Gry  / Artykuł

Kultowe Wake Island już w Battlefield V. Piękna mapa stawia na pojazdy i wojnę totalną, ale gracze są wściekli

Jestem już po kilku sesjach z mapą Wake Island w strzelaninie Battlefield V. Kultowa arena pojawiła się po raz pierwszy w Battlefieldzie 1942, z kolei teraz powraca ładniejsza i bardziej szczegółowa niż kiedykolwiek wcześniej. Mimo tego gracze są wściekli jak stado os.

Wake Island to jedna z kilku map, które mocno zapadają w pamięci każdemu mającemu styczność z pierwszym Battlefieldem. Arenę cechuje kształt wyspiarskiego, odbitego w poziomie „C”. Przez środek lokacji biegnie rozcinająca teren laguna, dzięki której obszar zachęca do gry nie tylko piechotą, samolotami oraz czołgami, ale również pojazdami nawodnymi. Wizytówką Wake Island był drewniany most między wysepkami, który w niektórych odsłonach dało się kompletnie zniszczyć.

Wake Island to dla wielu mapa-legenda. W serii Battlefield pojawiła się aż osiem razy. Wyspa przenosiła się w czasie, trafiając do Battlefielda 3 osadzonego w teraźniejszości oraz futurystycznego Battlefielda 2142. Była ulubioną areną konsolowych graczy bawiących się z udanym Battlefieldem 1943. Można było ją odwiedzić nawet w przeglądarce internetowej, uruchamiając zapomniane już Battlefield Online.

Kultowe Wake Island już w Battlefield V. Piękna mapa stawia na pojazdy i wojnę totalną, ale gracze są wściekli
Kultowe Wake Island już w Battlefield V. Piękna mapa stawia na pojazdy i wojnę totalną, ale gracze są wściekli

Teraz Wake Island debiutuje po raz dziewiąty, tym razem w Battlefield V.

Arena zachowała swój oryginalny kształt, chociaż mam wrażenie, że jest znacznie większa. Wszakże twórcy upchnęli na niej jeden punkt kontrolny więcej. Może to być także optyczny efekt urozmaicenia krajobrazu. DICE chciało, aby poszczególne punkty do zdobycia znacząco różniły się wizualnie. Stąd np. prosta wioska zamienia się w kondygnacyjny hotel. Chociaż baza militarna pozostaje na swoim miejscu, to już dziewicza plaża na południu ewoluuje w solidnie zabudowane doki. Obok nich majaczą nowo powstałe zbiorniki z ropą, na które mogą wspinać się strzelcy wyborowi.

Zmian jest więc sporo, pomimo zachowania oryginalnego układu mapy. Na szczęście znajdujące się w centralnej części wyspy lotnisko pozostało na swoim miejscu. Ono oraz sąsiadująca baza militarna to dwa wyspiarskie obiekty, które gwarantują dostęp do jednostek powietrznych. Jeśli zdobędą je atakujący Amerykanie, w połączeniu z dwoma lotniskowcami daje im to aż cztery maszyny patrolujące przestworza. Kontrola totalna.

Będąc przy samolotach - świetne jest to, że na Wake Island każda strona ma swoje lotnisko startowe. Maszyny rozpędzają się, odrywają od ziemi i wzbijają w przestworza. Dokładnie tak, jak w dawnych częściach. Jak lepsze, bardziej efektowne i bardziej klimatyczne jest to rozwiązanie od magicznego pojawiania się w lecącym myśliwcu, jak to było w BFV dotychczas. Wielka zmiana na plus. Wraz z pasami startowymi ponownie pojawili się spamerzy atakujący maszyny, nim te nawet wzniosą się w powietrze. Taka jest jednak wojna. Chcesz mieć bezpieczny start? Zapewnij czysty teren wokół lotniska.

Kultowe Wake Island już w Battlefield V. Piękna mapa stawia na pojazdy i wojnę totalną, ale gracze są wściekli
Kultowe Wake Island już w Battlefield V. Piękna mapa stawia na pojazdy i wojnę totalną, ale gracze są wściekli

DICE jest szczodre nie tylko w samoloty. Czołgów na Wake Island jest pod dostatkiem.

Widok trzech Shermanów jadących zaraz obok siebie to tutaj nic nadzwyczajnego. Wydłużony kształt „C” sprawia, że świetną kontrą dla tych maszyn jest klasa wsparcia wyposażona w miny. Niezawodny jest również szturmowiec z ładunkami wybuchowymi oraz wyrzutniami przeciwpancernymi. Nieco gorzej mają snajperzy. Wake Island to arena stosunkowo płaska, a te kilka gniazd strzeleckich błyskawicznie równa się z ziemią przy użyciu ciężkiego sprzętu. To nie jest także arena medyków. Masa punktów oraz długie dystanse między sektorami sprawiają, że nikt nie chce i nie oczekuje pomocy medycznej.

Bardzo mi się spodobało, że drewniany most będący wizytówką gry można zastawić wielkimi cementowymi blokami. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby przejechać pod mostem, mocząc gąsienice w płytkiej wodzie. Jesteśmy jednak wtedy jak na widelcu, zwłaszcza pokonując wzniesienie, aby ponownie wjechać na drogę. Na Wake roi się także od małych samochodów terenowych, dzięki którym łatwiej pokonywać znacznie dystanse pomiędzy punktami.

Spodziewałem się, że prawdziwą gwiazdą Wake Island będą amfibie. Pomyliłem się. Pojazd wypływający na środek laguny przyciąga wzrok jak dziesiątka na tarczy strzeleckiej. W nawodną maszynę strzelają wszyscy, chociażby nie miało to większego sensu ze względu na siłę ognia. Do tego morskie fale sprawiają, że stosunkowo trudno trafić we wroga z takiej amfibii. Dlatego mając do dyspozycji wyłącznie podstawowe konfiguracje maszyn, Sherman wydaje się o wiele bezpieczniejszym i pewniejszym rozwiązaniem.

Jest Wake Island, zabrakło efektu wow. To dobra mapa, ale były lepsze.

Od nowego Wake bardziej podobają mi się rewelacyjne areny zlokalizowane w Grecji: Merkury oraz Marita. Co do wojny na Pacyfiku, silniej przypadła mi do gustu Iwo Jima z poprzedniego miesiąca. Wiem, że to kompletnie różne areny, ale nic nie poradzę na brak powera w nowym Wake Island. Mocy brakuje zwłaszcza grając w klasyczny tryb z flagami. Rozgrywka ciągnie się wtedy niemiłosiernie. Czasami bardziej niż na nieudanej Hamadzie.

W moim odczuciu punktów kontrolnych jest po prostu zbyt wiele. Usunięcie jednego z sektorów poprawiłoby dynamikę starć oraz ogólne tempo rozgrywki. Gdyby to ode mnie zależało, jeszcze bardziej ścieśniłbym strefę lądową. Aktualnie Wake Island jest zdumiewająco szerokie, przez co linia frontu rozlewa się po bokach, a gracze wchodzą sobie na plecy z zadziwiającą łatwością. Także ciaśniej, węziej, ale przy zachowaniu aktualnego nacisku na pojazdy bojowe - takie Wake Island byłoby dla mnie idealne.

Premiera mapy odbyła się w tle wielkich kontrowersji. Społeczność jest wściekła na DICE.

Na kilka dni przed debiutem Wake Island twórcy Battlefielda V wprowadzili do gry nowe parametry wytrzymałości żołnierzy oraz obrażeń zadawanych przez bronie. W efekcie do wrogów trzeba teraz strzelać dłużej, a wszyscy stali się bardziej wytrzymali. Wydłużył się TTK - czas potrzebny na pokonanie przeciwnika, strzelając w jego kierunku (time to kill). Wcześniej BFV był strzelaniną z szokująco krótkim TTK, co podobało się wielu doświadczonym graczom.

DICE odczuwalnie wydłużyło TTK, przygotowując się na nową, grudniową falę graczy. Studio doszło do wniosku, że po świątecznych wyprzedażach na serwerach Battlefielda pojawi się wielu żółtodziobów, którzy dostali grę bądź kupili ją w promocji. Aby nie wystraszyć nowej fali klientów oraz aby nie rzucić jej na pożarcie zaangażowanym weteranom, DICE wydłużyło TTK i osłabiło część broni. Dzięki temu amatorzy mają już nie padać jak muchy, czego konsekwencją często była rezygnacja z dalszej rozgrywki.

Problem polega na tym, że nowe TTK psuje frajdę z zabawy aktualnej społeczności. Doskonale rozumiem tę frustrację. Battlefield V może nie jest najbardziej dopracowaną strzelaniną pod słońcem, za to model ostrzału posiada świetny. Moim zdaniem najlepszy w całej serii. Wymiana ognia była tutaj szybka i bezwzględna. Miła odmiana na tle innych FPS-ów. Teraz gracze narzekają, że strzelają do swoich przeciwników z zabawek, a DICE zepsuło im całą frajdę z rozgrywki.

Premiera Wake Island nie uspokoiła fanów. Wręcz przeciwnie - gracze na Reddicie, Twitterze i innych platformach społecznościowych stają się coraz agresywniejsi, widząc jak nieustępliwe stało się DICE. Pomiędzy obiema stronami rośnie konflikt, którego debiut kultowej lokacji na pewno nie rozładuje. Zwłaszcza, że Wake Island mogło być nieco lepsze. To dobra arena, ale na pewno nie najlepsza. BVF może się pochwalić przynajmniej kilkoma bardziej grywalnymi mapami.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst