REKLAMA

Wojsko bierze roboty do służby. "To już nie będą pokazy na niby"

Właśnie ruszyły szkolenia operatorów bezzałogowych platform bojowych AS-3 MEROPS, a więc systemu, w którym do walki z dronami używa się kolejnych dronów. Polska armia przechodzi od etapu głośnych zapowiedzi i pokazów do budowania codziennej zdolności bojowej.

To nie rakieta, a może zmienić pole walki. Polska szkoli operatorów MEROPSa
REKLAMA

MEROPS nie należy do klasycznych zestawów przeciwlotniczych, które opierają się na armatach, rakietach albo samym zakłócaniu sygnału. System działa w logice dron przeciwko dronowi: przechwytujący bezzałogowiec jest wystrzeliwany z mobilnej platformy, wyszukuje cel i może go zniszczyć albo przekazać dane do innych środków rażenia. Jest to system zdolny do autonomicznego poszukiwania celu z wykorzystaniem naprowadzania radiowego, radarowego lub termicznego. Daje to dowódcom czas na ocenę zagrożenia i wybór reakcji.

REKLAMA

To właśnie ten element autonomii jest tutaj najciekawszy. Nie chodzi o robota, który po prostu leci w linii prostej do wcześniej wskazanego punktu. Chodzi o cały system, który po starcie potrafi pracować na podstawie danych z różnych sensorów i przechwytywać nisko lecące, trudne do wykrycia cele. W realiach współczesnej wojny to ogromna zaleta, bo małe drony są zbyt tanie, by opłacało się regularnie zestrzeliwać je drogimi rakietami, a jednocześnie zbyt niebezpieczne, by je ignorować.

Polska przestaje testować, a zaczyna wdrażać

Sztab Generalny poinformował, że uruchomiono cykl szkoleń obejmujący teorię i praktykę, a pierwsze zajęcia odbyły się już na poligonach w Lipie i Ustce. W maju i czerwcu mają się odbyć strzelania certyfikujące na Centralnym Poligonie Sił Powietrznych w Ustce. To ważny etap, bo właśnie wtedy system ma przejść z poziomu umie latać i działać na pokazie do poziomu potwierdzonej gotowości bojowej operatorów i procedur.

Wojsko Polskie nie traktuje więc MEROPSa jako ciekawostki ani rozwiązania doraźnego. Szkolenia mają być etapowe, od podstaw obsługi po przygotowanie bojowe, a cały proces jest oparty na doświadczeniach z aktualnych konfliktów, zwłaszcza z Ukrainy i z Bliskiego Wschodu. To nieprzypadkowe odniesienia. W obu tych konfliktach zbrojnych walki drony stały się jednym z najważniejszych, a zarazem najtrudniejszych do taniego zneutralizowania zagrożeń.

To broń skrojona pod wojnę tanich dronów

Największą zaletą MEROPSa jest sama ekonomia starcia. Pojedynczy dron przechwytujący tego systemu kosztuje około 14,5 tys. dol., czyli mniej więcej 1/10 ceny Shahedów używanych przez Rosję. To robi ogromną różnicę, bo współczesna obrona powietrzna cierpi nie tylko na brak sensorów czy efektorów, lecz także na dramatyczną nierównowagę kosztów: przeciwnik wysyła tanią amunicję krążącą albo prostego drona, a obrońca często odpowiada znacznie droższym środkiem.

MEROPS jest próbą tego odwrócenia. Zamiast używać drogiego pocisku przeciwlotniczego do każdego celu, można posłać w niebo relatywnie tani bezzałogowiec przechwytujący. Co więcej, system ma być mały i mobilny – rozwiązanie może być odpalane z paki pickupów. Taka mobilność jest bardzo ważna, bo wojna z dronami nie będzie wygrywana wyłącznie przez wielkie, ciężkie baterie rozstawione wokół baz. Potrzebne są też lekkie i szybko przerzucalne warstwy osłony dla wojsk w marszu, lotnisk, stanowisk dowodzenia i infrastruktury krytycznej.

MEROPS nie będzie samotnym narzędziem, tylko częścią większej tarczy

MEROPS ma wejść także do programu SAN, czyli budowanego dla Wojska Polskiego modułowego systemu obrony przed dronami i innymi niskolecącymi zagrożeniami. Wyrzutnie przechwytujących bezzałogowców MEROPS mają zostać osadzone na koreańskich podwoziach KIA KLTV jako część jednej z warstw systemu. To oznacza, że MEROPS nie ma działać w izolacji, lecz jako element większej architektury obejmującej radary, rakiety, środki walki radioelektronicznej i klasyczne efektory kinetyczne.

Właśnie tak wygląda dziś nowoczesna obrona powietrzna najniższej warstwy. Nie opiera się na jednym cudownym urządzeniu, lecz na mieszance sensorów i efektorów dobranych do różnych typów zagrożeń. Jednego drona bardziej opłaci się zakłócić, innego zestrzelić z armaty, a jeszcze innego przechwycić drugim dronem. MEROPS ma być jednym z tych narzędzi, które dają wojsku większą elastyczność i lepszy bilans kosztów.

Najważniejsza zmiana dzieje się w sposobie myślenia

Polska armia coraz wyraźniej akceptuje wprowadzenie autonomii nie jako eksperymentu, ale jako normalnego składnika pola walki. W walce z masowymi nalotami tanich dronów armia nie chce zużywać najdroższych rakiet ani narażać ludzi tam, gdzie można wysłać maszynę.

Przeczytaj także:

To oczywiście nie oznacza jeszcze pełnego zrobotyzowania obrony powietrznej. O wszystkim nadal decydują ludzie, a takie systemy, jak MEROPS muszą przejść długą drogę szkoleń, certyfikacji i integracji. Ale już teraz cieszy to, że Wojsko Polskie zaczyna traktować autonomiczne przechwytywanie zagrożeń nie jako dodatek, tylko jako jedną z odpowiedzi na najważniejszą lekcję ostatnich konfliktów – że niebo nad polem walki należy dziś do dronów, a obronić je mogą coraz częściej inne drony.

REKLAMA

*Źródło zdjęcia wprowadzającego: Wojsko Polskie

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-03-17T06:03:47+01:00
Aktualizacja: 2026-03-16T20:56:26+01:00
Aktualizacja: 2026-03-16T20:03:11+01:00
Aktualizacja: 2026-03-16T12:20:19+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA