Tech / Artykuł

Anonimowe strony na Facebooku przestały być anonimowe. Facebook ujawnił, kto jest Malcolmem XD i Cytrynem&Gumiakiem

328 interakcji
dołącz do dyskusji

Jeśli ktoś jeszcze wierzy, że jest w Internecie anonimowy, może przestać. Błąd Facebooka bezlitośnie obnażył ludzi stojących za niewybrednymi fanpage’ami.

Facebook słynie ze swojego lekkiego podejścia do kwestii prywatności, ale nowy bug - jak słusznie zauważa Jakub Kralka z Bezprawnika - choć śmieszny, może mieć bardzo poważne konsekwencje.

Otóż wystarczy zajrzeć na dany fanpage i sprawdzić, czy w opcjach po kliknięciu na menu po prawej stronie postu mamy opcję „pokaż historię edycji”.

Po jej wybraniu widzimy, kto dokładnie odpowiada za edycję posta; ergo, kto tego posta zamieścił i kto administruje daną stroną.

Osoby uczciwe nie mają się czego obawiać, bo pewnie otwarcie wskazują sami siebie jako administratorów strony i wcale się z tym nie kryją.

Błąd może być nieco problematyczny dla tych, którzy chcieli zachować swoją anonimowość, np. artyści czy popularne internetowe postacie, jak Malcolm XD lub Klocuch (ten pierwszy ukrył swoją stronę w odpowiedzi na błąd, ale co dociekliwsi fani już zdążyli się dowiedzieć, kim jest).

Skoro mleko się rozlało, możemy też otwarcie napisać kto jest autorem fanpage'a Cytryn&Gumiak - to nie kto inny, jak redaktor naczelny naszego siostrzanego serwisu Autoblog.pl, czyli Tymon Grabowski znany także jako Złomnik.

Prawdziwie przekichane mają jednak ci, którzy prowadzili fanpage w złej wierze - internetowe trolle, hejterzy, siewcy fake newsów. Oni właśnie zostają brutalnie wyeksponowani. I tylko jedno mnie zastanawia: czy ci ludzie naprawdę myśleli, że to się nigdy nie wyda?

Błąd na Facebooku postawił hejterów na świeczniku.

Jeden klik i już wiadomo, kto oczernia drugą osobę. Albo kto uważa, że wrzucenie linku z kilkoma zdaniami szyderczego komentarza to szczyt śmieszności i wykpienia cudzej pracy.

Widać też, kto prowadzi polityczne troll-konta, można podejrzeć, za iloma „wpadkami stażystów” na kontach instytucji rządowych rzeczywiście stoją stażyści…

Błąd Facebooka ujawnił to, co wiedzieliśmy od zawsze - że osoby prowadzące nienawistne fanpage nie są tytanami intelektu i często robią to z prawdziwego konta w portalu. Co za tym idzie, jeśli ktoś poczuł się dotknięty działaniami danej strony na Facebooku, teraz dostał do ręki proste narzędzie, by szybko wytropić natarczywego delikwenta.

Niestety ta utrata anonimowości ma też swoją ciemną stronę. Nie można przecież zapomnieć, że działa to w drugą stronę i wiele osób, zwłaszcza związanych z jedną czy drugą opcją polityczną, właśnie dostało namiary na ludzi, którzy tak bardzo działali im na nerwy.

Zostaje tylko mieć nadzieję, że ta nagła utrata anonimowości nie stanie się przyczynkiem do aktów przemocy lub nękania.

Anonimowość w Internecie to mit, w który wielu z nas ciągle wierzy.

Rozumiem i szanuję poglądy broniące anonimowości w Internecie, ale jednocześnie uważam je za mocno… XX wieczne. Gdy Internet był czymś nowym, niszowym i niewielkim, anonimowość w nim była rzeczą zupełnie normalną. Internet dawał nam wszystkim możliwość oderwania się od swojego własnego „ja” i poczucie bezpieczeństwa związane z anonimowością.

Niestety im bardziej Internet rósł, tym na więcej zaczęliśmy sobie pozwalać, skrywając się za anonimową tożsamością i awatarami bez nazwiska. W miarę jednak jak fora internetowe zostały wyparte przez media społecznościowe, chęć pozostania w pełni anonimowym nieco osłabła. Zrozumieliśmy, że Internet to tak naprawdę nasze życie, tyle że przeniesione do sfery wirtualnej. To znaczy… niektórzy zrozumieli. Inni wciąż uważają, że mogą być w Internecie bezkarni i pod przykrywką anonimowości atakować, oczerniać i szerzyć nieprawdę.

Dlatego osobiście cieszy mnie dzisiejszy błąd Facebooka. Wszyscy pseudo-anonimowi trolle, którzy byli tak, ekhm, nierozgarnięci, by prowadzić hejterskie fanpage z prywatnych profili właśnie sparzyli sobie łapki wrzątkiem.

To dobra lekcja dla nas wszystkich - anonimowość w Internecie to iluzja. Która może zostać rozwiana w każdej chwili i wcale nie trzeba do tego sądowych nakazów; wystarczy momentalny błąd Facebooka, by fasada rozsypała się jak domek z kart i okazało się, że za każdym fake newsem, każdym hejtem i każdym trollingiem stoi człowiek. Z imieniem i nazwiskiem, datą urodzenia i miejscem zamieszkania.

Potraktujmy to wszyscy jako lekcję internetowej pokory.

[AKTUALIZACJA 17:28]

Wygląda na to, że Facebook już załatał usterkę i ponownie po kliknięciu w historię edycji zobaczymy jedynie nazwę fanpage'a. Co się jednak stało, to się nie odstanie, a kto mógł stracić na tym błędzie, ten stracił. Niech będzie to dla nas nauczką na przyszłość.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst