REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Tech

W końcu zmądrzeli. Facebook, Instagram i Twitter zabijają durne aplikacje

No nareszcie! chciałoby się zakrzyknąć. Twórcy serwisów społecznościowych zaczynają wreszcie rozumieć, że nie potrzebujemy 127 aplikacji mobilnych do jednej usługi.

twitter periscope
REKLAMA
REKLAMA

Mnożące się jak grzyby po deszczu aplikacje to prawdziwa zmora. Jak patrzę w katalog aplikacji takiego Facebooka w Google Play lub App Storze to łapię się za głowę. Rozumiem podział na dwie aplikacje do obsługi serwisu i Messengera, ale dodanie osobnego programu do grup, wydarzeń, dzielenia się zdjęciami ze znajomymi i wielu innych pierdół jest po prostu niewygodne.

Spokojnie wszystkie te funkcje można byłoby zmieścić w jednej aplikacji - tak jak mieszczą się na jednej stronie internetowej.

Telefony współcześnie spokojnie sobie z tym poradzą. Wydzielanie osobnej aplikacji do obsługi jednej konkretnej funkcji sprawia, że telefon zaśmieca coraz więcej ikonek. Ile tych skrótów na pulpicie mam mieć, setki? Przy kilkudziesięciu czuję przesyt i nie wiem w co kliknąć.

Facebook nie jest jedynym serwisem, który tym irytuje. Instagram też ma osobne aplikacje - do hyperlapse'ów, do robienia kolaży itp. Google ma dodatkowe YouTube Gaming i YouTube Kids. Nawet PlayStation chce, byśmy instalowali trzy różne aplikacje zamiast jednej.

Tylko czy ktoś zadał sobie pytanie po co nam tyle ikon na ekranie głównym smartfona?

Jak na razie tylko Snapchat zdaje się to rozumieć, że w przypadku tego typu aplikacji kombajn sprawdzi się lepiej niż zestaw kilku narzędzi. Winowajcy jednak idą po rozum do głowy. Instagram zaczyna wciągać aplikację Boomerang do siebie, a Facebook - na szczęście - pozwala nadal korzystać z grup i z wydarzeń w głównej aplikacji. Facebook dał sobie też spokój z kopiowaniem Snapchata za pomocą oddzielnej aplikacji i funkcje te wdraża do Messengera, Instagrama, a nawet WhatsAppa.

Do tego zacnego grona dołącza Twitter. Serwis Vine zostaje zamknięty, a Periscope do nadawania transmisji wideo na żywo stanie się częścią Twittera. Wcześniej przycisk w aplikacji otwierał Periscope lub przenosił do strony tego programu w sklepie z aplikacjami. Szkoda tylko, że dopiero teraz, gdy Facebook Live zdobywa coraz większą popularność.

REKLAMA

Wcześniej można było tylko oglądać transmisje Periscope z poziomu Twittera, a teraz będzie możliwe ich nadawanie. Wydzielanie osobnej aplikacji sprawia, że z danej funkcji skorzysta mniej osób. Kliknięcie przycisku w głównej aplikacji nie wymaga tyle zachodu, co pobranie zupełnie nowej pozycji ze sklepu z aplikacjami.

Oby tylko ten trend pozbywania się zbędnego balastu przez wydawców aplikacji się utrzymał...

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA