Social media  / Felieton

Tinder, czyli ten brzydki, tamten też, a z tym chcę porozmawiać

146 interakcji
dołącz do dyskusji

Ponad 750 milionów przesunięć dziennie. 750 milionów ocen "tak" i "nie" w reakcji na zdjęcia najczęściej całkowicie obcych osób. 10 milionów dopasowań dziennie, czyli 10 milionów nowych potencjalnych znajomości. Tinder - aplikacja, która w idealny sposób oddaje bezosobowość i płytkość nowoczesnych podpieranych siecią interakcji międzyludzkich. Choć twórcy bronią jej mówiąc, że relacje zaczynają się tak samo w "realu", to gadają bzdury.
Tinder to aplikacja, która dostała kopa podczas Igrzysk w Soczi, a teraz staje się małym hitem, o którym mówi się w talk-showach i różnych mediach. Idea Tindera jest prosta. Połącz go z kontem Facebooka, a aplikacja automatycznie "zaciągnie" zdjęcia i podstawowe informacje. Ustaw, kim jesteś i kogo szukasz i voila - Tinder zacznie pokazywać zdjęcia ludzi znajdujących się w okolicy. Czasem doda do tego informacje o wspólnych zainteresowaniach (na podstawie lajków z fejsa, czyli ogólnie mało przydatne) i wspólnych znajomych oraz opis, o ile użytkownik go ustawił.

Owych obcych ludzi możesz ocenić - przesunięcie w lewo to "nie", w prawo to "tak". Jeśli druga osoba także przesunęła cię na prawo macie połączenie i możecie ze sobą porozmawiać.

Tinder miał być anonimowy, ale ponieważ używa zdjęć z fejsa, to robiąc zrzut ekranu i używając wyszukiwania grafik Google łatwo znaleźć informacje o tych "anonimowych" użytkownikach.

W wielu miejscach Tinder z powodu nienarzucania stosunku relacji - po dopasowaniu od użytkowników zależy, co dalej - jest aplikacją do flirtowania, nawet do jednonocnych wyskoków. W Polsce jest wciąż mały, ale jego charakter jest nieco "grzeczniejszy".

Twórcy Tindera mówią, że sposób oceniania użytkowników i uzależnianie, czy chce się z nimi rozmawiać wyłącznie od wyglądu wcale nie różni się specjalnie od tego, jak postępujemy w rzeczywistości. W rzeczywistości wygląd i wrażenia wizualne mają spore, jeśli nie największe znaczenie przy podejmowaniu decyzji o rozpoczęciu rozmowy. Faktycznie, nie ma co ukrywać - tak jest.

Ba - w rzeczywistości, na ulicy czy w sklepie oceniamy, choćby podświadomie, nawet więcej osób, niż podczas kilkunastominutowej sesji z Tinderem. Problem w tym, że Tinder to nie rzeczywistość.

Po pierwsze wchodzimy na niego tylko w celu oceniania i ewentualnego znalezienia partnera to rozmowy lub czegoś więcej. Robimy to nie na podstawie tego, jak rzeczywiście wygląda - w "realu" prócz wyglądu w grę wchodzą dziesiątki innych czynników, od zapachu, postury, przez głos czy ruchy - a jakie zdjęcie wybrał do profilu.

Cholera, nawet na serwisach randkowych nie widziałam tylu przepozowanych, lansiarskich zdjęć nastawionych na pokazanie "patrz, jaki jestem fajny". Przefiltrowane wielokrotnie focie z egzotycznych wakacji z człowiekiem w podskoku, artystyczne portrety z podkreślonymi do przesady oczami czy rozmazane w chyba romantycznym wyrazie pozy w stylu "jestem delikatny" - Tinder to kopalnia sztuczności. Pewnie wynika to ze specyfiki aplikacji - jest to w końcu aplikacja na smartfony, głównie dla młodych i aktywnych, żądnych przygód ludzi.

Same formy zdjęć często mówią więcej, niż wygląd przedstawionych na nich ludzi, ale ponieważ są skrzętnie dobrane, przekobinowane i często nienaturalne nijak nie mogą równać się do słynnego pierwszego wrażenia ze spotkania twarzą w twarz.

Odpalenie Tindera przypomina trochę reality show z opcją głosowania za eliminacją uczestnika, z tym, że jest bardziej dynamiczne. Uruchamiasz i po pięciu przejrzanych profilach włącza się w głowie tryb, który każe przyspieszyć proces i oceniać tylko po jednym zdjęciu. W końcu to największa zabawa - ocenanie! "Nie, nie, nie, tak, nie, nie, nie...", jakby użytkownicy Tindera byli mięsem za ladą, "poproszę ten kawałek, nie tamten, tamten brzydki, o ten!".

Tinder doskonale podsumowuje dzisiejsze internetowe relacje międzyludzkie. Ciężko poznać kogoś nowego? Wejdź na Tindera, dwoma klikami znajdziesz kogoś z Twojej okolicy. Bez zbędnych opisów, zbędnego gadania. Rozmowę rozpoczniesz już po ocenie, ale przecież tinderowcy wiedzą, po co go używają, więc rozmawiaj bez zbędnych ceregieli.

Najlepiej emotikonami.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst