Tinder, czyli ten brzydki, tamten też, a z tym chcę porozmawiać
Ponad 750 milionów przesunięć dziennie. 750 milionów ocen "tak" i "nie" w reakcji na zdjęcia najczęściej całkowicie obcych osób. 10 milionów dopasowań dziennie, czyli 10 milionów nowych potencjalnych znajomości. Tinder - aplikacja, która w idealny sposób oddaje bezosobowość i płytkość nowoczesnych podpieranych siecią interakcji międzyludzkich. Choć twórcy bronią jej mówiąc, że relacje zaczynają się tak samo w "realu", to gadają bzdury.
Tinder to aplikacja, która dostała kopa podczas Igrzysk w Soczi, a teraz staje się małym hitem, o którym mówi się w talk-showach i różnych mediach. Idea Tindera jest prosta. Połącz go z kontem Facebooka, a aplikacja automatycznie "zaciągnie" zdjęcia i podstawowe informacje. Ustaw, kim jesteś i kogo szukasz i voila - Tinder zacznie pokazywać zdjęcia ludzi znajdujących się w okolicy. Czasem doda do tego informacje o wspólnych zainteresowaniach (na podstawie lajków z fejsa, czyli ogólnie mało przydatne) i wspólnych znajomych oraz opis, o ile użytkownik go ustawił.




















