Śledzę lot Świętego Mikołaja. Magia działa, sprawdziłem
Grzeczne dzieci czekające na prezent nie muszą spędzać dnia na parapecie – trasę Świętego Mikołaja da się śledzić przez internet.

"Biegnie, biegnie renifer, opuścił już Laponię" – śpiewali bohaterowie Miodowych Lat w kultowej już kolędzie. Jeśli sami chcecie się przekonać, czy w Łomży skręci na Marki i czy rzeczywiście "szybciej białostocką", to nic prostszego. Wystarczy odpalić FlightRadar 24.
Wyprawę Świętego Mikołaja da się śledzić na żywo, wpisując w wyszukiwarkę portalu hasło "Santa1". To już swego rodzaju nowa świąteczna tradycja. Może i nie mamy śniegu, a jarmarki przepełnione są przedmiotami, którym daleko do wprowadzenia w odpowiedni nastrój i klimat, ale za to możemy śledzić brodatego jegomościa i jego baśniowy zaprzęg. Magia świąt uratowana. Tego kiedyś nie było.

Ciekawe, ilu rodziców wykorzystuje narzędzie, aby podkręcić oczekiwanie wśród maluchów. "Uwaga, leci" - pociecha pędzi do okna, a w tym czasie prezenty niespodzianie lądują pod choinką.
Równie interesującej jest to, ilu rezolutnych dzieciaków pokonało dorosłych i udowodniło, że coś tu się nie zgadza. Mikołaj już przeleciał, a pod choinką ciągle pusto? Dziwne…
Przechlapane mogą mieć też wujkowie, którzy zawsze puszczają oczko i mówią, że dopiero co spotkali Mikołaja po drodze. "Niemożliwe" – może odpowiedzieć bystry maluch, odpalając aplikację.
W każdym razie nie zamierzam być tym, który święta psuje i czepia się szczegółów. Tym bardziej że to sympatyczna, symboliczna akcja. Bezpiecznego lotu, panie Mikołaju. Trzymaj się, "reniferze, wierne zwierzę".







































