Gry / Recenzja

Retro komputer, na jaki czekałem. The C64 - recenzja

The C64 (zwany również, nieoficjalnie The C64 Maxi), to najnowsza odsłona urządzenia przywracającego nowe życie legendarnemu domowemu komputerowi Commodore C64.

Na komputerze domowych Commodore C64 w polskich domach w latach 80. tysiące dzieciaków (i dorosłych), uczyło się programować i po raz pierwszy zetknęło się z grami komputerowymi. Obok ośmiobitowych produktów Atari oraz ZX Spectrum jest to największa legenda początków fascynacji komputerami dla wielu z nas. Nic dziwnego: w okresie największej świetności fabryki produkujące komodorca wypuszczały 400 tys. sztuk maszyny w ciągu miesiąca.

Do dwóch razy sztuka

W 2018 r. ukazała się pierwsza edycja mini konsoli Commodore 64. Zgodnie z popularnym trendem na współczesne wersje klasycznych konsol, stworzono małą, zgrabną maszynkę z joystickiem. Zapomniano jednak o ważnej rzeczy - to był przecież komputer! Taki, który programowało się we wbudowanym w system interpreterze BASIC. A pierwsza wersja (nazwana The C64 Mini), nie miała działającej klawiatury! Klawiatura wbudowana w urządzenie była jedynie atrapą.

Rok później udało się naprawić ten błąd. Nowa wersja (nazwana The C64) ma już w pełni działającą pełnowymiarową klawiaturę.

Nazwę nowej edycji uważam za duży błąd marketingowy. Gdy nazwa nowej wersji zawiera się w starej wersji (usunięto słowo "mini”), powoduje to duże trudności w wyszukiwaniu jej, i może powodować pomyłki przy zakupie.

The C64 - pierwsze wrażenia

Po wyciągnięciu urządzenia z pudełka aż westchnąłem z wrażenia. Nie wiem, czy konsolę specjalnie dociążono, czy użyto grubszej warstwy plastiku dobrej jakości, ale nowy komodorek waży tyle, ile staroć z lat 80. Ma się poczucie obcowania z oryginalnym, jakimś cudem dobrze zachowanym komputerkiem sprzed ponad 30 lat. Gdyby nie porty USB z boku, można by się nabrać, że jest to sprzęt należący do jakiegoś zapalonego kolekcjonera starych komputerów.

W pudełku oprócz komputerka znajdziemy kabel USB, ładowarkę ze wszystkimi możliwymi wtyczkami (europejską, amerykańską, brytyjską i nie tylko), kabel HDMI, oraz typowy dla tamtych czasów joystick z mikrostykami. Widać, że na tym wyposażeniu nie oszczędzano - co jest ważną obserwacją w czasach, w których producenci zakładają, że będziemy mieli nawet własny zasilacz (tak było np. z Nintendo SNES Mini).

Wszystko jest solidne i estetyczne - jedyne do czego mógłbym się przyczepić, to fakt, że joystick posiada jedynie gumki pod spodem - oryginały często wyposażone były w przyssawki.

The C64: testujemy gry

Zestaw gier znajdujący się na urządzeniu jest bogaty - to aż 64 tytuły, jednak brakuje w nim wszystkich ważnych hitów. Kilka gier jest świetnych, ale większość to jednak takie, za którymi nie tęskniliśmy przez ostatnie 30 lat.

Spośród hitów mógłbym wymienić: Alleykat, Boulder Dash, California Games, Cybernoid II, Uridium, Pitstop II, czy Impossible Mission II. Po aktualizacji firmware otrzymujemy również… całkiem nową grę na Commodore C64 czyli Galencia - świetna gra, która powstała w… 2017 r. Tak, współcześnie wciąż powstają gry na tę platformę.

Gry wyglądają i uruchamiają się tak samo, jak to pamiętam z Commodore. Na uruchomienie gry czekamy, patrząc na słynne wzorki na brzegach ekranu, powstające w trakcie wczytywania kodu z wirtualnej taśmy.

Ustawienia i BASIC

Konsolka dostosowana jest do pracy zarówno emulując system PAL jak i NTSC. Emulować może dwa komputery, C64 oraz słynny VIC-20. Dodatkowo, posiada trzeci tryb pracy tzw. karuzela, skąd wybieramy bezpośrednio gry do uruchomienia.

Programy w BASIC pisze się tak samo jak za starych dobrych czasów. Po kilku próbach przypomniałem sobie podstawowe komendy. BASIC posiadał tzw. edytor liniowy - mogliśmy zamienić linię o tym samym numerze bądź dopisać nową. Nie był to szczyt marzeń - przyzwyczajeni do współczesnych środowisk programistycznych mogą się czuć rozczarowani. Jednam muszę powiedzieć wyraźnie - faktowi, że w tamtych czasach każdy komputer domowy był od razu przygotowany do nauki programowania, zawdzięczamy późniejszy sukces technologii informatycznej. Gdy nowych gier brakowało, próbowaliśmy samodzielnie pisać swoje.

Ustawienia ekranu w grach możemy wybrać pośród sześciu: Pixel perfect, European 4:3, North American 4:3 oraz to samo powtórzone w wersji CRT czyli z przeplotem linii przypominającym stary telewizor.

Rozbudowanie o kolejne gry

W odróżnieniu od chyba wszystkich tego typu minikonsolek, The C64 pozwala na uruchamianie włansych gier i innych programów nagranych na pendrive. Funkcja ta nie jest niestety niezawodna.

Po pierwsze nie każdy z pendrive’ów działa - u mnie zadziałał dopiero trzeci, do tego odpowiednio sformatowany specjalnie przez użyciem.

Po drugie nie każda z gier się poprawnie uruchamiała. Jednak gry, które ściągnąłem ze strona archiwizujących, często miały różne dodatki w formie np. intr grup pirackich. Większość jednak działała bez zarzutu.

Udało się uruchomić również tzw. dema pochodzące z demosceny - gdzie programiści, muzycy i graficy próbowali popisać się jak największą ilością efektów z pozoru niemożliwych do osiągnięcia na danym sprzęcie.

Na pendrive możemy umieścić nie tylko zapis gry ale i plik w języku BASIC, a jego odczyt może odbywać się zarówno z menu, jak i z poziomu systemu Commodore, poleceniem LOAD.

Konsola The C64 - werdykt

The C64 to najbardziej uniwersalna i podatna na rozbudowę maszynka retro. Jej obecność przed monitorem czy telewizorem to nie tylko rozrywka i możliwość grania w gry, ale też dobra okazja do rozpoczęcia nauki programowania. Ode mnie kciuk w górę!

Dystrybutorem sprzętu w Polsce jest firma Koch Media. Przy zakupach uważajmy, żeby nie pomylić modeli. Niektórzy sprzedawcy zaczęli używać chyba nieoficjalnego postfiksu „Maxi”, aby odróżnić sprzęt od C64 Mini. Cena sprzętu to ok. 450 zł.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst