REKLAMA

Największy problem Galaxy? Właśnie przestał istnieć

Samsung od lat ma jedną piętę achillesową. I nie, nie chodzi o Exynosa, nie chodzi o zakrzywione ekrany, nie chodzi nawet o ceny. Chodzi o ładowanie.

Największy problem Galaxy? Właśnie przestał istnieć
REKLAMA

Co do tej pory było wyzwaniem dla telefonów Galaxy? Właściwie to to, że w świecie w którym ładowanie urządzeń mobilnych z mocą 100 W przestało kogokolwiek szokować sztandarowce Galaxy uparcie tkwiły przy wartościach, które bardziej pasowały do telefonów ze średniej półki. 

Dlatego na premierze Galaxy S26 najważniejsza dla wielu informacja nie padła przy okazji aparatów, AI ani nawet nowego designu. Najważniejsza była ta, która pojawiła się na slajdzie z bateriami i ładowaniem. Samsung w końcu zrobił to, czego oczekiwaliśmy od lat: przyspieszył.

REKLAMA

Więcej na temat nowych telefonów Galaxy S26:

Trzy modele, trzy poziomy przyspieszenia

Galaxy S26

Najmniejszy Galaxy S26 dostał akumulator 4300 mAh i zestaw technologii, który również i rok temu brzmiałby jak „standard Samsunga”: Super Fast Charging, Fast Wireless Charging 2.0 i Wireless PowerShare. To wciąż nie jest demon prędkości, ale już nie odstaje tak dramatycznie od reszty rynku.

Galaxy S26+

Galaxy S26+ wygląda znacznie ciekawiej. 4900 mAh pojemności i Super Fast Charging 2.0, do tego Super Fast Wireless Charging i oczywiście PowerShare. To już poziom, który w codziennym użytkowaniu naprawdę robi różnicę - szczególnie jeśli ktoś ładuje telefon „w przelocie”, między spotkaniami, a nie przez całą noc.

Galaxy S26 Ultra

Ale prawdziwa zmiana zachodzi dopiero przy Galaxy S26 Ultra. To tu Samsung wreszcie przestaje być konserwatywny. 5000 mAh, Super Fast Charging 3.0, Super Fast Wireless Charging i deklaracja, która jeszcze kilka generacji temu brzmiałaby jak żart: od zera do 75 proc. w 30 minut.

30 minut do 75 proc. - wreszcie nie trzeba planować życia pod ładowarkę czy powerbanka

To jest fundamentalna zmiana. Nie kosmetyczna, nie „miły dodatek”, tylko realna poprawa komfortu korzystania z telefonu.  Do tej pory użytkownik Galaxy musiał myśleć o ładowaniu z wyprzedzeniem. Jeśli zapomniał podpiąć telefon na noc to rano czekała go nerwówka. Jeśli w ciągu dnia bateria spadła do 20 proc. to trzeba było szukać gniazdka i liczyć, że za pół godziny przybędzie chociaż te 20–25 proc.

Teraz scenariusz wygląda inaczej. Wystarczy kwadrans, żeby telefon wrócił do stanu używalności. Wystarczy pół godziny, żeby mieć energii na cały dzień. To jest dokładnie ten poziom wygody, który konkurencja oferuje od dawna - i który w końcu trafia do Galaxy.

Jak to wygląda na tle konkurencji?

Nie ma co udawać: Samsung nie jest pierwszy. Chińscy producenci od lat bawią się w wyścig na waty, a 100 W czy 120 W nikogo już nie dziwi. Niektóre modele potrafią naładować się do pełna w 20 minut. Ale jest tu kilka „ale”. Samsung wciąż stawia na bardziej konserwatywne podejście do żywotności baterii. Nie pompuje mocy do absurdalnych wartości, tylko zwiększa ją stopniowo, dbając o to, żeby ogniwa nie umierały po roku. 

Po drugie, 75 proc. w 30 minut przy 5000 mAh to wynik, który realnie wystarcza większości użytkowników. To nie jest wyścig na rekordy, tylko na wygodę - a tę Samsung wreszcie dostarcza. Po trzecie, Samsung robi to w całej linii, a nie tylko w jednym modelu „dla entuzjastów”. Nawet podstawowy S26 ładuje się szybciej niż poprzednik, a S26+ wreszcie nie odstaje od tego, co oferują inni producenci w tej półce cenowej.

Ładowanie bezprzewodowe też przyspiesza - i to wreszcie ma sens

Warto też zauważyć, że Samsung nie zapomniał o ładowaniu bezprzewodowym. W S26+ i S26 Ultra pojawia się Super Fast Wireless Charging, czyli coś, co w końcu pozwala traktować ładowanie indukcyjne jako realną alternatywę, a nie tylko „awaryjne podładowanie na biurku”. To tego dochodzi Wireless PowerShare, czyli funkcja, którą Samsung ma od lat. Jeśli telefon ładuje się szybciej, to oddawanie energii słuchawkom czy zegarkowi nie boli tak bardzo.

Premiera Galaxy S26 nie była rewolucją w sensie wizualnym czy koncepcyjnym. Ale była rewolucją w przynajmniej jednym, bardzo ważnym aspekcie: wreszcie przestaliśmy mówić o ładowaniu Galaxy w tonie „no cóż, da się z tym żyć”. Teraz można powiedzieć coś innego: „wreszcie”.

REKLAMA

Wreszcie Samsung dogonił konkurencję. Wreszcie nie trzeba planować dnia pod ładowarkę. Wreszcie seria Galaxy S nie odstaje w kategorii, która dla wielu użytkowników jest ważniejsza niż megapiksele czy gigaherce. Samsung w końcu przestał być konserwatywny tam, gdzie najbardziej to bolało.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-02-25T20:00:23+01:00
Aktualizacja: 2026-02-25T19:20:58+01:00
Aktualizacja: 2026-02-25T19:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-25T19:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-25T19:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-25T19:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-25T16:36:02+01:00
Aktualizacja: 2026-02-25T12:46:05+01:00
Aktualizacja: 2026-02-25T11:46:43+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA