Sprzęt  / Recenzja

Ślicznotka z Chin, czyli Huawei Mate S - pierwsze wrażenia Spider's Web

Huawei Mate S już podczas prezentacji wydał mi się telefonem odhaczającym niemal wszystkie punkty na liście, a teraz mam go już w swoich rękach, by móc przekonać się, czy faktycznie tak jest. Jaki zatem jest Mate S w pierwszym kontakcie?

Słowem – rewelacyjny. Naprawdę. Niewiele jest telefonów, które chwytając do ręki od razu emanują takim poczuciem solidności i jakości wykonania. Nie sposób się do czegokolwiek przyczepić, a jakość wykonania przebija nawet tę, którą doskonale znam z modelu Huawei P8, korzystając z niego na co dzień.

huawei-mate-s-10

Przede wszystkim, Mate S doskonale leży w dłoni, choć nie należy do najmniejszych. Wiele wspólnego z tą ergonomią ma delikatnie zakrzywiony tył urządzenia, oraz zwężające się krawędzie, które w najcieńszym punkcie mają raptem 2,65 mm. Co więcej, całość pokryta jest farbą zapobiegającą ślizganiu się urządzenia w dłoniach, więc pomimo aluminiowej konstrukcji, nie mam obaw, że Mate S będzie często upadał.

Pierwsze uruchomienie i od razu wita nas równie piękny ekran AMOLED, o przekątnej 5,5″ i rozdzielczości FullHD. Głębokie czernie w połączeniu z czarnym frontem urządzenia w mojej wersji kolorystycznej (Titanium Grey) sprawiają wrażenie, jakby ekran nie miał ramek, choć oczywiście – są one obecne. Nawet jeśli są bardzo cienkie.

huawei-mate-s-14

Po głębszym zastanowieniu odrobinkę poczucie estetycznej harmonii zaburza napis „Huawei” u dołu urządzenia. Wielka szkoda, że producent nie zdecydował się go stamtąd usunąć, jak miało to miejsce w P8.

Huawei Mate S to mocna specyfikacja z jednym „ale”

Pod maską nowego flagowca Chińczyków znajdziemy autorski procesor Kirin 935, 3 GB RAM-u i 32 lub 64 GB pamięci wbudowanej. Do tego aparaty 13 MP z tyłu i 5 MP z przodu, slot na kartę microSD, dualSIM, czytnik linii papilarnych… lista jest długa i prezentuje się dość imponująco. Niestety jest w niej jedna skaza – akumulator. Jego pojemność to zaledwie 2700 mAh, a więc raptem 20 mAh więcej, niż w modelu P8, który z ledwością wytrzymuje dzień mojego, typowego użytkowania. Trzeba jednak pamiętać, że tym razem mamy do czynienia z ekranem AMOLED nie LCD, a EMUI 3.1 w dużej mierze opiera się o czernie, które w ekranach AMOLED nie są podświetlane.

huawei-mate-s-13

Producent deklaruje, że baterii wystarczy na cały dzień intensywnego użytkowania. Cóż… przekonamy się o tym w ciągu najbliższych tygodni.

Reszta specyfikacji w zupełności jednak wystarczy do szybkiego i płynnego działania urządzenia. Wszystkie aplikacje, które do tej pory na Mate S uruchomiłem, działały bardzo dobrze, a interfejs nigdy nie zwalnia. I dobrze. Tego przecież spodziewamy się po flagowcu za niemałe pieniądze.

Dużym plusem jest czytnik linii papilarnych, umiejscowiony na pleckach urządzenia – działa naprawdę rewelacyjnie. Odkąd pierwszy raz skonfigurowałem dwa palce wskazujące, jeszcze ani razu nie odmówił współpracy, ale oczywiście, przekonamy się jeszcze jak sobie radzi w perspektywie czasu. Obsługuje on też mnogość gestów, których użyteczność sprawdzę w czasie okresu testów.

mate-S-czytnik

Cieszy mnie też fakt, iż w końcu Knuckle Sense, czyli obsługa ekranu knykciami palców, do czegoś się przydaje. Przykro mi to mówić, ale w Huawei’u P8 raczej mnie ta funkcja irytowała, niż dodawała użyteczności, ale tutaj jest inaczej. Przede wszystkim ekran poprawnie rozpoznaje czy dotykamy ekran palcami, czy kosteczkami, za każdym razem. Dodatkowo możemy wykorzystywać gesty do szybkiego wybierania aplikacji, rysując literkę na ekranie smartfona. Jak na razie działa to bardzo dobrze, ale ponownie – zobaczymy, jak sobie poradzi na dłuższą metę.

huawei-mate-s-18

Nie dane mi było jeszcze dokładniej przyjrzeć się nowemu modułowi aparatu, który podobno ma być w absolutnej, pierwszej lidze fotografii mobilnej, lecz pierwsze, pobieżnie zrobione zdjęcia (zamieszczone poniżej) nastrajają mnie pozytywnie. Już P8 miał świetny aparat. Jeśli Mate S faktycznie wynosi go na wyższy poziom, to LG G4 i Galaxy S6 w końcu będą miały konkurencję.

dav

Jak na razie zapowiada się bardzo przyjemne urządzenie. Przez najbliższe tygodnie będę poddawał Mate’a S gruntownym testom i wrócę ze szczegółową recenzją, aby dać odpowiedź na pytanie, czy ten smartfon faktycznie ma aż tak wiele do zaoferowania, jak sugeruje to jego specyfikacja i pierwsze wrażenia.

W swojej recenzji nazwałem Huawei P8 „smartfonem prawie idealnym” i choć nie istnieje coś takiego, jak „idealny smartfon, to bardzo chcę się przekonać, jak blisko do tego miana ma najnowszy flagowiec chińskiego producenta.

Sprawdź również: Oto smartwatch dla entuzjastów zegarków! Huawei Watch – pierwsze wrażenia Spider’s Web

Śledź relację i bądź na bieżąco: IFA 2015 w Berlinie – live blog Spider’s Web

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst