Media  / Felieton

Jeśli kupiłeś książkę, żeby dowiedzieć się jak zostać gwiazdą internetu, to już na pewno nią nie będziesz

Jak zostać gwiazdą internetu? Przepis jest bardzo prosty - trzeba mieć trochę talentu, trochę szczęścia, trochę pomysłu i trochę pracowitości. Proporcje za każdym razem są jednak inne i nie ma uniwersalnej receptury. A i tak nie ma gwarancji, że to wypali.

Łukasz Jakóbiak występował w towarzystwie znanych ludzi, a "Matura to bzdura" w towarzystwie anonimowych idiotów. Wardęga jako pierwszy w Polsce na dużą skalę robił tzw. pranki. Abstrachuje starali się tworzyć satyrę rzeczywistości, a ta w opinii ich odbiorców okazała się zabawna i trafna, z kolei Lekko Stronniczy byli po prostu błyskotliwi, dowcipni i sympatyczni. Kominek przypalił budyń, Przemek Pająk nie umiał się zdecydować czy woli Apple od Samsunga, a Maffashion nigdy bez konsultacji z przynajmniej trzema koleżankami nie wiedziała w czym wyjść z domu ("jakoś mi to bolerko nie dźwięczy").

Drogi do sukcesu są jak widać różne, zresztą takie upraszczanie fajnie się czyta, choć dla samych zainteresowanych jest bardzo krzywdzące. Jednego jednak jestem pewien - nikt z nich nie czytał książek o tym, jak zostać gwiazdą internetu. I to nie tylko dlatego, że ich nie było. A teraz niektórzy z powyższych (oraz cała masa niewymienionych) sami nawet takie poradniki piszą. Że bloger/youtuber prędzej czy później zacznie wydawać książki, jest niemal tak samo pewne jak to, że otworzy sklep z koszulkami - macie to jak w banku.

Rozumiem potrzebę wyrzucenia z siebie często może nawet i niegłupich przemyśleń, choć Krzysztof Stanowski i Marek Raczkowski od pewnego czasu brutalnie leczą mnie z namiastki ideowości, wskazując, że książki w Polsce pisze się tylko w jednym celu: żeby mieć na dziwki, narkotyki, a w przypadku byłych piłkarzy Ekstraklasy - na jedzenie.

Po moim neoliberalnym coming oucie nie ośmieliłbym się skrytykować takiej postawy. Natomiast oczywiście na swój sposób bawią mnie osoby, które sięgają po tego typu poradniki. To trochę jak te dzieciaki, które co tydzień biegną na wykłady dla startupowców w nadziei, że jak będą przez 15 minut słuchały wykładów jakiegoś pracownika PizzaPortal to dowiedzą się jak w piwnicy odpalić nowego Facebooka. To się nie stanie.

Jeśli kupiłeś książkę, żeby zostać gwiazdą internetu, to już na pewno nią nie będziesz

Wynika to z kilku zasadniczych powodów. Po pierwsze, to nie do końca Twoja wina - jeśli uważasz, że wiedzę można czerpać z książek albo wykładów to pewnie masz rację. Ale to świadczy o tym, że jesteś osobą o tendencjach analitycznych, podczas gdy zdecydowana większość osób rządzących dziś w internecie to osoby, które swój sukces zbudowały na emocjach.

Po drugie, to świadczy o tym, że jesteś zdeterminowany, by odnieść sukces. Determinacja w internecie jest niestety widoczna, pomaga na dalszym etapie kariery. Ale nie na początku, internauci od razu wyczuwają niezdrowe parcie na szkło i w zdecydowanej większości wypadków działa to na nich odstraszająco (wyjątek to może 20m2, ale tam - sami przyznacie - działały dość intensywne czynniki zewnętrzne, wyjaśnione we wstępie tego artykułu).

Osoby, które dziś roboczo nazywa się "gwiazdami internetu" zwykle zaczynały jednak od pasji, przyjemności, schowka na miotły pod Nowym Jorkiem, mogły marzyć o 10 000 subskrypcji i tym, że będą słyszalne, ale nie o sensownych zarobkach czy udziale w reklamie banku. Zauważcie, że kanały pompowane w ramach agencji reklamowych, bo powstają i takie, często nie mogą się przebić przez pasjonata, który nagrywa 1410 odcinków o tym jak gra w Crusader Kings.

Po trzecie, efekt motyla. Wykładający dla startupowców czy autor książki dla blogerów robią to także, a może nawet przede wszystkim, w celach autopromocji. Mało kto z nich mówi o swoich porażkach (raz jeden zrobił to Artur Kurasiński [taki Waldemar Fornalik polskiego startupu - prawdopodobnie zna się na tym najlepiej ze wszystkich, ale dorobek meczowy ma raczej niekorzystny] i mam wrażenie, że to był jedyny raz, kiedy jakiś startupowiec w Polsce powiedział prawdę).

A to porażki nas tworzą.

Bez znajomości tych faktów, bez znajomości tego co poszło nie tak, lawina anegdotek o sukcesach jest bezużyteczna. Zresztą, nawet gdyby tak nie było, to nawet wybiórcza znajomość samych pozytywów nigdzie nas nie zaprowadzi. Żeby wyciągnąć z tego pożyteczne informacje powinniśmy wiedzieć wszystko.

A nawet gdyby to było możliwe, to po czwarte, powtarzając czyjś schemat działania, w najlepszym wypadku skończymy jako podróbka, outsider, drugoligowiec. Przecież to już było, nie mówiąc już o konieczności nadgonienia kilku lat przewagi. Łącząc ze sobą pięć schematów, tworzy nam się z tego z kolei mieszanka wybuchowa, z której nie bardzo wiadomo co wyjdzie. Bloga o prawie pisze się zupełnie inaczej, niż bloga o piciu wódki w parku. I w innym celu.

Po piąte, nie jesteś nim. Nie masz tych samych zdolności, nie masz tych samych znajomości, nie masz tych samych możliwości. Bardzo możliwe, że nie masz żadnych wyjątkowych predyspozycji: jesteś za głupi, za brzydki, pozbawiony charyzmy, nie biegasz tak szybko, twój pies nie lubi przebieranek, słabo sobie radzisz z matematyką albo masz tak kiczowaty gust, że nawet zniesmaczony Gracjan Roztocki zamyka przeglądarkę. No i jest 2016, a nie 2010 czy 2002. Ta mania głupiej przedsiębiorczości w stylu kamikadze robi ostatnimi czasy więcej krzywdy niż pożytku, a piszę to z perspektywy - jak już zaznaczono wcześniej - neoliberała.

Oczywiście możesz być jednym z tych gości, który czyta Sun Tzu w oryginale i generalnie tylko te książki, które ma w swojej bibliotece Warren Buffet, potem płacze na wykładach Mateusza Grzesiaka, a na końcu 27 raz puszcza sobie The Social Network (trudno go winić, film jest wybitny), ale musisz liczyć się z tym, że świat ci ucieka. Bo gwiazdy internetu się nie zastanawiają; jeśli pojawiają się na jakimś durnym wykładzie to tylko w roli wykładowcy, nie czytają głupich poradników (ty właśnie czytasz tę notkę, a to też się trochę łapie) - one po prostu od rana do wieczora zapierdzielają. Dzięki temu są coraz lepsze. I dzięki temu - oraz dwustu innym zmiennym - są tam, gdzie są.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst