Polski satelita na celowniku Rosjan. Ich jednostki idą na kolizję
Putin coraz wyraźniej pokazuje, że wojna nie kończy się tylko na lądzie, morzu i w powietrzu. Rosyjskie satelity Kosmos wykonały manewry, które ustawiły je w niemal tej samej płaszczyźnie orbitalnej co ICEYE-X36. Moskwa coraz uważniej patrzy więc na kosmiczne systemy wspierające Ukrainę.

Na orbicie każdy manewr kosztuje – i to naprawdę dużo. Satelita nie skręca jak samochód i nie nadrabia trasy bez większych konsekwencji. Zmiana płaszczyzny orbity, czyli ustawienia toru lotu względem równika, należy do szczególnie paliwożernych operacji. Ruch rosyjskich jednostek Kosmos 2610, Kosmos 2611, Kosmos 2612 i Kosmos 2613 był więc po prostu złośliwością i pokazaniem wyższości.
W połowie maja satelity te zwiększyły nachylenie swoich orbit z ok. 97,0 do 97,8 stopnia. To pozornie niewielka zmiana, ale na niskiej orbicie okołoziemskiej oznacza bardzo kosztowny manewr. Rosyjskie obiekty znalazły się w niemal tej samej płaszczyźnie orbitalnej co ICEYE-X36.
Taka konfiguracja może być pierwszym krokiem do operacji rendezvous and proximity operations, czyli manewrów spotkania i bliskiego podejścia do innego obiektu na orbicie. Nie oznacza to oczywiście od razu zamiaru uszkodzenia satelity, ale daje możliwość zbliżania się, obserwowania, testowania reakcji albo demonstrowania zdolności. W kosmosie już sama obecność w odpowiednim miejscu potrafi być bardzo jasnym komunikatem.
Polsko-fiński ICEYE-X36 to nie jest zwykły satelita pogodowy
ICEYE-X36 jest satelitą radarowym SAR, czyli wykorzystującym radar z aperturą syntetyczną. To jedna z najcenniejszych technologii obserwacji Ziemi, bo nie zależy od światła dziennego tak jak klasyczna optyka. Radar może obrazować teren nocą, przy zachmurzeniu i w warunkach, w których zwykły satelita optyczny zobaczyłby głównie białą warstwę chmur.
Oznacza to więc ogromną wartość wojskową. Dane SAR mogą pomagać w obserwacji lotnisk, składów paliwa, mostów, portów, pozycji wojsk, ruchów sprzętu i skutków uderzeń. Dla Ukrainy takie obrazowanie jest szczególnie ważne, bo rosyjskie wojska, zaplecze i infrastruktura wojskowa często muszą być monitorowane niezależnie od pogody i pory dnia.
ICEYE zbudowało dużą konstelację małych satelitów radarowych, a Ukraina od 2022 r. korzysta z danych tej firmy w działaniach rozpoznawczych. To czyni takie satelity więc ważnym elementem wojny, nawet jeśli formalnie należą do sektora komercyjnego.
Rosyjskie satelity nie utworzyły oczywiście wokół ICEYE-X36 klasycznego pierścienia jak w filmie. Według dostępnej analizy ich wysokość wynosi ok. 547 km, czyli jest bardzo bliska orbicie ICEYE-X36. Odległości poprzeczne między rosyjskimi satelitami, a celem miały spaść do zakresu od ok. 0,5 do 22 km. W skali kosmicznej to mało, choć nadal nie oznacza fizycznego kontaktu.
Ważne jest natomiast to, że po takim dopasowaniu Rosjanie mogliby relatywnie mniejszymi korektami zmieniać odległość wzdłuż toru lotu albo radialnie, czyli przygotowywać się do bliższego podejścia. To właśnie dlatego sytuacja budzi niepokój. Nie trzeba przecież niszczyć satelity, żeby wysłać sygnał: możemy podejść, możemy obserwować, możemy sprawdzić, jak zareagujesz.
Kosmiczne zastraszanie doskonale pasuje do rosyjskiej strategii
Rosja od wielu lat testuje granice zachowania na orbicie. Jej satelity wykonywały manewry w pobliżu obiektów innych państw, a Zachód wielokrotnie ostrzegał przed rozwojem zdolności antysatelitarnych. W 2021 r. rosyjski test kinetycznej broni antysatelitarnej zniszczył satelitę Kosmos 1408 i stworzył chmurę odłamków, która zagroziła innym obiektom na orbicie. To był brutalny pokaz, że kosmos nie jest bezpieczną strefą poza konfliktem.
Obecna sytuacja różni się od scenariusza kinetycznego zniszczenia, bo nie doszło do fizycznej eliminacji obiektu. Zastosowano tu znacznie subtelniejszy mechanizm presji. Jeśli komercyjny satelita pełni funkcje wspierające działania Ukrainy, to Rosja może demonstrować zdolność do osiągnięcia takiego systemu bez konieczności jego natychmiastowego rażenia. Wystarczającym sygnałem są bliskie manewry orbitalne, które zmuszają operatorów do ciągłego monitorowania zagrożeń i generują wzrost kosztów ochrony infrastruktury kosmicznej.
Przeczytaj także:
Pamiętajmy, że satelity komercyjne już dawno stały się częścią nowoczesnej wojny. Starlink zapewnia łączność, firmy obrazowania Ziemi dostarczają dane rozpoznawcze, a prywatne konstelacje zaczęły wykonywać zadania, które dawniej były zarezerwowane wyłącznie dla państwowych systemów wojskowych. Rosja dobrze rozumie, że uderzenie w taki system może boleć przeciwnika bez klasycznego ataku na terytorium NATO.
*Grafika wprowadzająca wygenerowana przez AI



















