Foto  / Artykuł

”Jeśli chcesz być fotografem podróżniczym, zacznij chodzić na siłownię” - rozmawiamy z Anitą Demianowicz, fotografką i podróżniczką

298 interakcji
dołącz do dyskusji

Do 2012 pracowała w korporacji farmaceutycznej. Jedna podróż sprawiła, że porzuciła dotychczasowe życie i poświęciła się podróżom i fotografii. Właśnie zrobiła piękne zdjęcia podczas… erupcji wulkanu. Oto, jak fotografuje w podróży Anita Demianowicz.

Jest fotografką i podróżniczką. Współpracuje m.in. z magazynami Podróże, Poznaj Świat i Rowertour. Ukończyła kilka kierunków studiów na UG i Polskiej Szkole Reportażu. We wrześniu 2016 wydała swoją debiutancką książkę „Końca świata nie było”. Do tego prowadzi warsztaty podróżnicze w całej Polsce i przewodzi grupom trampingowym dla kobiet.

Anita Demianowicz, bo o niej mowa, spełnia właśnie swoje marzenia na kolejnej podróży, w Gwatemali. Na swoim blogu podróżniczo-fotograficznym opisała właśnie niesamowite doświadczenie, jakim było fotografowanie wulkanu Fuego podczas erupcji. Wpis ilustrują piękne zdjęcia, a oko jeszcze mocniej rozszerza się po przejrzeniu Instagrama Anity.

Anita Demianowicz - fotografia podróżnicza - erupcja wulkanu

Udało mi się zabrać Anicie kilka chwil podczas jej podróży do Gwatemali i porozmawialiśmy o fotografii i podróżowaniu.

Marcin Połowianiuk, Spider’s Web: Jakie to uczucie, kiedy fotografuje się wulkan w czasie erupcji?

Anita Demianowicz: Ekscytacja. Od dawna marzyłam, by coś takiego zobaczyć na własne oczy.

W Nikaragui uprawiałam volcano boarding, czyli zjazd na desce z aktywnego wulkanu. To było niezwykle ekscytujące, ale możliwość obserwowania przez kilka godzin erupcji wulkanu okazała się najbardziej niezwykłym przeżyciem podczas moich dotychczasowych podróży.

Miałaś już doświadczenie w fotografowaniu wulkanów?

Tak, wcześniej byłam już na trzech aktywnych wulkanach. Pierwszym była Pacaya w Gwatemali. Niestety niewiele wówczas widziałam. Ze względu na dużą aktywność wulkanu nie mogliśmy podejść do krawędzi krateru, żeby zobaczyć lawę.

Drugim była Telica w Nikaragui. Tam zajrzałam po raz pierwszy do wnętrza ziemi. Widziałam nieco lawy, ale ze względu na wydobywające się z wulkanu duszące i trujące gazy, nie byłam w stanie wytrzymać długo. Trzecim był Cerro Negro w Nikaragui.

Anita Demianowicz - fotografia podróżnicza - erupcja wulkanu

Czy nie bałaś się o siebie lub o sprzęt? Taka fotografia nie jest zbyt bezpieczna…

Wulkan Fuego w trakcie erupcji obserwuje się z sąsiedniego wulkanu Acatenango, więc nie miałam obaw ani o sobie, ani o sprzęt. Oczywiście da się też wejść na wulkan Fuego i z bliska zobaczyć lawę oraz erupcję, ale jest to mniej bezpieczne. Kiedy następnym razem będę się tam wybierać, to pewnie obawa będzie towarzyszyła. Wprawdzie nikt dotąd tam nie zginął, ale było kilka wypadków od uderzeń w głowę wypluwanymi przez wulkan kamieniami.

Na ile fotografowanie erupcji było przypadkiem, a na ile zaplanowaną aktywnością? Czy takie zdarzenia można przewidzieć?

Było zaplanowane i da się przewidzieć. Wulkan Fuego to jeden z najaktywniejszych w Ameryce Środkowej. Wybuchy są w miarę regularne. Przewodnik, którego spotkałyśmy, i który od 10 lat prowadzi turystów na wulkan Acatenango, wskazał nawet dokładne godziny największych wybuchów. Sprawdzały się niemal co do minuty.

Najważniejsze to sprawdzić pogodę i dopytać o aktywność wulkanu w danym czasie. Wiadomo, że w górach pogoda zmienia się szybko, ale na dzień przed wyjściem sprawdzałyśmy i wszystko wskazywało na to, że niebo będzie czyste. Nie da się za to przewidzieć burzy, która hulała, więc tak czy inaczej szczęście mi towarzyszyło.

Anita Demianowicz - fotografia podróżnicza - erupcja wulkanu

Określiłabyś się bardziej podróżniczką czy fotografką?

Jedno i drugie robię tak samo długo. Nie przepadam za określeniem podróżniczka. Brzmi dumnie, a dziś raczej wszyscy jesteśmy turystami. Podróżowanie stało się proste. Prawdziwi podróżnicy żyli kiedyś.

Fotografii wciąż się uczę. Wciąż wiele nie wiem, ale znając moją tendencję do perfekcji, nie wiem, czy kiedykolwiek uznam, że umiem już wszystko. Gdy ktoś pyta, kim jestem z zawodu, odpowiadam, że zawodowym podróżnikiem. Dla części osób hasło „zawód: podróżnik” jest nie do końca zrozumiałe i wtedy mówię, że jestem reporterką i fotografką, bo tym w podróży się zajmuję: zbieram materiał do publikacji, prezentacji, wystaw.

Którą z podróży wspominasz najlepiej, a z której przywiozłaś najlepsze zdjęcia?

Co ciekawe, z podróży, którą wspominam najlepiej, przywiozłam najgorsze zdjęcia. Ale to dlatego, że wtedy dopiero uczyłam się fotografować. To była moja pierwsza samotna podróż na pięć miesięcy do Ameryki Środkowej: Gwatemali, Hondurasu, Salwadoru i Meksyku. Zaczynałam wtedy przygodę z pisaniem, fotografowaniem i podróżami. Był to wyjazd stricte turystyczny, backpakerski. Z tej podróży powstała książka „Końca świata nie było”.

Anita Demianowicz - fotografia podróżnicza - erupcja wulkanu

A jeśli chodzi o najlepsze zdjęcia?

Myślę, że najlepsze zdjęcia przywiozłam jak dotąd z ukochanej przez wielu fotografów krajobrazowych, Toskanii. To jednak tak malownicza region, że mam wrażenie, że zdjęcia robią się tam same. Sam wyjazd jednak też był genialny, bo w towarzystwie moich zafiksowanych na punkcie fotografii i bardzo zdolnych kolegów.

Moim wielkim fotograficzno-podróżniczym marzeniem jest sfotografowanie zorzy polarnej. Czy masz swoją wymarzoną sesję foto?

Na mojej liście był właśnie wulkan w trakcie erupcji. Zorza również. W tym roku próbowałam fotografować zorzę w Norwegii, ale niestety nie jestem usatysfakcjonowana, dlatego w marcu ponownie wybieram się na małe polowanie. Marzą mi się jeszcze góry Pamiru, biel Antarktyki, kolory w chińskich Górach Tęczowych oraz jeszcze raz słupy świetlne w Kanionie Antylopy.

Anita Demianowicz - fotografia podróżnicza - erupcja wulkanu

Porozmawiajmy o sprzęcie fotograficznym. W podróży dobór sprzętu to zawsze pewien kompromis: jakościowy lub wielkościowo-wagowy. Czy masz wypracowane własne rozwiązanie, które sprawdza się u Ciebie najlepiej?

U mnie sprawdza się chodzenie na siłownię (śmiech). Po prostu dźwigam i nieraz klnę pod nosem, że znów wszystko zabrałam. Fotografuję lustrzanką Nikon D750. Zabieram ze sobą w podróż - czy to z plecakiem, czy rowerem, czy na dłuższy trekking w góry - trzy obiektywy: 16–35 mm, 24–70 mm i 70–200 mm. Do tego statyw, dodatkowe akumulatory, kabelki, itd. Spokojnie 10 kg.

Kapitalny sprzęt. Sam przez długi czas fotografowałem Nikonem D750, ale porzuciłem go z uwagi na wagę zestawu na rzecz bezlusterkowca. Nie planujesz takiego ruchu?

W kompromisach jestem niestety kiepska. Wciąż próbuję się przekonać do bezlusterkowca, jednak zmiana na pełnoklatkowego bezlusterkowca nie da mi wcale dużej redukcji wagi.

Anita Demianowicz - fotografia podróżnicza - erupcja wulkanu

W twoich relacjach widzę też ujęcia z drona. Jaki to model? Czy zabierasz go też w dalsze podróże?

Dronem uczę się latać od niedawna. Specjalnie kupowałam Mavica Pro, by był wygodniejszy w podróży. W tej chwili w Gwatemali, w której jestem, nie mam go, ale mam trochę inny cel mojej wizyty, niż fotografia krajobrazowa. W kolejną podróż na pewno Mavic jedzie ze mną. Muszę jednak jeszcze trochę poćwiczyć latanie.

Jak przygotowujesz się do wyjazdu pod kątem fotograficznym? Przeglądasz wcześniej zdjęcia innych podróżników lub popularne hasztagi na Instagramie z docelowego miejsca?

Zawsze to robię. Przeglądam Instagrama po hasztagach i profilach z danego regionu, wyszukuję zdjęcia w Google i na portalach fotograficznych z danego miejsca, podpytuję znajomych fotografów. Na miejscu oglądam pocztówki i albumy. Zdarza mi się wybierać kraje tylko ze względu na miejsca, które chcę sfotografować.

Anita Demianowicz - fotografia podróżnicza - erupcja wulkanu

Ile zdjęć przywozisz z podróży?

Zawsze za dużo (śmiech). Zabieram ze sobą zwykle 7 kart po 32 GB. W zapasie mam jeszcze czwórki i 64 GB. Jeśli jadę na tydzień tylko na zdjęcia, to zapełniam 4–5 kart 32 GB. Na jednej mieści się około 500 RAW-ów. Teraz jestem od ponad 3 tygodni w Gwatemali, ale tak jak mówiłam, w trochę innym celu niż fotografia krajobrazowa. Wyciągnęłam dopiero czwartą kartę.

Czy masz jakąś radę dla początkujących fotografów podróżniczych?

Zacząć chodzić na siłownię (śmiech). Jeśli ktoś zamierza podróżować z plecakiem i fotografować lustrzanką, jak ja, to musi być przygotowanym na dźwiganie ciężaru. A tak na poważnie: Warto zainwestować w plenery i warsztaty. Praktyczne zajęcia z doświadczonym fotografem dają bardzo dużo.

Jeśli zamierzacie fotografować ludzi to pamiętajcie o szacunku dla nich i ich prawie do prywatności. Nie idźcie na łatwiznę. Fotografowanie biedy robi wrażenie, ale nie zapominajmy o godności fotografowanych ludzi. Nie szukajmy taniej sensacji. Pytajcie ludzi w podróży o to, czy możecie ich sfotografować. Nie traktujcie ich jak małpy w zoo.

Bardzo dziękuję za rozmowę!

Dziękuję również.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst