REKLAMA

Koniec czekania. Niewidzialne myśliwce F-35A w końcu przylatują do Polski

Nad Polską usłyszymy ryk silników maszyn, które dla systemów przeciwlotniczych wroga pozostają jedynie echem. Pierwsze 13 zamówionych jeszcze w 2020 r. myśliwców F-35A wreszcie wyląduje nad Wisłą.

W połowie tego roku nad Polską usłyszymy ryk silników maszyn, które dla systemów przeciwlotniczych wroga pozostają jedynie technologicznym echem. Pierwsze13 zamówionych jeszcze w 2020 r. myśliwców F-35A wreszcie wyląduje nad Wisłą.
REKLAMA

To nie jest tylko kolejna dostawa sprzętu wojskowego, a ostateczne przypieczętowanie faktu, że polskie Siły Powietrzne wkraczają w zupełnie nową erę. Do rąk naszych pilotów trafia właśnie latające centrum dowodzenia o potężnych możliwościach, a skala operacji logistycznej z tym związanej jest wręcz bezprecedensowa.

REKLAMA

Miliardowe inwestycje i solidny zastrzyk nowej floty

Tempo wdrażania nowego sprzętu nabiera ogromnego rozpędu - informuje serwis Rzeczpospolita. Produkcja pierwszych egzemplarzy z białą-czerwoną szachownicą zakończyła się już w 2024 roku, a polscy piloci intensywnie szkolą się na nich w Stanach Zjednoczonych.

Sztab Generalny Wojska Polskiego potwierdza, że do tej pory odebrano osiem takich maszyn. Ten rok przyniesie jednak prawdziwy przełom w dostawach. Z czternastu myśliwców, które opuszczą amerykańskie zakłady produkcyjne, aż trzynaście sztuk trafi bezpośrednio do Polski. Cały proces uzupełniania tej floty ma się zakończyć najpóźniej w 2030 r.

Sprowadzenie tak zaawansowanych technologicznie maszyn wymagało gruntownego przemeblowania krajowego podwórka. Zaszczyt goszczenia myśliwców piątej generacji przypadł 32. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Łasku oraz 21. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Świdwinie.

Przygotowanie odpowiedniej infrastruktury, w tym budowa wyspecjalizowanych schronohangarów, pochłonie łącznie ponad trzy miliardy złotych. Warto dodać, że bazy te będą tętnić życiem podwójnie - w Świdwinie swoje miejsce znajdą również lekkie samoloty szkolno-bojowe FA-50, sprowadzone z Korei Południowej.

Niewidzialny niszczyciel i latający serwer

F-35A to samolot zbudowany wokół idei pełnej dominacji informacyjnej. Wykonany w technologii stealth, jest w stanie niemal niepostrzeżenie penetrować przestrzeń powietrzną wroga, co czyni go kluczowym narzędziem do misji typu SEAD, czyli bezpośredniego obezwładniania i niszczenia wrogiej obrony przeciwlotniczej.

Wojskowi podkreślają, że główną siłą tej maszyny nie jest jednak sam pancerz czy prędkość, ale sieciocentryczność. Dzięki potężnej fuzji danych i zaawansowanym sensorom, myśliwiec działa jako stanowisko dowodzenia, synchronizujące operacje we wszystkich domenach pola walki.

Teoretyczne zachwyty nad możliwościami myśliwców piątej generacji szybko znalazły zresztą potwierdzenie w praktyce. Świat mógł obserwować morderczą skuteczność takich rozwiązań chociażby na Bliskim Wschodzie, gdzie siły USA i Izraela systematycznie eliminowały irańską obronę powietrzną.

W czerwcu ubiegłego roku samoloty tego typu odegrały kluczową rolę w operacji "Midnight Hammer," spektakularnym, amerykańskim nalocie na irańskie instalacje nuklearne. Maszyny te udowodniły swoją wartość również znacznie bliżej naszych granic. To właśnie holenderskie F-35 we wrześniu ubiegłego roku odpowiadały za błyskawiczne zestrzelenie rosyjskich bezzałogowców, które niebezpiecznie wtargnęły w polską przestrzeń powietrzną.

Więcej na Spider's Web:

Szok kulturowy mamy już za sobą

Wprowadzenie tak rewolucyjnego systemu naturalnie rodzi obawy o to, czy polskie wojsko udźwignie ten przeskok technologiczny. Wiele osób pamięta początek XXI wieku, kiedy przesiadka z posowieckich MiG-ów-29 czy wysłużonych Su-22 na amerykańskie F-16 była dla naszej armii trzęsieniem ziemi.

Tym razem eksperci uspokajają. Rewolucji logistyczno-mentalnej nie będzie, bo tę lekcję odrobiliśmy już dwie dekady temu. Przejście z systemu poradzieckiego na natowski oznaczało zmianę całej filozofii prowadzenia walki w powietrzu.

Szymon Tetera, redaktor naczelny magazynu "Lotnictwo" w rozmowie z Rzeczpospolitą, przypomina, że w czasach zimnej wojny radziecki pilot był mocno uzależniony od naprowadzania przez oficera z ziemi, co znacząco ograniczało jego samodzielność w powietrzu.

Zachodnia doktryna NATO, oparta na zdobywaniu absolutnej przewagi powietrznej, wymagała od załóg znacznie wyższych kompetencji, wieloaspektowego myślenia i pełnej niezależności taktycznej. Podobny przewrót dotyczył obsługi naziemnej.

REKLAMA

W epoce MiG-ów naprawy polegały na mozolnej regeneracji podzespołów w krajowych zakładach. System amerykański wymusił przejście na błyskawiczną wymianę gotowych modułów silnikowych, co drastycznie skróciło czas uziemienia maszyn.

Dzisiaj, po prawie 20 latach eksploatacji F-16, dysponujemy doświadczonymi kadrami, dla których standardy natowskie są po prostu codziennością. Pierwszy sprawdzian ich gotowości przy F-35 nadejdzie już za kilka miesięcy, kiedy do Łasku dotrą dwa pierwsze, wyczekiwane myśliwce piątej generacji.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-02-26T09:05:02+01:00
Aktualizacja: 2026-02-26T07:03:54+01:00
Aktualizacja: 2026-02-26T07:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-26T06:10:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-26T06:05:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-25T20:30:11+01:00
Aktualizacja: 2026-02-25T20:00:23+01:00
Aktualizacja: 2026-02-25T19:20:58+01:00
Aktualizacja: 2026-02-25T19:00:00+01:00
Aktualizacja: 2026-02-25T19:00:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA