Sprzęt  / Artykuł

1400 zł za pendrive 128 MB. Miał chronić przed 5G, a nie robił nic

5497 interakcji
dołącz do dyskusji

Urządzenie chroniące przed promieniowaniem fal 5G okazało się zwykłym pendrive’em z doczepionym kawałkiem plastiku. 

Miłośnicy teorii spiskowych, czyli wszelkiej maści płaskoziemcy, antyszczepionkowcy, covidosceptycy i przeciwnicy 5G są zazwyczaj niegroźni. Zwykle tacy ludzie krzywdę czynią co najwyżej sobie, aczkolwiek zdarza się, że zrobią coś bardziej spektakularnego i np. potną albo spalą maszt telefonii komórkowej.

5GBioShield usb key

Są też tacy, którzy chcą zarobić na strachu związanym z 5G.

Fakt, że w obawie przed wyimaginowanymi chochołami ludzie wydają pieniądze na lewoskrętne witaminy C i strukturyzowane wody, nikogo już nie dziwi, ale Don Kichoci naszych czasów, którzy walczą nie z wiatrakami, a ze stacjami bazowymi, nadal potrafią zaskakiwać. Ostatnio głośno było o gadżetach, które po wpięciu do portu USB miały rzekomo chronić przed tym śmiercionośnym 5G.

5GBioShield usb key

Reklamowane w ten sposób akcesoria sprzedawała brytyjska firma 5GBioShield. Jej produkty, jak podaje serwis Donald.pl, rekomendował nawet komitet doradczy rady miasta Glastonbury. Gadżet równoważący szkodliwe działanie nienaturalnych fal elektromagnetycznych, w szczególności 5G, wyceniony został zaś na 283 funty, czyli ok. 1400 zł. Osoby, które kupią trójpak, zapłacą jednak 799 funtów, czyli ok. 3930 zł, a to przekłada się na 1310 zł od sztuki.

To całkiem sporo, ale producent przekonywał, że cena wynika z faktu, że gadżet chroni żywe organizmy niczym tarcza za sprawą holograficznego nano-warstwowego katalizatora cały czas, a wpięcie go do gniazda USB zwiększa zasięg z 4 do 20 m. Problem w tym, że ktoś postanowił to urządzenie rozebrać i okazało się, że prawda na temat 5GBioShield USB Key jest naprawdę złowieszcza.

Po internecie krążą kiepskiej jakości zdjęcia, które są dowodem na to, że 5GBioShield USB Key to hoax. Po rozebraniu gadżetu okazuje się, że po holograficznym nano-warstwowym katalizatorze nie ma tutaj śladu, a 1400 zł płaci się tak naprawdę za pendrive’a — i to takiego przedpotopowego o pojemności zaledwie 128 MB — do którego przyczepiono fikuśne tworzywo sztuczne i naklejkę.

Oznacza to, że ta cała kwantowa oscylacja, która balansuje i reharmonizuje niepokojące częstotliwości elektronicznej mgły wywoływanej przez laptopy i bezprzewodowe telefony, a także przywracanie koherencji geometrycznej atomów dla lepszej indukcji energii życiowej, to ściema. To samo można powiedzieć o emisji energii życiowej przez 5GBioShield USB Key.

5GBioShield usb key

Nie przeszkadza to jednak firmie sprzedawać dalej swoich produktów, a odbiorcom — chwalić ich działania.

Co ciekawe, w całej sprawie mamy też wątek polski. Okazuje się, że wśród przedsiębiorczych cwaniaków, którzy warte kilkanaście złotych pendrive’y sprzedają z kilkudziesięciokrotną przebitką, jest osoba o polsko brzmiącym nazwisku. Jak podaje BBC, za 5GBioShield stoją Anna Grochowalska i Valerio Laghezza. Wcześniej ta para sprzedawała pod marką Immortalis suplement o nazwie Klotho Formula, który miał relatywistycznie rozcieńczać czas.

Ciekaw jestem, na jaki pomysł ci ludzie wpadną teraz. Jeśli zaś mam być całkowicie szczery, to jakoś nie umiem znaleźć w sobie współczucia dla osób, które uwierzyły w zbawczą moc 5GBioShield USB Key (i nawet mi ich nie żal). Może teraz zrozumieją, już po wydaniu 1400 zł na bezużyteczny elektrośmieć, że nie warto bezrefleksyjnie wierzyć we wszystko, co przeczytają w internecie…

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst