REKLAMA

Kiedy publikować na Facebooku? Praktyka ma się nijak do teorii

Nawet dobry wpis na Facebooku, w starciu z bezdusznymi algorytmami, niekoniecznie musi okazać się sukcesem. Pół biedy, jeśli chodzi o nasz prywatny profil - gorzej, jeśli mówimy o wpisach publikowanych w imieniu naszej firmy lub firmy przez nas obsługiwanej. Uniwersalnym sposobem na rozwiązanie tego problemu jest oczywiście zapłacenie za promocję, ale są też inne, darmowe sposoby. W tym zwracanie uwagi na godzinę publikacji, choć i tu powinniśmy zachować rozwagę.

Kiedy publikować na Facebooku? Praktyka ma się nijak do teorii

Zdania na temat tego, kiedy najlepiej dodawać nowe wpisy na firmowym profilu na Facebooku są mocno podzielone. W zależności od branży czy grupy docelowej, określone godziny czy przedziały czasowe mogą się znacznie różnić. Regularnie pojawiają się wprawdzie badania, które pozwalają przynajmniej w przybliżeniu określić najlepsze okienka czasowe, zarówno te najpopularniejsze, jak i te, o których często się zapomina, ale czy mają one odzwierciedlenie w rzeczywistości? Czy istnieje w ogóle jakieś idealne, lub przynajmniej uniwersalne wyjście z sytuacji?

Postanowiliśmy o strategię działania w media społecznościowych i o problemy oraz nawyki, które trapią branżę, spytać kilka polskich pracowników social media i ekspertów, a odpowiedzi konfrontując z wynikami ostatnich analiz, w tym badania przeprowadzonego przez Sotrender.

Kiedy zaczyna się noc?

Oczywiście niektóre rzeczy są pewne, takie jak np. to, że jeśli opublikujemy cokolwiek w środku nocy, np. o 2 czy 4, szanse na to, że ktokolwiek to zauważy będą minimalne, a o przetrwaniu tych wpisów do rana nie ma nawet co marzyć. Nawet i tu nie jest jednak tak łatwo, ponieważ definicja "nocy" dla osób odpowiedzialnych za komunikację w kanałach SM jest często inna od tego, co za koniec dnia uważają internauci.

Istnienie tego dość złożonego problemu sygnalizował już w 2013 roku Sotrender w swojej analizie, wskazując na to, że paradoksalnie publikacje z wczesnych godzin nocnych (21-23) są w stanie często wygenerować interakcje liczniejsze, niż te z najlepszych godzin dziennych. Niestety nie znajdowało to odzwierciedlenia w częstotliwości publikacji w tych godzinach - rok temu królowało przekonanie, że "dzień pracy na Facebooku" kończy i zaczyna się wtedy, kiedy regulaminowy dzień pracy.

sotrender

W tym roku (powyższa grafika) sytuacja uległa znaczącej poprawie, ale i tak widoczny jest wyraźny spadek liczby wpisów, przy jednoczesnej... ogromnej aktywności użytkowników. Ta, pomiędzy 20 a 22 jest porównywalna lub większa od tej, jaką rejestruje się w najbardziej "aktywnych" momentach dnia, kiedy liczba publikacji "firmowych" jest o wiele większa. Spora w tym zasługa, a jakżeby inaczej, urządzeń mobilnych. Kto odmówi sobie przed pójściem spać sprawdzenia Facebooka czy Twittera i skomentowania interesującego nas wpisu?

Czy więc problem bierze się z faktycznego ignorowania trendów? Okazuje się, że częściowo tak, ale nie jest to pełen obraz.

Po godzinach

Podstawową przeszkodą okazuje się być fakt, że praca w SM, to - jakby nie patrzeć - praca jak każda inna. Mało kto chce pracować przez całą dobę, albo w godzinach "bliżej nieokreślonych. Chcemy przyjść rano i wyjść z pracy wieczorem, jak każdy inny człowiek. A przecież Internet nie zamiera po 17 - wręcz przeciwnie.

I w tym miejscu następuje właśnie konflikt pomiędzy tym, jak do sprawy podchodzą agencje czy osoby zajmujące się SM, a tym, jak żyją w sieci użytkownicy mediów społecznościowych. Problem jest bowiem znany od dawna, wielokrotnie potwierdzony licznymi badaniami, przeprowadzanymi nawet przed 2013 rokiem dla różnych grup internautów w różnych krajach i w skali świata, a mimo to - w większości przypadków - był on do tej pory niemal całkowicie ignorowany lub rejestruje się tylko minimalną poprawę.

blog-klawiatura

Wystarczy jeszcze raz zerknąć na wcześniejszy wykres, żeby aż poczuć niewykorzystany potencjał. Niewykorzystany właśnie przez podejście "9-17 i basta". Zarówno najnowsze badania Sotrendera, jak i ogólna obserwacja rynku pokazuje jednak, że na szczęście powoli krystalizuje się nowy, lepszy trend. Również i w Polsce:

Roguski zwraca przy tym uwagę na jeszcze jeden, nawet bardziej prozaiczny czynnik, który blokuje aktywność agencji SM w pod koniec dnia. Chodzi po prostu o pieniądze.

Takim przykładem "mniej regulaminowej" komunikacji może być chociażby Samsung, który zarówno na Twitterze czy na Facebooku potrafi regularnie odpowiadać i reagować na aktywności nawet o całkowicie niestandardowych godzinach.

Trzeba jednak pamiętać, że w tym przypadku mówimy o naprawdę dużych graczach na rynku i trudno oczekiwać, żeby z dnia na dzień natychmiast zmieniła się ogólna sytuacja. Mniejsi często muszą radzić sobie inaczej, o ile oczywiście znają odpowiednie sposoby.

Gdy jednak za media społecznościowe w danej firmie odpowiada względnie niewiele osób, trudno oczekiwać, że będą one trzymać rękę na pulsie przez bezwzględnie całą dobę. Zwrot widoczny pod koniec zeszłego roku u niektórych - w kierunku tego, kiedy faktycznie aktywni są fani - jest jednak dobrym znakiem.

Kiedy zaczyna się dzień?

Podobnie kontrowersyjnym tematem jest to, kiedy właściwie warto zacząć poranne publikacje. Sotrender pokazuje, że pierwsze większe ilości wpisów pojawiają się pomiędzy godziną 7 a 8, a prawdziwa eksplozja następuje około godziny 9 i cieszy się całkiem sporym odzewem ze strony użytkowników. Czy jednak faktycznie warto starać się, aby dzień zaczynał się od Facebooka, tym samym próbując już od samego początku zaistnieć w świadomości użytkownika?

Zasada "kto pierwszy ten lepszy", w przypadku Facebooka i jego Edge Rank praktycznie więc nie istnieje. Wpis opublikowany w złym momencie rano może zostać "wypchnięty" przez ten, który kto inny opublikował... dzień wcześniej wieczorem w odpowiedniej chwili.

Magiczna godzina 9, kiedy nagle wszystkie strony na Facebooku zaczynają jak w zegarku publikować swoje nowości, nie do końca jest też taka magiczna, jak mogłoby się wydawać.

Oczywiście nie zawsze odpowiednie planowanie jest w ogóle możliwe, szczególnie jeśli dotyczy to np. premier produktowych, które często mają miejsce o niekoniecznie "słusznych" godzinach, a o których fani danej marki chcą wiedzieć natychmiast. Stąd też, chociażby w przypadku wspominanego wcześniej Samsunga, zróżnicowanie czasów publikacji przy uwzględnieniu dobra użytkowników i prędkości dostarczania informacji:

Nie szukaj recepty na sukces

Wszyscy nasi rozmówcy zgodnie stwierdzają natomiast przede wszystkim jedno - nie ma żadnego złotego środka, nie ma uniwersalnej metody pozwalającej dotrzeć nam do największej liczby odbiorców. Dyskusja o tym, kiedy publikować, może więc w rzeczywistości trwać bez końca i... każdy będzie miał rację.

Nie można na dzień dobry, od razu po założeniu fanpage'a czy konta na Twitterze zaplanować publikacji na wybrane godziny i zostawić tak uruchomionej maszyny. Opieranie się wyłącznie na badaniach również nie da nam raczej zadowalających rezultatów. Co z tego, że średnia wychodzi taka, a nie inna, skoro nasza strona działa w określonej branży i ma określonych użytkowników, którzy wcale nie muszą pasować idealnie do tej średniej?

Artur Roguski stwierdza nawet wprost - zostawmy wszystkie badania i zamiast na konkretnych godzinach, zwróćmy większą uwagę na to, co publikujemy, a nie kiedy.

Wtóruje mu w tym zresztą Olaf Krynicki z Samsunga:

Powraca więc stare powiedzenie, że bardzo dobre, czy wybitne treści obronią się same - nawet jeśli muszą mierzyć się z bezdusznymi facebookowymi algorytmami i rywalizować z informacjami podawanymi czasem w lepszym czasie czy w lepszych okolicznościach. Fanów przyciągniemy więc nie tylko publikowaniem wtedy, kiedy podpowiadają nam niezliczone badania, czy wtedy, kiedy są oni faktycznie online.

Trzeba o to oczywiście dbać, ale lepiej, żeby to użytkownicy... sami postarali się o to, aby nie przegapić ani jednego naszego wpisu - dla swojego własnego dobra i przyjemności. Ale to już coś, czego nie da się zaprezentować w żadnym badaniu, ani sprowadzić do prostych tabelek.

* Zdjęcia pochodzą z serwisu Shutterstock

Piotr Barycki
Redaktor