Twittera w ocenie profesjonalnej jest absolutnie zerowa. Celem tego pokazu – manipulacji własnej ankiety, było pokazanie wizualnie tego w jaki sposób można oszukiwać rzeczywistość. Sieci społecznościowe dają dużo naprawdę dobrych cech – np. wywołanie wspólnego zaangażowania w określone cele. Takie narzędzia automatycznie niszczą jednak wzajemne zaufanie ludzi czytające dane treści - komentuje swój eksperyment Grzegorz Zajączkowski.

Przypadek ten doskonale pokazuje, jak nierzetelne potrafią być media społecznościowe i w jak łatwy sposób można w nich manipulować prawdą dla własnej korzyści. Nie jest to zresztą pierwszy w historii przypadek tego typu manipulacji. Dlatego uczulam, żeby uważać na treści, na które natkniecie się na Twitterze, Facebooku i innych platformach społecznościowych. I nie chodzi tu bynajmniej tylko o treści związane z kampanią prezydencką. Już Jerzy Waszyngton ostrzegał, żeby nie wierzyć we wszystkie publikacje ukazujące się w sieci.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst