Tech  / Artykuł

Nowoczesna, szybka, z jedną krytyczną wadą. Oto nowa Motorola One Fusion+

Motorola strzela premierami jak z karabinu maszynowego. Nie opadł kurz po premierze budżetowej G8 Power Lite i topowych Edge i Edge+, a już na rynek wjeżdża nowy model. Oto Motorola One Fusion Plus.

Motorola już od blisko dwóch lat konsekwentnie stosuje strategię masowego zawłaszczania nie tyle segmentów, co mikro segmentów rynku. Firma dobrze wie, że na średniej i niższej półce nawet 100 zł robi wielką różnicę, więc stara się zagospodarować całą półkę urządzeniami różniącymi się nieznacznie ceną i możliwościami.

Seria Motorola One jest tego koronnym przykładem. Na rynku obok siebie funkcjonowały już Motorola One Vision, One Action i One Macro, różniące się od siebie tylko detalami i delikatnie ceną.

Oczko wyżej była Motorola One Zoom – do niedawna najdroższa Motorola w portfolio – oraz niedostępna w Polsce Motorola One Hyper.

Teraz do rodziny Motorola One dołącza nowy model.

Motorola One Fusion Plus

Motorola One Fusion+ to ciekawa hybryda niedostępnej w Polsce, pozbawionej wcięcia na przedni aparat Motoroli One Hyper z designem Motoroli One Macro i kilkoma bajerami wyjętymi z Motoroli Edge.

Wizualnie Motorola One Fusion Plus prezentuje się naprawdę okazale, jak na telefon z niższej półki. Telefon cały jest ekranem – nie znajdziemy w nim wcięcia na przedni aparat, gdyż ten – o rozdzielczości 16 Mpix – znajduje się w wysuwanym module.

Motorola twierdzi, że jego wytrzymałość przetestowano na 100 tys. uruchomień, więc nie powinno być problemów z żywotnością tego elementu.

Wyświetlacz ma przekątną 6,5”. Jest to panel IPS LCD o rozdzielczości 2340 x 1080 px. Nie znajdziemy pod nim czytnika linii papilarnych, co osobiście uważam za wielką zaletę. Czytnik umieszczony jest na pleckach, na logo Motoroli i będzie odblokowywał telefon o wiele szybciej i dokładniej od niewydarzonych sensorów pod wyświetlaczami.

Motorola One Fusion Plus

O ile z przodu Motorola One Fusion+ prezentuje się odświeżająco, tak z tyłu mamy do czynienia ze znanym designem, widzianym już w Motoroli One Macro oraz serii G8. Nie jest to jednak wada, gdyż design jest prosty i elegancki.

Konstrukcja wykonana jest z poliwęglanu i jest też odporna na zachlapanie. Jest też… dość potężna.

Całość mierzy 162,9 x 76,9 x 9,6 mm i waży aż 210 g. I pomyśleć, że nie tak dawno temu Nokię Lumię 920 nazywano „dziurawiącą kieszenie”, bo ważyła 185 g…

W przeciwieństwie do Motoroli G8 Power, w Motoroli One Fusion+ nie znajdziemy głośników stereo. Znajdziemy jednak głośnik mono żywcem wyjęty z Motoroli Edge. A sądząc po tym, jak dobrze gra Motorola Edge z dwoma głośnikami, model One Fusion+ nawet z jednym będzie brzmieć lepiej od większości konkurentów.

Jeśli chodzi o resztę specyfikacji, Motorola One Fusion Plus nie ma się czego wstydzić.

Motorola One Fusion+

Sercem smartfona jest procesor Qualcomm Snapdragon 730, wspierany przez 6 GB RAM–u i 128 GB miejsca na dane.

Akumulator ma pojemność aż 5000 mAh, co w połączeniu z energooszczędnymi podzespołami powinno się przełożyć na dwa dni normalnego użytkowania. Ogniwa naładujemy złączem USB–C przy pomocy ładowarki Turbo Power 15 W.

W parze z podzespołami idzie też nowe oprogramowanie Motoroli – My UX – z którego miałem przyjemność już korzystać przy okazji testu Motoroli Edge.

Wizualnie to niemal czysty Android, rozszerzony tylko przez dodatki Moto, w tym bardzo przydatne skróty: podwójne przekręcenie nadgarstka by szybko uruchomić aparat, czy podwójne machnięcie telefonem by szybko uruchomić latarkę.

Nowe oprogramowanie Motoroli można też dopasować do własnego widzimisię, zmieniając wygląd elementów systemu, czego dotychczas nie można było robić na smartfonach Moto, nie uciekając się do instalowania dodatkowych aplikacji.

To połączenie podzespołów i znakomitego oprogramowania powinno się przełożyć na niespotykaną w tej klasie płynność działania, choć w przeciwieństwie do niektórych konkurentów Motorola One Fusion+ nie ma ekranu 90 Hz, a standardowy, 60 Hz.

Optyka nie rozczarowuje.

Motorola One Fusion+ ma całkiem niezły układ optyczny, nawet jeśli osobiście trochę nie rozumiem jego zasadności.

Główny sensor z pewnością nikogo nie zawiedzie. Ma 64 Mpix rozdzielczości, choć zdjęcia robi w rozdzielczości 16 Mpix, łącząc cztery sąsiadujące piksele w jeden przy użyciu technologii Quad Pixel.

Towarzyszy mu sensor 8 Mpix z obiektywem ultrawide o polu widzenia 118 stopni, a także aparat macro, który na szczęście ma ponadstandardową wielkość – 5 Mpix. Poczwórny układ obiektywów uzupełnia sensor głębi o rozdzielczości 2 Mpix.[^]

Osobiście nie pojmuję, dlaczego producenci wpychają do smartfonów aparaty z obiektywami macro o szerokiej ogniskowej, które produkują ujęcia o wypaczonej perspektywie i zwykle są sparowane z przetwornikami o mizernej rozdzielczości. Tutaj rozdzielczość jest co prawda wystarczająca, ale w dalszym ciągu wolałbym zobaczyć obiektywy telefoto zamiast obiektywu macro.

Na pierwszy rzut oka Motorola One Fusion+ ma wszystko, by zawojować średnią półkę. Telefon wchodzi dziś do sprzedaży w Polsce i ma kosztować 1399 zł. Do tego znając Motorolę, wkrótce potanieje o stówkę czy dwie, czyniąc ofertę jeszcze bardziej atrakcyjną.

Tym niemniej telefon ma dwie wady, które mogą stanąć mu na drodze. W tym jedną krytyczną.

Pierwsza wada to przewidywane wsparcie dla telefonu, czy może jego brak. Podczas konferencji dla dziennikarzy przedstawiciel Motoroli powiedział, że Motorola One Fusion+ otrzyma tylko jedną aktualizację systemową – do Androida 11. Będzie oczywiście otrzymywać regularne aktualizacje bezpieczeństwa, ale to tyle. Aktualizacja rozwojowa ma być tylko jedna.

Druga i zarazem krytyczna wada to zaś… brak NFC. W telefonie za 1399 zł.

Motorola twierdzi, że NFC „nie jest priorytetem dla konsumentów”. Ja twierdzę, że Motorola przeprowadza badania focusowe na niewłaściwej grupie klientów, czy raczej w niewłaściwej lokalizacji. NFC do płatności zbliżeniowych z pewnością nie jest priorytetem dla mieszkańców tych krajów, gdzie płatności cyfrowe nie są należycie rozwinięte.

W Polsce jednak płatności smartfonowe mają się fantastycznie. Polacy korzystają z tej formy rozliczeń od lat i mają pełne prawo oczekiwać możliwości skorzystania z niej w każdym smartfonie, niezależnie od półki cenowej. Tym bardziej, że według danych serwisu Cashless.pl z kwartału na kwartał gwałtownie rośnie liczba zbliżeniowych transakcji mobilnych. W ostatnim kwartale ubiegłego roku dokonano ich ponad 50 mln.

Cashless podkreśla zresztą, że te dane nie są kompletne, gdyż nie wszystkie banki je udostępniają. Liczba kwartalnych płatności zbliżeniowych smartfonami w szybkim tempie zbliża się do 100 mln. Koronawirus z pewnością tylko zwielokrotni tę liczbę i jeszcze bardziej przyspieszy rozwój mobilnych płatności bezgotówkowych.

Brak NFC w smartfonie jest więc dzisiaj karygodny. Niezależnie od półki cenowej.

Wielka szkoda, bo przy tej cenie i takich możliwościach Motoroli One Fusion+ naprawdę niewiele zabrakło, by być smartfonem perfekcyjnym – względnie perfekcyjnym, jak na swoją półkę cenową.

Niestety obawiam się, że brak NFC skutecznie odstraszy wielu konsumentów.

W tej cenie każdy, nawet drobny minus, może być krytyczny.

Gdy do wyboru jest kilka modeli o podobnych możliwościach, a liczy się każda złotówka, klient zawsze wybierze ten telefon, który oferuje mu jak najwięcej.

Motorola One Fusion+ ma więc poważny problem już na starcie. I choć zapowiada się ona na kapitalny telefon, tak przez brak jednej bardzo istotnej funkcji konsumenci mogą nawet na nią nie spojrzeć.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst