Kosmos  / News

Planety Spocka i Supermana eksplodowały. Teraz astronomowie oglądają szczątki innej planety

139 interakcji
dołącz do dyskusji

Coś, co dla wielu astronomów było jedną z planet poza Układem Słonecznym, teraz zniknęło. Badacze podejrzewają, że owa planeta w ogóle nie istniała. Kosmiczny Teleskop Hubble'a zaobserwował natomiast powiększający się obłok bardzo drobnego pyłu, pochodzący najprawdopodobniej z gigantycznej kolizji dwóch lodowych planetoid krążących wokół jasnej gwiazdy Fomalhaut, oddalonej od nas o 25 lat świetlnych.

Fomalhaut jest teraz najlepszym laboratorium do testowania wszystkich teorii mówiących o tym, jak ewoluują egzoplanety i inne układy planetarne. Obserwowaliśmy dowody na takie zderzenia w innych układach, ale nigdy nie obserwowaliśmy tak dużego zderzenia. Tak właśnie mogą niszczyć się całe planety - mówi George Rieke z Obserwatorium Stewarda na Uniwersytecie Arizony.

Powyższa ilustracja przedstawia dane z Kosmicznego Teleskopu Hubble'a, na których widać rozszerzający się w latach 2004-2013 obłok pyłu . Obłok powstał w zderzeniu dwóch dużych obiektów krążących wokół gwiazdy Fomalhaut. Źródło: NASA, ESA, A. Gaspar, G. Rieke

Fomalhaut b

Planetę po raz pierwszy odkryto w 2008 r. w danych zebranych w latach 2004-2006. Była ona widoczna przez kilka lat w obserwacjach prowadzonych za pomocą Hubble'a jako wyraźna kropka. W przeciwieństwie do innych egzoplanet, które udało się bezpośrednio sfotografować, od samego początku Fomalhaut b prowokowała dodatkowe pytania.

Przede wszystkim planeta była niesamowicie jasna w zakresie promieniowania widzialnego, ale jednocześnie nie udawało się wykryć żadnego promieniowania w podczerwieni. Astronomowie podejrzewali, że jasność pochodziła z rozległej otoczki lub pierścieni pyłowych otaczających planetę, które mogły pochodzić z jakiegoś zderzenia. Dodatkowo już pierwsze obserwacje prowadzone za pomocą Hubble'a wskazywały, że planeta nie przemieszcza się po orbicie eliptycznej, jak to zazwyczaj ma miejsce.

Takie zderzenia należą do rzadkości. Wygląda jednak na to, że byliśmy we właściwym miejscu, o właściwej porze, aby obejrzeć właśnie takie zderzenie za pomocą Hubble'a - mówi Andras Gaspar z Uniwersytetu Arizony. Po przeanalizowaniu wszystkich dostępnych archiwów Hubble'a dotyczących tej planety, włącznie z najnowszymi zdjęciami, doszliśmy do wniosku, że owa planeta mogła właściwie nigdy nie istnieć.

Zdjęcia wykonane za pomocą Hubble'a w 2014 r. wskazują, że obiektu już nie ma. Jakby tego było mało, wcześniejsze zdjęcia pokazywały, że jasność obiektu od jakiegoś czasu już malała.

Ewidentnie Fomalhaut b robił coś, czego nie robiłaby prawdziwa planeta - dodaje Gaspar.

Zdjęcie przedstawia gwiazdę Fomalhaut, wokół której krąży obłok pyłowy wcześniej podejrzewany o to, że jest planetą. Fomalhaut jest znacznie gorętszy od Słońca, 15 razy jaśniejszy i znajduje się 25 lat świetlnych od niego. Gwiazda przepala wodór w takim tempie, że wyczerpie zapasy paliwa w ciągu zaledwie miliarda lat.
Źródło: NASA, ESA, Digitized Sky Survey 2. Davide De Martin (ESA, Hubble)

To nigdy nie była planeta, a więc co?

Wychodzi więc na to, że Fomalhaut b nie był planetą, ale powoli rozszerzającym się obłokiem powstałym w zderzeniu dwóch dużych ciał niebieskich o rozmiarach planet. Badacze podejrzewają, że do zderzenia doszło na krótko przed pierwszymi obserwacjami z 2004 r. Do teraz obłok odłamków składający się z ziaren pyłu o średnicy 1 mikrona, znalazł się poniżej progu wykrywalności przez Hubble'a. Wszystko wskazuje, że do teraz obłok powiększył się do rozmiarów większych niż orbita Ziemi wokół Słońca.

Co ciekawe, obserwowany dotychczas obiekt nie poruszał się po orbicie eliptycznej jak robią to planety, a znajdował się na trajektorii ucieczki z układu planetarnego.

Dopiero co powstały masywny obłok pyłu, doświadczający znaczącej ilości promieniowania z gwiazdy Fomalhaut, właśnie tak byłby wywiewany z otoczenia gwiazdy przemieszczając się po hiperboli.

Naukowcy planują jeszcze dokładnie przyjrzeć się temu układowi planetarnemu za pomocą Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba, którego start zaplanowano na 2021 r.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst