REKLAMA

Jak producenci kosmetyków kłamią w reklamach

Rynek kosmetyków jest bardzo specyficzny. Z jednej strony obserwować możemy bardzo szybko postępującą dywersyfikację produktów: klientom oferowane są cały czas produkty, których wcześniej nie było, tak aby poszerzyć liczę sprzedawanych kosmetyków. Zamiast kremu do twarzy, zaczynamy otrzymywać kremy do różnych części twarzy: np. pod oczy, na policzki, oczywiście osobny na noc, wieczór, na dzień, i na złą pogodę. Tego typu działanie jest jak nabardziej normalne i etyczne i pozwala poszerzyć rynek.

Jak producenci kosmetyków kłamią w reklamach
REKLAMA
REKLAMA

Niezbyt etyczne natomiast są zwykłe kłamstwa, jakimi raczą nas producenci kosmetyków. Dotychczas mogliśmy to zaledwie podejrzewać - teraz mamy na to dowód w postaci badania naukowego. Wyniki badania opublikowano w czerwcu pod tytułem "Deception in cosmetics advertising: Examining cosmetics advertising claims in fashion magazine ads".

Pod uwagę w badaniu wzięto pod uwagę reklamy kosmetyków znajdujących się w magazynach poświęconych modzie. To właśnie tam ukazuje się ich najwięcej.

REKLAMA

Co ustalili badacze? Przede wszystkim fakt, że reklamy kosmetyków posługują się własnym językiem, który jest tak zaprojektowany, aby brzmieć poważnie i wzbudzać zaufanie.

Wszystkie użyte określenia muszą sprawiać wrażenie naukowości: ochrona, regeneracja, głębokie wchłanianie etc. Równocześnie bardzo rzadko te określenia są w jakiś sposób wyjaśniane. Załączone wykresy często pozbawione są np. jednostek na poszczególnych osiach i tak naprawdę nie wiadomo co przedstawiają.

Naukowcy realizujący badanie (zespół badaczy kierowany był przez Jie G. Fowler z Uniwersytetu Stanowego w Georgii) stwierdzili że aż 80% tego typu "faktów" nie miało pokrycia w rzeczywistości, było bardzo mocno naciągane, lub było próbą wprowadzenia w błąd. Na czym miałaby polegać próba wprowadzenia w błąd? Na przykład na wykwintnym określeniu oczywistej właściwości produktu ("nawilżający" na produkcie opartym na bazie wody).

REKLAMA

Na potrzeby badania zanalizowano 300 całostronnych reklam w czasopismach. W nich skatalogowano 757 różnych określeń i twierdzeń. Najczęstszymi były: "nietestowane na zwierzętach", "zalecane przez dermatologów", oraz "klinicznie dowiedzione".

Panel złożony z naukowców następnie podjął się szczegółowego sprawdzenia każdego z określeń, kategoryzując go następnie w jednej z czterech kategorii: "akceptowalne", "niejasne", "niepełne", oraz... "stuprocentowe kłamstwo".

W kategorii "akceptowalne" znalazło się zaledwie 18% stwierdzeń (w tym jedynie 14 procent z kategorii "klinicznie dowiedzione").

Przypomnieć tutaj warto o badaniu przeprowadzonym w 2005 roku przez Rogera Highfielda. Wybrał on elitę środowisk naukowych (głównie specjalistów od medycyny i biologii) i poprosił o wyjaśnienie różnych określeń znajdujących się w reklamach i na opakowania kosmetyków.

REKLAMA

Okazało się, że nie potrafią oni zrozumieć ani wyjaśnić tych określeń bo... zazwyczaj były bezsensownym zlepkiem mądrze brzmiących słów. Na przykład: "Lancôme udało się skopiować płyn komórkowy skóry. Wynikiem jest Aquacellular, zawarty w Aqua Fusion. Linia pielęgnacyjna o właściwościach nawilżających z cennym płynem komórkowym Aquacellular odświeża na dłużej skórę, która dzięki tej pielęgnacji staje się delikatnie aksamitna."

Jeśli więc określenia w reklamach kosmetyków wydają nam się przesadzone lub niezrozumiałe, to zapewne dlatego, że są w dużym stopniu wyssane z palca!

REKLAMA

Źródła: Tandfonline, Telegraph. Ilustracje pochodzą z Shutterstock.

Hubert Taler
Redaktor
REKLAMA
REKLAMA