Tech  / News

Niemcom nie brakuje poczucia humoru - chcą, by Google „otworzył” algorytmy swojej wyszukiwarki

Wyszukiwarka to najprawdopodobniej najważniejszy produkt firmy Google. Nawet Android powstał głównie po to, by za jego pomocą wyszukiwać treści i, przy okazji, oglądać reklamy. Teraz Europa chce, by gigant Internetu zdradził swoją najskrytszą tajemnicę.

Wyszukiwarka Google to bez wątpienia najczęściej używana usługa internetowa na świecie. Nawet Facebook nie może się z nią równać. I nie bez powodu: w ujęciu globalnym nie ma ona sensownego rywala. Na niektórych rynkach taka konkurencja, jak Bing czy DuckDuckGo ma sens. Google może jednak spać spokojnie: nawet Microsoft, przynajmniej na razie, nie ma do niego podejścia.

Owa wyszukiwarka to źródło potężnych dochodów. Setki milionów osób dziennie z niej korzysta, ceniąc ją za aktualność i trafność wyników wyszukiwań. Niewielka część internautów, przy okazji, kliknie w wyniki sponsorowane i ta niewielka część wystarczy, by zapewnić Google finansową potęgę.

Przepis na sukces

Wyszukiwarka Google przeszła gigantyczną ewolucję. Od dawien dawna nie jest już to wyłącznie mechanizm skanujący pobrane do pamięci podręcznej słowa kluczowe na witrynach i prezentowanie na ekranie tych witryn, które mają ich najwięcej. Google stara się „rozumieć” treść witryn, pozycjonuje je w zależności od popularności oraz bierze pod uwagę dziesiątki innych parametrów. A wszystko to w ułamek sekundy, byśmy nie musieli za długo czekać.

android smartfon google wyszukiwarka samsung

Jak nietrudno się domyślić, Google jest bardzo wyczulony jeżeli chodzi o ochronę algorytmów, jakie jego inżynierowie wykoncypowali i trudno się temu dziwić. To najprawdopodobniej najpilniej strzeżona tajemnica w firmie. I nikt rozsądny nie może się spodziewać, by tę tajemnicę gigant nam kiedykolwiek zdradził. Nikt, poza…

…Niemcami, którzy domagają się „otwarcia” wyszukiwarki

Niestety, dotychczasowy chłopczyk do bicia, a więc Microsoft, nie dość że spotulniał, to jeszcze bezczelnie (jak on śmiał!) stracił swoją dominującą pozycję na rynku. Nie można go już karać za Internet Explorera, a tym bardziej Binga. Czas więc na nowy cel dla kreatywnych urzędników. Google nadaje się do tego idealnie.

Niemcy chcą więc, by Google podzielił się informacjami na temat algorytmów dzięki którym wyszukiwarka tej firmy jest tak dobra i skuteczna. Jak argumentuje Heiko Mass, minister sprawiedliwości Niemiec, gigant musi to zrobić z uwagi na swój wpływ na rynek. Tłumacząc z urzędowego na nasze, argument można streścić do formy „bo tak!”.

google

Prawdą jest, że Google wpływa na inne przedsiębiorstwa w gigantyczny sposób. Pozycja danej firmy w wynikach wyszukiwania może zdecydować o jej wielkim sukcesie lub bankructwie. Jednak nie tędy droga. Czy Microsoft stracił swoją pozycję rynkową w wyniku kar finansowych i rozporządzeń Unii Europejskiej? Oczywiście, że nie. Ze stołka lidera wytrąciły go Apple i Google, znajdując słabe strony firmy Gatesa i wykorzystując je do zdobycia swojej pozycji na rynku.

Niemcy, niczym UE, chcą zniechęcić do wprowadzania innowacji

Google w znacznej mierze zdobył sukces, bo tak po prostu, był lepszy od innych. Wydał wiele pieniędzy na dopracowanie swoich produktów, był znakomicie zarządzany a na dodatek udało mu się zwerbować niejednego błyskotliwego geniusza. A więc na swój sukces zapracował. Nie ma żadnego powodu, by go za ten sukces karać.

To, że pozycja Google’a i jego dominacja jest niebezpieczna i niemile widziana, to fakt. Potrzebujemy jednak nie Janosika czy innego Robin Hooda, a kogoś jeszcze lepszego. Amerykańska wersja Binga jest tu całkiem niezłym przykładem, ale to tylko jeden (i kilka innych) rynków. Jestem spokojny jednak, że ktoś taki znowu się pojawi. Tak jak pojawili się ci, co wypchnęli z piedestału Windows i Internet Explorera. Potrzebujemy motywacji, by wprowadzić jeszcze lepszy, jeszcze lepiej zarządzany produkt niż Google Search. Osłabianie Google’a, by inni słabsi byli lepsi, raczej innowacji nie wprowadzi.

A to, że prędzej Google wyprowadzi się z Niemiec niż ujawni swoje algorytmy, to już tak zupełnie na marginesie.

Zdjęcia pochodzą z serwisu Shutterstock

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst