Sprzęt  / Felieton

Nowego MacBooka naładujesz nawet z... monitora

Od zaprezentowania nowego MacBooka wiele osób może zastanawiać się, czym tak naprawdę jest nowy port USB 3.1 typu C. Postanowiłem to wyjaśnić.

By uświadomić sobie, czy potrzebujemy nowego USB i dlaczego tak, musimy zastanowić się, za co ceniliśmy poprzednie wersje tego interfejsu. Odpowiedź jest prosta - za uniwersalność. Gdy ponad 15 lat temu dostałem pod choinkę pierwszego pełnoprawnego peceta, miał on pełno różnego rodzaju gniazd, takich jak PS/2, LPT i właśnie USB. W następnych latach okazało się, że USB jest w stanie zastąpić wszystkie z nich.

Za pomocą tego standardu możliwe było podłączenie do nich praktycznie każdego akcesorium z pominięciem wyświetlaczy. Jednocześnie w wielu zastosowaniach USB było za wolne, ale problem ten rozwiązano tworząc bardzo szybkie USB 3.0 o przepustowości 5 Gbps. Nie było ono tak szybkie jak Intel Thunderbolt 2 (20 Gbps), ale jego wystarczająca wydajność w połączeniu ze wsteczną kompatybilnością z poprzednimi wersjami USB bardziej spodobała się użytkownikom.

Podsumujmy, USB 3.0 ma kilka problemów.

Jest to zwiększający się dystans między nim a konkurencją i brak obsługi wyświetlaczy. Ale jest jeszcze jeden problem - brak obsługi urządzeń mobilnych. Standardowe USB jest za duże by stosować je w coraz cieńszych smartfonach oraz tabletach. Co prawda obecnie używamy portów microUSB, ale jest to po prostu kolejny standard i kolejny rodzaj kabla w naszym domu.

apple-macbook-2

Dlatego organizacja odpowiedzialna za USB postanowiła stworzyć nowy standard, który będzie pasował wszędzie. USB-C 3.1 jest elektrycznie kompatybilne z poprzednimi wersjami USB, jego wydajność wynosi 10 Gbps, a jego wymiary są na tyle małe, że można swobodnie stosować go też w urządzeniach mobilnych. Ma też symetryczną budowę, dzięki czemu nie będzie konieczne kilkukrotnie przewracanie kabla w celu poprawnego umieszczenia go w porcie.

Ale to nie wszystko.

Oprócz tego USB potrafi przesłać dane, których nie potrafiły transferować poprzednie wersje USB. Wszystko dzięki trybowi Alternate Mode. Pozwoli on między innymi na przesyłanie obrazu. Wiadomo już, że swoje wsparcie dla tego standardu ogłosiły między innymi DisplayPort oraz MHL, czyli jedne z obecnie najpopularniejszych standardów przesyłania obrazu na świecie.

USB typu C

Dzięki temu za pomocą jednego kabla USB możliwe stanie się podpięcie praktycznie każdego akcesorium, także ekranu, nie tylko do naszego komputera, ale również urządzenia mobilnego. Widać to na powyższym schemacie, gdzie piny A2, A3, 10 i A11 odpowiadają właśnie za Alternate Mode.

Jeden standard, by wszystkimi rządzić.

Za pomocą USB 3.1 typu C podłączycie myszkę, klawiaturę, głośniki, drukarkę, zewnętrzny dysk, monitor i wiele innych urządzeń. Twórcy USB pracują z wieloma partnerami nad tym, by USB 3.1 typu C  mogło zastąpić każdy obecnie używany port. A to nadal nie wszystko, ponieważ USB 3.1 typu C  jest też standardem zasilającym. Co prawda pomysł zasilania monitora z laptopa może wydawać się kuriozalny, ale co, jeśli to monitor będzie podłączony do prądu i będzie mógł przy tym naładować naszego laptopa. Niezłe, prawda?

apple-macbook-2


Dlatego nie neguję potrzeby używania tego standardu, między innymi w MacBooku. Uważam tylko, że Apple powinno zdecydować się na zastosowanie kilku takich wielozadaniowych portów lub dodanie do komputera odpowiedniej przejściówki za darmo, a nie zmuszać konsumenta do wydania kolejnych 400 zł. Prawda jest bowiem taka, że USB 3.1 typu C kiedyś zostanie standardem, ale zanim to się stanie, minie co najmniej kilka lat.

Najpierw porty te zostaną wprowadzone w urządzeniach mobilnych. Następnie powoli zaczną trafiać do komputerów i uzupełnią ofertę używanych portów, aż w końcu je całkowicie wyprą. To będzie powolna ewolucja, a nie rewolucja mająca na celu wyłącznie dodatkowe zarobienie na drogich przejściówkach.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst