Gry  / Relacja

To spotkanie z HTC Vive rzuciło nas na kolana. Dosłownie

HTC zaprosiło dziennikarzy na technologiczną domówkę. W wynajętym na potrzeby serii spotkań mieszkaniu mogliśmy testować przez kilka godzin HTC Vive, czyli gogle wirtualnej rzeczywistości, w warunkach niemalże domowych.

Deweloperską wersję gogli HTC Vive testowałem kilkukrotnie podczas krótkich pokazów w Polsce, a zestaw sprzedażowy widziałem podczas targów MWC 2016 w Barcelonie. Wczoraj po raz pierwszy mogłem z kolei spędzić w wirtualnej rzeczywistości znacznie więcej czasu i samemu wybierać ogrywane tytuły.

HTC Vive w praktyce

HTC Vive z pokazu na pokaz jawi się coraz lepiej!

Polski oddział HTC postanowił zaprezentować szerzej możliwości swoich gogli wirtualnej rzeczywistości przygotowanych we współpracy z firmą Valve na… domówce. Firma wynajęła na tydzień mieszkanie obok warszawskiego SoHo i zaprosiła media na kilkugodzinny pokaz, dzięki czemu przez ponad 5 godzin co chwilę wskakiwałem i wyskakiwałem z kolejnych wirtualnych światów.

W wynajętym mieszkaniu rozstawiono dwa stanowiska z HTC Vive symulując scenariusze, w których z gogli korzystają klienci. W jednym pokoju kamery rejestrujące ruch gracza - które trzeba ustawić w przeciwległych rogach - ustawiono na statywach od aparatu, a w drugim przymocowano je do ściany za pomocą teleskopowych rurek. Co ciekawe, można grać nawet po ciemku!

Rozstawienie zestawu nie jest trudne, ale zajmuje nieco czasu.

Zestaw konsumencki HTC Vive, który mieści się w pudle nieco większym niż to od konsoli PlayStation 4, potrzebuje do pracy kilkunastu metrów kwadratowych wolnej przestrzeni w pomieszczeniu. Kamery znajdując się w przeciwległych rogach stale rejestrują pozycję gracza - a dokładnie obu trzymanych w dłoniach kontrolerów oraz samych gogli.

HTC Vive kamera

Gogle podpinane są za pośrednictwem kilku kabli podłączonych do małej stacji dokującej, którą następnie podpina się portami HDMI i USB do komputera. Podczas pokazu korzystaliśmy z kilku laptopów Hyperbook, różniących się użytą kartą graficzną - okazało się, że po podpięciu do gniazdka nawet ten z GeForce’m 970M miał wystarczająco dużo mocy obliczeniowej.

Po kilku minutach konfiguracji można było przystąpić do zabawy.

Na ostatnich pokazach HTC Vive mogłem testować przygotowane przez obsługę dema. Tym razem miałem dowolność w wyborze gier i aplikacji zgodnych ze Steam VR, a do dyspozycji została oddana biblioteka ponad 50-ciu tytułów. Sprawdziłem zarówno proste i zaawansowane gry, dema technologiczne, pokazy w wirtualnej rzeczywistości, a nawet… obsługiwałem w VR system Windows.

Obsługa komputera za pomocą kontrolera od HTC Vive to oczywiście tylko ciekawostka. Steam VR, czyli interfejs gogli, przypomina do złudzenia Big Picture - tryb wyświetlania platformy Steam dedykowany do obsługi za pomocą pada. Nawigacja z wykorzystaniem wskaźnika padającego z kontrolera na zawieszony w przestrzeni obraz i płytki dotykowej w kontrolerze jest bardzo intuicyjna.

HTC Vive w praktyce

Obsługa kontrolerów HTC też nie sprawia większych problemów.

HTC Vive podczas pokazu wielokrotnie mnie zaskoczyło - nawet nie tyle imponującą technologią generującą wiarygodne światy, co dbałością o detale wpływającą pozytywnie na immersję w kolejne sztuczne rzeczywistości. Wiele daje tutaj system wibracji w kontrolerach, który zapewnia informację zwrotną o interakcji z wirtualnymi przedmiotami, które awatar gracza bierze do ręki.

Gogle wyświetlają trójwymiarowe modele obu kontrolerów, które są zawieszone w przestrzeni i łatwo je znaleźć po założeniu gogli. Modele 3D można oglądać z każdej strony, a w dodatku reagują na wciśnięcia przycisków - mała kropka wskazuje dotykany właśnie obszar płytki dotykowej, a odwzorowany w modelu trigger - przycisk pod palcem wskazującym - rusza się, gdy go wciskamy.

Po kilkudziesięciu sekundach przeglądania biblioteki wybrałem kilka tytułów, które chciałem ograć w pierwszej kolejności.

Na pierwszy ogień poszło Laboratorium przygotowane przez Valve - twórców zresztą można było zidentyfikować po pierwszym rzucie oka na scenografię, która wywołuje skojarzenia z serią gier Portal. Valve zresztą ochoczo korzysta z dotychczasowego dorobku, a fani produkcji twórców Steam odnajdą się tutaj jak w domu.

HTC Vive The Lab

Po wspomnianym Laboratorium można poruszać się na dwa sposoby - poruszając się w ograniczonym obszarze na własnych nogach lub teleportując się w inny region wskazując fragment podłogi kontrolerem. W kilku miejscach umieszczone są kulki zawierające inne światy - po chwyceniu ich kontrolerem i położeniu na głowę trafiamy do innych światów, które są demami technologicznymi.

Podczas testowania kolejnych dem spotkałem nawet w podziemnym laboratorium psychopatyczny i komputer GLADOS.

Słysząc metaliczny głos komputera o wyrazistej osobowości i charakterystycznym poczuciu humoru czuje się, że twórcy Portala maczali palce w Steam VR - otwierając jedną z szuflad znalazłem nawet… kawałek ciastka. To była zresztą przepowiednia - po nieudanej próbie naprawy charakterystycznego robota mojego awatara spotkał bardzo smutny koniec.

Pozostałe dema technologiczne, takie jak np. magiczny domek, robią spore wrażenie. Gra świateł, reakcja otoczenia na ruchy gracza - wrażenie immersji jest naprawdę niezwykłe. Nie spędziłem jednak całego czasu strzelając z łuku do sympatycznych robotów i głaszcząc robo-psa. Postanowiłem opuścić Laboratorium i przetestować też kilka pełnoprawnych produkcji.

htc-vive-28

W co jeszcze można zagrać na HTC Vive?

Mając dostęp do biblioteki ponad 50-ciu produkcji wybierałem w większości przypadków nieznane mi gry na chybił trafił. Wiele z nich to proste produkcje, ale są też znacznie bardziej skomplikowane tytuły. Po krótkiej zabawie w Fruit Ninja VR trafiłem na wiele różnorodnych strzelanin, gdzie wcielałem się w kosmicznego pirata i kontrolowałem małego drona.

Dwa kolejne shootery rzuciły na mnie żywe trupy. Pierwsza z gier daje do dyspozycji gracza latarkę oraz pistolet i zostawia go na pastwę kolejnych fal nieumarłych. Druga przypomina klasyczne strzelaniny na szynach - awatar płynie po mapie, a gracz korzystając ze zbieranego z ziemi arsenału - czyli np. katany, pistoletu, a nawet granatów - eliminuje nadciągające stwory.

Wchodzimy na wyższy poziom, czyli Unseen Diplomacy i Budget Cuts.

Oglądane przeze mnie na poprzednich pokazach dema i pierwsze uruchomione przeze mnie produkcje bledną jednak przy dwóch ostatnich grach, w które miałem okazję zagrać. Przy obu grach, czyli Unseen Diplomacy i Budget Cut udało mi się napocić, a z kolei osoby postronne patrzące na wygibasy wyprawiane przez graczy miały naprawdę przeogromny ubaw.

HTC Vive Unseen Conspiracy

Obie gry w cwany sposób oszukują gracza dając mu wrażenie w przebywania w znacznie większej przestrzeni niż pole 3 na 4 metry rekomendowane dla gier na HTC Vive. Unseen Diplomacy prowadzi gracza niemal w kółko przez kolejne ciasne korytarze, nadpisując już odwiedzone pomieszczenia, a Budget Cuts pozwala się poruszać w promieniu do dwóch metrów i teleportować na większe odległości.

Dzięki wirtualnej rzeczywistości włamałem się nawet na stację kosmiczną!

Unseen Diplomacy wysyła awatar gracza na jakąś zapyziałą stację kosmiczną. Poruszając się po ciasnych korytarzach i małych pokojach trzeba szukać w szufladach kart dostępu, biegać między śmiercionośnymi laserami, chodzić po wąskiej kładce i wchodzić na czworaka do szybów wentylacyjnych. Gra w dodatku zamyka odwiedzone już pokoje i w ich miejsce generuje kolejne.

Mimo chodzenia w kółko w prawdziwym świecie, pod koniec ma się wrażenie, że przeprawiło się właśnie przez kilkukondygnacyjny budynek. Przejście gry zajmuje co prawda tylko kilka minut, ale dostarcza masę frajdy - nie wspominając o tym, jak wiele śmiechu daje patrzenie się na innego gracza, który udając szpiega czołga się właśnie po ziemi z kawałkiem elektroniki na głowie.

HTC Vive na głowie

Jeszcze więcej frajdy miałem przy skradankowym Budget Cuts.

Jestem fanem Deus Eksa i Portala, a Budget Cuts miesza elementy z tych dwóch gier w wirtualnej rzeczywistości w świetnym stylu. Gracz może teleportować się strzelając w inne miejsce małą kulką i podglądać przez portal mapę z innej perspektywy. Ściśnięcie pada - w jego obudowie znalazł się bowiem taki nietypowy przycisk - przenosi gracza we wskazane wcześniej miejsce.

Mapę nadzorują roboty, która można omijać lub eliminować rzucając w nie nożami i strzelając z kuszy. Przejście planszy wymaga m.in. znalezienia kluczy lub dziury w suficie. Rozgrywka staje się w pewnym momencie dość trudna, a gra wymaga od gracza naprawdę szybkiego poruszania się i błyskawicznych reakcji - ale jej przejście daje masę satysfakcji!

Nie mogę się doczekać pełnoprawnych gier AAA w wirtualnej rzeczywistości.

Dotychczas ograne przeze mnie produkcje na HTC Vive dają naprawdę wiele frajdy, ale są to w większości krótki gry przypominające nieco indyki. Deweloperzy mają sporo fajnych pomysłów związanych ze sterowaniem, ale liczę na produkcje z większym budżetem - zarówno gry akcji, jak i rozbudowane przygodówki lub interaktywne filmy z nieliniową fabułą.

HTC Vive instrukcja obsługi

Mam też nadzieję, że HTC popracuje nad interfejsem wirtualnej rzeczywistości na komputerze, do którego podpinane są gogle HTC Vive. Same gry i Steam VR radzą sobie z tym nieźle, ale już na komputerze nadal potrafią się wyświetlić malutkie okienka pełne przełączników i logów z informacjami dla programistów, których rozleniwiony konsolami gracz wcale nie chce oglądać.

Dobra wiadomość jest taka, że podczas grania ani razu nie miałem nudności.

Jedyny moment, w którym poczułem się nieco nieswojo, to - swoją drogą świetne! - demo o nazwie Apollo 11. To tak naprawdę prezentacja, która daje pozwala wziąć udział w misji kosmicznej i podróży w kosmos. Błędnik mi nieco głupiał, gdy awatar fruwał po predefiniowanej ścieżce w przestrzeni, ale na szczęście nie wtedy, gdy sterowałem ruchami awatarów w innych grach.

Po zakończonym pokazie miałem za to inne, dość nieprzyjemne uczucie. Podczas podróży do domu, tuż po spędzeniu kilku godzin będąc uwiązanym na krótkim kablu, miałem ochotę zatrzymywać się po wykonaniu zaledwie kilku kroków - podświadomie spodziewałem się wyrastającej przed oczami wirtualnej ściany i naprężania się kabla łączącego moją głowę z komputerem.

HTC Vive podgląd

Wchodząc w wirtualną rzeczywistość może i podróżujemy do niezliczonych generowanych cyfrowych światów, ale w rzeczywistości zamykamy się w małej klatce.

Tyle dobrego, że wchodząc do wirtualnej rzeczywistości z wykorzystaniem HTC Vive można otworzyć sobie okno na prawdziwy świat. Wciskając raz dolny przycisk funkcyjny na kontrolerze gra się pauzuje, a obok kontrolera pojawia się obraz rejestrowany przez kamerę. Można tak sprawdzić połączenie na wyświetlaczu telefonu lub to, który z domowników puka w ramię.

Drugim sposobem podejrzenia świata zewnętrznego przez HTC Vive to szybkie dwukrotne wciśnięcie tego samego przycisku. Na obraz z gry nakładany jest w czasie rzeczywistym filtr pokazujący kontury przedmiotów i ludzi znajdujących się w polu widzenia. Pozwala to zorientować się, w którym miejscu pomieszczenia się znajdujemy i np. przesunąć plączące się kable.

Oba tryby podglądu można łatwo wyłączyć i ponownie zanurzyć się w wirtualny świat.

Wystarczy jednak zbliżyć się do końca rejestrowanej przez kamery przestrzeni, by na obraz gry nałożona została siatka sygnalizujące wirtualne ściany. To dobre zabezpieczenie przed wyrżnięciem głową w znajdującą się nieopodal szafkę, ale nieco psuje to wrażenie immersji. Mam nadzieję, że deweloperom uda się sterować graczami tak, by nie opuszczali wyznaczonego obszaru.

HTC Vive stacja dokująca

Już teraz twórcy gier osiągają to na kilka sposobów. Dla przykładu Fruit Ninja i różne proste strzelanki rozgrywają się na jednej małej mapie, a inne gry prowadzą gracza określoną ścieżką. W Unseen Diplomacy deweloperzy oszukują gracza generując nowe pomieszczenia w miejscu poprzednich, a w Budget Cuts korzystamy z teleportera.

Systemy przemieszczania się to mimo wszystko spore wyzwanie dla twórców gier.

Podczas ogrywania dwóch ostatnich gier na HTC Vive naprawdę bardzo dużo się ruszałem, ale tak naprawdę oba tytuły nie pozwalały mi odejść od laptopa dalej niż kilka metrów. Podczas zabawy trzeba też, niestety, pamiętać cały czas o kablu plączącym się przed nogami. Raz zresztą wykonałem zbyt gwałtowny ruch, co skutkowało wypięciem się kabli ze stacji dokującej.

Przyszłość VR to bez wątpienia gogle z wbudowanym akumulatorem, które łączą się z komputerem bezprzewodowo. Oczami wyobraźni już widzę kluby oferujące Laser-tag 2.0, gdzie zeskanowana hala trafia do wirtualnego świata, a za inscenizację pola bitwy odpowiada oprogramowanie. Na razie jednak VR ma za duże wymagania w kwestii przepustowości i opóźnień.

htc-vive (2)

Nie mam też złudzeń, że jak na razie to zabawka dla geeków i pasjonatów i nie chodzi tutaj tylko o kable.

Nie podoba mi się to, że momentami HTC Vive cały czas wygląda jak rozwiązanie w wersji beta dla deweloperów, a nie jak gotowy produkt. Brakuje spójnego interfejsu wyświetlającego treści na ekranie komputera. Część gier prezentuje obraz w małym oknie oknie, a część na pełnym ekranie pokazuje obraz dla obojga oczu jednocześnie. Nie pomaga tutaj to, że na ekran wypływają czasem informacje diagnostyczne.

Obrazka dopełnia to, że na urządzenia mobilne z systemami Android i iOS dostępna jest oficjalna aplikacja HTC Vive, która ma pozwolić na odbieranie wiadomości i SMS-ów z telefonu podczas przebywania w wirtualnej rzeczywistości. Niestety nie udało się przetestować programu podczas pokazu, ponieważ w menu ustawień HTC Vive nie udało się odnaleźć opcji odpowiedzialnych za połączenia Bluetooth.

Nie zmienia to faktu, że biorąc pod uwagę wszystkie ograniczenia i tak marzy mi się zakup takiej zabawki na własność.

Niestety skutecznie zniechęca mnie do tego cena - zarówno samych gogli, jak i kart graficznych zapewniających odpowiednio dużo mocy obliczeniowej do generowania obrazu…

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst