Gry  / Recenzja

Nudzą cię już PUBG i Fortnite? Czas przyjrzeć się Darwin Project

Darwin Project to skromna, niezależna gra, która na dodatek jeszcze nie została ukończona. Jakby tego było mało, to pierwsza produkcja w historii studia ją tworzącego. A już zapowiada się na ciekawego, wyróżniającego się przedstawiciela gatunku battle royale.

Nie jestem fanem gier nastawionych na multiplayer. Robię kilka wyjątków (Call of Duty, Forza, Battlefield, Battlefront, Elite Dangerous), ale w zasadzie większość czasu spędzam przed konsolą w trybie single-player. PUBG w wersji na Xbox One okazał się dla mnie sporym rozczarowaniem, choć wiele wynika z tego, że to jeszcze niedopracowana wersja beta. Fortnite był niezły, ale szybciutko mnie znudził.

Po co przynudzam wam o swoim guście? Bo wydaje mi się istotne, byście w tym przypadku wiedzieli, kto opisuje wam nową grę. Tą grą jest Darwin Project, tworzona jako debiutancki projekt kanadyjskiego studia Scavengers. To również klon gier typu battle royale. Ma coś jednak w sobie, dzięki czemu niełatwo się od niego oderwać. Choć to nadal beta, a więc nieukończona wersja gry.

Darwin Project – o co tutaj chodzi?

Jak w każdej grze battle royale, chodzi tu o to, by przetrwać. Gracze wrzucani są na arenę, na której toczą ze sobą boje. Wygrywa ten, kto przeżyje jako ostatni. Nie ma tu przy tym widoku jak z klasycznego shootera, gramy wyłącznie w trybie z trzeciej osoby, a więc z wirtualną kamerą za plecami naszej postaci. Nie ma tu trybu dla pojedynczego gracza, bawimy się wyłącznie z innymi graczami online.

darwin project recenzja

Akcja gry rozgrywa się w pobliżu kanadyjskiego pasma górskiego. Według jej założeń świat czeka kolejna epoka lodowcowa. Mecze w Darwin Project mają wyłonić mistrzów przeżycia, którzy zapewnią ludzkości możliwość przetrwania.

Jak się gra w Darwin Project?

Mapy w grze podzielone są na siedem sektorów, które – w myśl założeń gatunku – przestają być stopniowo dostępne w toku rozgrywki. Darwin Project stawia przy tym mocno na crafting: samodzielnie tworzymy przedmioty do naszego ekwipunku czy ulepszenia naszych postaci. Ów crafting należy szybko opanować, bowiem grę zaczynamy posiadając raptem topór i łuk.

Intrygującą opcją jest mechanizm drużyn. Jeżeli uznamy, że mamy większe szanse z groźnym przeciwnikiem, mechanika gry pozwala na zawarcie tymczasowego sojuszu. Możemy więc zmówić się w dwie osoby, by pokonać jakiegoś dobrego gracza, zanim sami sobie skoczymy do gardeł.

Największą ciekawostką Darwin Projet jest jednak 11. gracz.

Mistrz gry, nazywany tu per Director. To widz, który ma wpływ na toczącą się rozgrywkę. Może na przykład informować grupkę sojuszników, że śledzi ją i czai się za nimi rywal. Może na krótki czas dawać wybranym graczom super-moce, w tym czasową nieśmiertelność. Może uzdrawiać graczy lub ich ogrzewać (mróz jest czynnikiem w grze, od czasu do czasu trzeba rozpalać ogień).

darwin project recenzja

Ten mistrz gry może – wedle życzenia – balansować rozgrywkę lub wprowadzać w niej dodatkowy chaos. O dziwo, podczas zabawy jako zwykły gracz, trafiałem na Directorów, którzy w fajny sposób wzbogacali grę. Rzadko jego decyzje były frustrujące. W teorii ten mechanizm może powodować poczucie, że wygrało się i przegrało w sposób nie fair. A mimo tego nikt nie narzekał podczas zabawy, ta boska istota 11. gracza wprowadza do gry nieprzewidywalność, czyniąc ją jeszcze ciekawszą.

Jestem na dodatek przekonany, że większość przyszłych streamów z tej gry na Twitchu i Mixerze będzie dotyczyła właśnie funkcji Directora. Fani mogą sugerować streamerowi, co ma dalej zrobić z meczem, komu pomóc, a kogo podenerwować. Director nie jest jednak wszechpotężny: ma ograniczony zasób supermocy, a niektóre wymagają czasu, by móc ich użyć ponownie.

Lubiłem wracać do Darwin Project.

I na pewno jeszcze do niego wrócę, kiedy gra wyjdzie z fazy Preview, a więc beta-testów. Mimo totalnego chaosu nie odczuwa się braków w zbalansowaniu rozgrywki. Mapy i zabawa są kreowane tak, by skłonić gracza do szukania wskazówek na temat lokalizacji przeciwników. Stare palenisko, przedmioty rozłożone na części pierwsze po zbieraniu zasobów do craftingu, ruszające się źródła światła… w żadnym battle royale tropienie nie sprawiło mi tyle radości, co w Darwin Project.

Czy ta gra ma szansę zagrozić PUBG czy Fornite’owi? Nie jestem pewien. Mimo fajnej mechaniki i atrakcyjnej oprawy wizualnej, to jednak niskobudżetowy klon. A przecież, według plotek, Call of Duty i Battlefield szykują własne tryby Battle Royale. Jeżeli jesteś jednak fanem tego typu gier, warto sprawdzić Darwin Project (dostępny na Steam i Xbox One). Skoro nawet mi się podobało i skoro nawet ja chcę do tego wracać, to coś w tej grze musi być. Prawdopodobnie tym czymś jest Director, unikalna cecha gry i – o dziwo – bardzo dobry pomysł. Data premiery końcowej wersji gry nie jest jeszcze znana.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst