REKLAMA

Stawiam, że powstał już polski startup, który osiągnie wycenę miliarda dolarów

Rok 2015 będzie z pewnością ciekawym okresem dla polskiej branży startupowej. Swoje działania rozwinie fundacja Startup Poland, którą niedawno powołano do życia. Oprócz tego swoje podwoje otworzą dwa ważne centra dla młodych firm - Google Campus i Stadion Narodowy, na którym powstanie kolejny BusinessLink. Nadchodzący rok upłynie także pod znakiem globalnej ekspansji rodzimych startupów i dalszego rozwoju całego przedsiębiorczego ekosystemu. Pojawiają się już nawet głosy, że Polska to jedno z najważniejszych miejsc na startupowej mapie Europy. Ale czy słusznie?

Polskie startupy: czekając na upragniony miliard dolarów
REKLAMA

Nasz kraj znalazł się w zestawieniu 7 państw/miast z Europy, na które warto zwracać uwagę, jeżeli śledzi się rynek startupów. Jesteś inwestorem i szukasz ciekawych, obiecujących firm? Przyjrzyj się Polsce. Szukasz miejsca, żeby rozwijać swój biznes? Także przyjrzy się Polsce. Tak w skrócie można opisać wnioski płynące z artykułu opublikowanego przez prestiżowy magazyn “Forbes”.

REKLAMA

Słynąca w globalnym środowisku startupowym z utalentowanych programistów, polska scena młodej przedsiębiorczości zyskuje uznanie, co widać po sukcesach takich startupów modowych jak Mustache i Showroom czy aplikacji do programów lojalnościowych ZenCard. (...) Przedsiębiorcy są tutaj dużo bardziej otwarci na networking i współpracę niż kiedykolwiek wcześniej - Polska też wykazuje się międzynardową inicjatywą i wykorzystuje rodzime talenty w globalnej konkurencji. Scena startupowa jest mniej scentralizowana niż w innych krajach i rozwija się w Warszawie, Krakowie, Poznaniu i Gdańsku, ale rosnąca liczba ogólnokrajowych imprez i inicjatyw sprawia, że Polska staje się przedsiębiorczym hotpsotem, którym uważnie interesują się tak wielcy gracze jak chociażby Deutsche Telekom czy Google.

To naprawdę piękny obrazek, lecz nakreślony z amerykańskiej perspektywy. Z zewnątrz może i niektórym wydawać się, że polska scena startupowa jest poteżna. A i patrząc na polskie media można sądzić, że nasza gospodarka tylko młodymi firmami technologicznymi stoi.

Patrząc jednak z samego centrum startupowego ekosystemu widać jednak, jak dużo pracy jest jeszcze przed nami.

Owszem, mamy przykłady firm, które są naprawdę międzynarodowe i świetnie się rozwijają. ZnanyLekarz jest w tej chwili obecny w 25 krajach i co miesiąc serwisy z tej grupy odwiedza prawie 6,5 mln użytkowników, a w swoich bazach ma ponad 1,5 mln lekarzy. O amerykańskich podbojach Estimote słyszał już prawie każdy. Swoje miejsce na rynku usług dla designerów i specjalistów UX mocno zaznaczył natomiast UXPin, który na początku roku zebrał z rynku 1,6 mln dol. finansowania. Brand24, który niedawno pokazał swoje nowe oblicze, całkiem dobrze radzi sobie na tak, z naszego punktu widzenia, egzotycznym rynku jak Indonezja. Co chwila słyszymy, że polskie startupy zajmują wysokie miejsca w różnych konkursach organizowanych przez takich gigantów jak Samsung czy Intel.

Jednak, jeżeli zapyta się przedsiębiorców i inwestorów, którzy na co dzień prowadzą własne startupy lub blisko z nimi współpracują to okazuje, że hura-optymizm nie jest uzasadniony. Pierwszym, i to dość podstawowym problemem, jest prawo. Borys Musielak z Filmastera wspominał na konferencji inaugurującej działania fundacji Startup Poland chociażby o kłopotach z konstruowaniem umów inwestycyjnych czy zatrudnianiem pracowników spoza Unii Europejskiej.

- Czego brakuje polskiemu ekosystemowi? Wielu rzeczy, ale moim zdaniem głównie prostego i stabilnego otoczenia prawno-podatkowego - w USA i Wielkiej Brytanii umowy inwestycyjne załatwia się przez maila, a nie jak u nas wszystko wymaga wizyty u notariusza - oraz silnej gospodarki w ogóle. Polska to biedny kraj, więc ciężko jest zarówno o klientów jak i kapitał. W Londynie mieszka 10 mln ludzi, z czego około milion ma majątek wyceniany na poziomie równym lub wyższym 1 mln funtów - uważa Krzysztof Kowalczyk, inwestor z funduszu HardGamma.

Polska scena startupowa jest też, naturalnie, jeszcze młoda. Chociaż niektóre liczby mogą powalać. Przez ostatnie 10 lat przez Akademickie Inkubatory Przedsiebiorczości i BusinessLink przewinęło się aż 7 tys. firm, a obecnie pod opieką AIP jest ponad półtora tysiąca startupów. Sam AIP Seed Capital zainwestował w polskie firmy 7,5 mln zł. Nie zmienia to jednak faktu, że sam ekosystem jest dopiero na początku rozwoju. Sporo błędów już popełniono, część z nich udało się naprawić, ale choroby wieku dziecięcego wciąż są odczuwalne.

- Mamy coraz więcej miejsc z prawdziwego zdarzenia, w których startupy mogą powstawać i rozwijać się: inkubatory, akceleratory, coworki, seedy. Mimo ciężkich początków i mizernych jeszcze kilka lat temu efektów, miejsca te, dzięki ewolucji i udanemu wykreowaniu mody na startupy, powoli się zapełniają. Pod kątem liczebności społeczności startupowej i instytucji wspierających startupy jesteśmy liderem w regionie. Pod kątem potencjału – podobnie. Jeżeli jednak chodzi o jakość, efekty, sukcesy, niestety jeszcze nie - ocenia Jacek Aleksandrowicz, CEO AIP.

Jak zauważa z kolei Ela Madej z Innovation Nest, scena startupowa i technologiczna jest w Polsce młoda, ale najważniejsze jest to, że idziemy w dobrym kierunku.- Zbudowanie czegoś wyjątkowego wymaga czasu - podkreśla. Jej zdaniem, Polscy startuperzy to ciężko pracujący przedsiębiorcy, świetni inżynierowie, głodni sukcesu. - Polacy mają wielkie ambicje, czują, że mogą działać na scenie globalnej i chcą tego.

koderzy-programiści

W czym jesteśmy dobrzy? Tutaj moi rozmówcy powtarzają najczęściej jedno słowo: hardware.

Ale nie jest to elektronika konsumencka, z jaką przeciętny Polak spotyka się na co dzień. Owszem, polskie smartfony i tablety, w swojej klasie cenowej, są atrakcyjną alternatywą dla azjatyckiej konkurencji, ale zdecydowanie nie jest to domena startupów.

- Ciężko powiedzieć w czym jesteśmy szczególnie dobrzy, widać natomiast, że kiedy ktoś trafia na coś ciekawego to natychmiast powstają inne startupy w tej niszy. I tak mamy wiele startupów "beaconowych" - Estimote, Kontakt, Ifinity, Oort, Blastlab - czy producentów drukarek 3D - Zortrax, ZMorph, Omni3D, Pirx i kilka innych jeszcze - uważa Krzysztof Kowalczyk.

Do tej pory chwaliliśmy się raczej naszymi programistami, lecz teraz niszowy, specjalistyczny sprzęt to coś, co ma szansę odróżniać Polaków. Nie jest oczywiście tak, że wyłącznie to. Borys Musielak z Filmastera i OpenReaktora oraz Ela Madej uważają, że znakami rozpoznawczymi polskiej sceny startupowej mogą być firmy stawiające na oprogramowanie B2B. - Jesteśmy dobrzy w algorytmice i big data, choć tu na razie głównie eksportujemy świetnych programistów do Stanów. Ze wschodzących gwiazd w tym rejonie wiążę spore nadzieje z produktem DeepSense firmy CodiLime - mówi Musielak.

Jak na razie, na wspaniałym potencjale się kończy. Nie chciałbym zostać źle zrozumiany, jest coraz więcej polskich firm, które pięknie rosną i przynoszą satysfakcje twórcom oraz zyski udziałowcom/inwestorom. Pokazałem nawet w tym artykule kilka przykładów. Brakuje nam jednak wyrazistego, globalnego, spektakularnego sukcesu na miarę Skype’a. eeChat i Ivona to wciaż nie tak skala, której nam potrzeba.

Polska scena startupowa potrzebuje mitycznej wyceny chociaż jednej firmy na poziomie miliarda dolarów.

To uwiarygodni cała branżę i podniesie znaczenie Polski jako huba dla startupów. To sprawi, że Polska naprawdę stanie się takim hubem. Dlaczego? Ponieważ pokaże, że startując znad Wisły można stworzyć biznes porównywalny skalą do tych z pierwszej ligi Doliny Krzemowej. A przynajmniej wierzą w to przedsiębiorcy i inwestorzy aktywni na polskiej scenie startupowej.

Borys Musielak, Filmaster, OpenReaktor
Jak na tak duży kraj mamy zaskakująco niewiele globalnych sukcesów jeśli chodzi o startupy. Ivona i LiveChat to jedyne exity globalnych usług jakie znam. Być może niebawem dołączy do nich Base, GetResponse czy Brand24, ale to ciągle mało w porównaniu np. z Estonią czy Białorusią, nie mówiąc już o Europie Zachodniej.

Krzysztof Kowalczyk, HardGamma
Wyróżniamy się jako źródło programistów, ale nie jako hub dla startupów. Wszystko zależy oczywiście od przyjętych kryteriów, ale nie mamy po prostu "blockbusterów" jak Estonia (Skype), Szwecja (Klarna, Spotify) czy Niemcy (Wooga, Soundcloud). Myślę, że w Europie jasnym hubem pierwszego wyboru jest Londyn, potem jako drugi wybór kwalifikowałbym Tallin, Berlin, Helsinki, Paryż, Amsterdam i Wiedeń. Polskie miasta niestety dopiero w trzecim rzucie.

Jacek Aleksandrowicz, AIP/BusinessLink
Ze względu na relatywnie duży rynek, startupy w przygniatającej większości skupiają się na polskim rynku, jemu dedykując swoje produkty. Ma tu swoje plusy i minusy. Globalne myślenie od startu nie jest tak powszechne jak w mniejszych krajach regionu, np. w Estonii. Tam startupowcy, tworząc swoje projekty, z góry wiedzą, że ze względu na mały rynek estoński, niewiele ludzi je kupi, więc z założenia tworzą startupy globalne. W Polsce na spektakularny sukces globalny musimy więc jeszcze poczekać.

Bartłomiej Gola, SpeedUp Group
Tak naprawdę jakość projektów rośnie, ale Polska potrzebuje przemawiającego do wyobraźni sukcesu. Tego nam potrzeba. Na gwałt.

Stawiam, że polski startup, któremu uda się osiągnąć tę mityczną wycenę już powstał. Niestety, jeszcze nie jestem w stanie wskazać, która dokładnie będzie to firma.

REKLAMA

*Grafika główna pochodzi z serwisu Shutterstock, zdjęcie w tekście: fot. Mozilla in Europe/Flickr/CC BY 2.0

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2025-03-27T18:42:43+01:00
Aktualizacja: 2025-03-27T14:54:23+01:00
Aktualizacja: 2025-03-27T14:46:30+01:00
Aktualizacja: 2025-03-27T09:39:05+01:00
Aktualizacja: 2025-03-27T06:03:00+01:00
Aktualizacja: 2025-03-26T16:33:07+01:00
Aktualizacja: 2025-03-26T14:37:09+01:00
Aktualizacja: 2025-03-26T12:27:29+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA