Sprzęt  / Artykuł

MacBooki na ARM? Phi, historia smartbooków ma już ponad dekadę

Windows 10, Windows RT i macOS zdecydowanie nie są pierwszymi desktopowymi systemami, jakie pracują w komputerach z procesorami ARM. Prób podbicia rynku PC przez architekturę inną niż x86 było w historii wiele. Jedna nawet przez chwilę wykreowała zupełnie nową kategorię produktów.

Ostatnie lata zdają się być bardzo trudnymi dla Intela. Ekosystem Androida w ogóle nie jest zainteresowany jego produktami. Microsoft coraz mocniej przytula się do AMD (x86) i Qualcomma (ARM), wybierając właśnie te firmy do budowania jego pierwszych półautorskich CPU. A Apple zrywa z Intelem całą współpracę, stawiając na autorskie procesory, również o architekturze ARM. Być może część z was pamięta jeszcze Windowsa RT dla komputerów z procesorami Nvidia Tegra (ARM) – choć ten projekt akurat odniósł spektakularną klapę.

Jestem jednak przekonany, że jeśli zapytałbym was o jakiegoś peceta sprzed powyższych czasów z układem ARM, to większość z was miałaby problem ze wskazaniem konkretnego urządzenia. Nie uważam też, bym was tym założeniem przesadnie krzywdził. Wszak dopiero niedawno wyszliśmy z wieloletniej epoki dominacji Wintela na PC – a więc duetu Windows plus Intel. Sprzęt z układami od AMD jeszcze do niedawna był traktowany nieco jak egzotyczny – a co dopiero z procesorami o architekturze z Windowsem niezgodnej.

Układy ARM na PC w zamierzchłej przeszłości miały jednak krótką chwilę chwały. Pomogły im w tym beznadziejne procesory Atom pracujące na zupełnie pod nie niezoptymalizowanym Windowsie Vista. Ten koszmarny mariaż nazwano netbookami, a bardzo fajną odpowiedzią były smartbooki.

Netbooki odsłoniły ogromną słabość Microsoftu i Intela. Spróbował wykorzystać to Qualcomm.

W 2007 r. branża PC miała się lepiej niż kiedykolwiek. Inwestorzy mają jednak to do siebie, że nieustannie wymagają od spółek dalszego rozwoju i dalszego pozyskiwania klientów, niezależnie od sytuacji. To były czasy, w których laptop nadal był urządzeniem wymagającym pewnego wysiłku przy przenoszeniu i transporcie i był urządzeniem, na które nie każdy mógł sobie pozwolić. Chyba widzicie do czego to zmierza.

Ekosystem Wintela zdecydował się wspólnymi siłami stworzyć nową kategorię urządzeń, czyli netbooki. Miały to być niedrogie, energooszczędne i bardzo kompaktowe komputerki do prostej pracy. Był tylko jeden problem: Intel i Microsoft cały czas stawiali na zwiększanie wydajności za wszelką cenę – w tym w energii czy pieniądzach ich klientów. Nie były gotowe na tworzenie energooszczędnych, niskokosztowych rozwiązań.

Procesory Atom ledwo zipiały pod projektowaną z myślą o szybkich, wielordzeniowych procesorach z Vistą. I choć netbooki sprzedawały się całkiem przyzwoicie – cena robiła swoje – komfort ich użytkowania był zdecydowanie daleki od ideału. Na rynku prosperowało jednak sporo producentów układów, które doskonale by się sprawdziły w takich komputerkach. Jeden z nich postanowił zaryzykować, a by się wyróżnić, wyraźnie odciął się od kategorii netbooków.

Smartbook. Czyli taki netbook, ale z większym sensem.

Smartbooki po raz pierwszy zostały oficjalnie zapowiedziane przez Qualcomma w maju 2009 r., przy okazji prezentacji procesorów Snapdragon. Komputery te miały pojawić się w sprzedaży w tym samym roku, jednak ostatecznie ich premierę trzeba było przesunąć do 2010 r.

Podobno największym problemem, z którego wynikało opóźnienie, okazała się ARM-owa wersja wtyczki Flash Player. Tak, to były czasy, w których przeglądarka bez obsługi Flash Playera była produktem ułomnym. Na dodatek okazało się, że firma Smartbook AG nie była przesadnie zachwycona nazewnictwem wykorzystanym przez Qualcomma, co zakończyło się długą rozprawą sądową.

Smartbooki jednak z miejsca wzbudziły zainteresowanie całej branży. Oto bowiem na rynek wchodzą tanie komputery, które potrafią pracować znacznie dłużej na akumulatorze niż typowe netbooki i notebooki. Wszystkie potrafiły synchronizować się z usługami sieciowymi nawet w stanie uśpienia, większość oferowała anteny do 3G, Wi-Fi i GPS. Zamiast ociężałego Windowsa na pokładzie znajdować się miały – do wyboru – Android, Chrome OS lub jakaś dystrybucja Linuxa. Analitycy z ABI Research przewidywali, że już po pięciu latach 163 mln osób kupi własnego smartbooka. To miał być hit.

Smartbooki, czyli laptopy z kosmosu. Poznajcie kilku przedstawicieli.

Powyżej widzicie smartbooka Touch Book od firmy nazwanej – jakże skromnie – Always Innovative. Serce tego komputera jest procesor OMAP 3530 od Texas Instruments (Cortex-A8). Zawierał ekran dotykowy, a jego klawiaturę z dodatkowym akumulatorem można było odczepiać. Sprzętem zarządzała dedykowana mu dystrybucja Linuxa.

Sharp Netwalker wyposażony był w 5,5-calowy wyświetlacz dotykowy i pracował pod kontrolą Ubuntu. Za jego wydajność odpowiadał układ Freescale i.MX515 (Cortex-A8). Komputerek ważył mniej niż 0,5 kg i zapewniał 10 godzin pracy bez konieczności podłączania go do gniazdka z prądem. Jego układ graficzny potrafił sprzętowo akcelerować dekodowanie wideo w HD i grafikę 3D.

Asus też próbował. Zaprezentował prototyp komputera z układem i.MX515, 512 MB DDR2 RAM i 8,9-calowym wyświetlaczem pracującym w rozdzielczości 1024 x 600 pikseli. Sprzęt nie posiadał pamięci masowej, polegał na preinstalowanym Ubuntu Netbook na dołączanej do komputera karcie SD. Ostatecznie nic z tego nie wyszło.

Próbowało i poległo również Lenovo. O komputerze Skylight wiedzieliśmy w zasadzie tyle, że będzie pracował pod kontrolą Snapdragona. Nigdy nie wyszedł poza fazę prototypu.

Poza fazę prototypu nie wyszedł też komputer firmy Compaq. Tym razem nie wiemy nawet jak wygląda – o istnieniu Airlife’a 100 z gigahercowym Snapdragonem, Androidem, 10,1-calowym ekranem dotykowym, 16-gigabajtowym SSD wiemy w zasadzie tylko dzięki certyfikatowi przyznanemu przez amerykańską Federalną Komisję Łączności.

Dużo więcej wiemy o Toshibie AC100, która trafiła do sprzedaży. Jej układ Tegra ponoć rewelacyjnie sprawował się w trybie czuwania (do 7 dni bez konieczności ładowania). Dostępny był zarówno w wersji z dostosowanym do niego Linuxem, jak i z Androidem 2.2.

O tym, jak szalony sukces odniosły smartbooki niech świadczy to, że wielu producentów nawet nie wprowadziło ich na rynek.

I to mimo otwartości Qualcomma na uczestnictwo konkurencji w całym przedsięwzięciu – ku chwale ARM, a nie tylko Snapdragona. Jednak wśród największych przyczyn porażek smartbooków wcale nie wymienia się braku zgodności z aplikacjami dla Windowsa, choć na pewno był to bardzo istotny czynnik. Uwagę konsumentów od smartbooków odwróciły tablety, głównie iPad.

Nie mi kwestionować tego, czego pragną konsumenci – odnoszę jednak wrażenie, że świat nieco za mocno zachłysnął się tabletową rewolucją. Nie chcę być źle zrozumiany: uważam że na świecie jest miejsce na tablety, zresztą sam jestem bardzo zadowolonym użytkownikiem iPada. Jednak ten sam iPad był wówczas powiększoną wersja iPhone’a. Przyjemny do czytania Internetu, jednak bardzo kiepski do pracy. Nie to co dziś.

Malutkie komputerki z czasem pracy na akumulatorze niedostępnym dla konkurencji, z modemem 3G i sprzedawane w bardzo atrakcyjnych cenach (typowa to około 350 dol.) powinny stać się wiernym towarzyszem każdego będącego w wiecznym biegu prosumera. Ten jednak wolał - z nie do końca zrozumiałych dla mnie względów - duet iPad plus laptop z Windowsem. Być może chodziło też o mały wybór aplikacji, ale już wtedy narzędzia webowe stały na całkiem niezłym poziomie.

Smartbooki, podobnie jak netbooki, to już przeszłość. W przeciwieństwie do architektury ARM na PC, na którą zaczynają stawiać w zasadzie wszyscy – a Apple wręcz całkowicie. Co to będzie oznaczać dla Intela i AMD? Na razie trudno przewidzieć. Na pewno jednak tak szeroki wybór urządzeń przyniesie nam, konsumentom, bardzo wiele pożytku.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst