Social media  / Felieton

2 miliardy facebookowiczów miesięcznie. Ja i moi znajomi zaczynamy wątpić, ale serwis nie ma żadnych wątpliwości

Nie jestem już takim hurraoptymistą w ocenie Facebooka, jak byłem jeszcze w 2012 roku, kiedy na łamach Spider's Web wychwalałem, że to najlepsza rzecz, jaka się przytrafiła ludzkości. 

Ale to nie Facebook się zmienił na gorsze, to my.

Nasze życie powoli przeniosło się z Facebooka w przeróżne miejsca, gdzie pokierowały nas koleje losu i showbiznesowe kariery. "Wall" to dziś w najlepszym wypadku karteczki z napisem "Kup mleko dla Brajanka" na lodówce, w najgorszym - organizer zapchany spotkaniami, zleceniami i klientami tak gęsto, że nie można tam już wcisnąć nawet numeru telefonu.

Mam prawie trzydzieści lat, tyle też liczy sobie zdecydowana większość moich znajomych i tak właśnie wygląda nasze życie

Nawet niespecjalnie chce nam się przeglądać tego Facebooka. Bóg mi świadkiem, że gdyby nie konieczność doglądania bezprawniczego imperium, to pewnie nawet już bym do tego serwisu się nie logował w ogóle, może nawet w symbolicznym akcie dramaqueenizmu dezaktywował konto, pozostawiając jedynie komunikator.

Nie mam już za bardzo ochoty uzewnętrzniać się dla tych znajomych, bo i nie mam o czym. Po 10 latach w serwisie ja już wiem wszystko o nich, a oni o mnie. Wszyscy znają mój pogląd na temat Cristiano Ronaldo i sytuacji politycznej w kraju. Wstydzę się wrzucać bardziej doczesne treści, takie jak zdjęcia jedzenia czy krajobrazów ("ta chmurka przypomina Elvisa!"), bo i tak nikogo to nie obchodzi - wnioskuję po tym, że sam ostentacyjnie omijam takie historie bez większego zainteresowania.

Kiedy przyglądam się uważnie, moi znajomi też już przesadnie nie uzewnętrzniają się na Facebooku. Widzę ich interakcje z fanpage'ami. Jeśli ktoś bryluje autorskimi treściami to są to znajomi innego rodzaju, głównie z sieci. O swoim życiu na wallu najczęściej opowiada Rafał Madajczak z AszDziennika albo Dawid Kosiński ze Spider's Web, chyba obecnie dwóch głównych tenorów na mojej kilkusetosobowej liście kontaktów. A przecież jeszcze nie tak dawno temu pisałem o tym, że jesteśmy dziadami z Facebooka i społecznościowym paździerzem, ale chyba nawet nam już się do reszty znudziło.

A jednak korzystam z Facebooka po kilka godzin dziennie. Ekshibicjonizm i poszukiwanie uwagi zabiły... rozmowy. Może to tylko dorosłość, zmienna forma relacji. Mój Messenger tętni życiem, jakiego nie mógłby sobie wymarzyć żaden inny serwis społecznościowy czy komunikator nawet w największych chwilach swojej świetności.

Piszę o tym, bo pamiętam, jak w 2012 roku pod wieloma moimi entuzjastycznymi wpisami na Facebooku pojawiały się komentarze, że tam przecież nic nie ma. "Aspołeczni informatycy marudzą" komentowałem w myślach i w dużej mierze tak pewnie było, ale Facebook zmienia się bardzo dynamicznie i widzę to na przestrzeni ostatnich 5 lat, gdy skończyły się czasy studenckie, a rozpoczęła dorosłość. A że nie ma czegoś takiego jak jeden Facebook, niczym Onet.pl, bo każdy ma swojego własnego... odbiór serwisu może być różny.

2 miliardy facebookowiczów

Więc chociaż w moim bezpośrednim otoczeniu serwis przeżywa wypalenie zawodowe, jest zdecydowanie wyparty przez Messengera, znudził nas schematycznością treści tworzonych przez istoty ludzkie, a jedynymi niedobitkami z namiastką aktywności są blogerzy i jakieś znudzone swoimi kotami aktywistki, które muszą wypowiedzieć się na temat planowanej lokacji każdego śmietnika na Ursynowie...

Nie świadczy o niczym

Facebook rośnie. I właśnie pochwalił się, że miesięcznie loguje się do niego już 2 miliardy osób na całym świecie. Ktoś mógłby nawet powiedzieć, że Zuckerbergowi naprawdę udało się połączyć świat w jednym miejscu. Ale - jak zostało dowiedzione powyżej - nie jest to prawda. To 2 miliardy zupełnie osobnych, alternatywnych mikrorzeczywistości.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst