Tech  / News

Teraz każdy może pracować dla Microsoftu. Tyle tylko, że za darmo

Microsoft od dawna próbuje zrozumieć prawidła rządzące się społecznościami skupionymi wokół open source i ich podobnymi. A teraz postanawia przeprowadzić pewien eksperyment, choć w naszej ocenie może mu on wyjść bokiem.

Nie jest prawdą, że Microsoft nie dba o społeczności skupione wokół jego produktów i usług. Wręcz przeciwnie: gigant z Redmond ma jedne z najprężniej działających communities w branży. TechNet, Microsoft Answers a także te bezpośrednio skupione wokół danych rozwiązań, a także wiele, wiele więcej. Pamiętajmy, że społeczność społeczności nierówna i to słowo kryje w sobie wiele możliwych znaczeń.

To, czego Microsoft nadal nie rozumie i o czym mówi bezpośrednio i z rozbrajającą szczerością, to społeczności skupione wokół wolnego oprogramowania. Gigant z Redmond rozumie, że jego potężni konkurenci znacznie zwiększyli ich znaczenie i że nie wolno tych osób traktować z góry, jako coś w rodzaju kółek zainteresowań. Sam zresztą chce wykorzystać siłę i zaradność społeczności do własnych celów.

Pierwszy eksperyment, Windows Insider okazał się bardzo udany. Windows 10 został udostępniony we wczesnej wersji poglądowej szerokiemu gronu testerów. Właściwie każdy, kto ma odpowiedni sprzęt i jest tym zainteresowany, może pobrać na swój komputer, tablet czy telefon ów system operacyjny bez żadnych opłat. Microsoft namawia, ale tego nie wymaga, byśmy korzystali z dołączonego doń oprogramowania i zapewniali mu informację zwrotną na temat niedoróbek i błędów w systemie, a także skorzystali z platformy UserVoice, by móc wspólnie przedyskutowywać nasze prośby, zgłoszenia i pomysły.

Windows Insider jest nie tylko wielkim sukcesem, ale niewykluczone, że dzięki niemu również i sam Windows 10 będzie hitem. Wszystko dzięki darmowej sile roboczej, jaką Microsoft zaprzągł do pracy. Teraz gigant z Redmond idzie o krok dalej, w znacznie mniej prestiżowym projekcie, ale też nieco bardziej… kontrowersyjnym.

Chcesz daną treść w swoim języku? To sobie ją sam przetłumacz

Microsoft teraz chce wykorzystać moc i siłę „robotnej” społeczności do innych celów. A konkretniej, do tłumaczeń jego własnych materiałów promocyjnych i szkoleniowych. Do tej pory, jeżeli dany rynek był dla Microsoftu mniej istotny, te materiały tłumaczone były maszynowo, poprzez mechanizm Binga. Działa to… jako tako, o czym każdy z nas może się przekonać: jeżeli używacie polskiego języka w Windows, wystarczy że klikniecie na rozszerzony opis dowolnej aktualizacji z Windows Update.

Chętni mogą się zapisać na Microsoft Engagement Portal i… przystąpić do pracy. Materiałów do przetłumaczenia jest mnóstwo: artykuły, witryny internetowe czy klipy wideo wymagające dodania napisów w danym języku. Microsoft oczekuje, że ochotnicy będą zarówno sami tłumaczyć, jak i weryfikować inne tłumaczenia oraz porównywać je z tłumaczeniami maszynowymi.

Ktoś mógłby zapytać, czemu Windows Insider jest taki fajny, a aktualny projekt już budzi kontrowersje? To bardzo zasadne pytanie, na które trudno mi udzielić prostej odpowiedzi. W pierwszym przypadku użytkownicy szlifują produkt, który potem sami będą wykorzystywać. W drugim zaś wspierają Microsoft w jego ewangelizacji i robią to, co sam gigant z Redmond wyraźnie zaznacza, za darmo.

Nasza ocena powyższego jest bardzo subiektywna, ale odnosimy wrażenie, że niezupełnie o to chodzi w aktywizowaniu społeczności. Ta chce pomóc i nie oczekuje wynagrodzenia. Jednak co innego jest pomagać, a co innego być jeszcze tańszą siłą roboczą od Chińczyków.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst