Gry  / Felieton

Gry nie zrobią z dzieci morderców, ale patrzmy na to, co im kupujemy

133 interakcji
dołącz do dyskusji

Kilka dni temu, jadąc pociągiem warszawskiego metra, miałem okazję zobaczyć sytuację równie ciekawą, jak też typową. Polska rodzina w całej okazałości – matka, ojciec i dwie pociechy. Rodzice wymieniają się pół- i ćwierćsłówkami, nie wymieniając przy tym niestety spojrzeń. Syn, na oko 6 lat, gra na jakiejś konsoli, chyba PSP, co z zaciekawieniem ogląda jego młodsza, blondwłosa siostrzyczka. Nic nie zapowiada rodzinnej kłótni, która zaraz nastąpi.

Wszystko zaczęło się od tytułu, w który chłopak namiętnie się zagrywał. Była to prawdopodobnie strzelanina, tak sugerowały dochodzące z konsoli dźwięki, które słyszało około pół wagonu. Chłopiec niestety nie miał słuchawek. Prawdopodobnie było to wynikiem chęci oszczędności, gdyż rodzice dosyć żywiołowo rozmawiali na temat wspomnianej konsoli swojej pociechy, która została kupiona zaledwie dzień wcześniej. Podejrzewam, że kupno i konsoli, i słuchawek mogłoby zbyt nadwyrężyć budżet rodzinny, więc ludzie znajdujący się blisko brzdąca musieli solidarnie cierpieć.

Jednak dochodzące odgłosy najbardziej denerwowały matkę chłopca. Z jej twarzy można było odczytać najróżniejsze emocje mówiące zarówno „Niech ten gówniarz to wyłączy”, jak też „Dzięki Bogu, że jesteśmy już bliżej niż dalej”. Jednak ludzka cierpliwość, jak wszystko inne, ma swoje granice. W pewnym momencie mama spytała synka, czy przypadkiem owa gra nie jest jakąś brutalną strzelaniną. Synek, jak każde dobrze wychowane dziecko, zgodnie z prawdą przyznał, że faktycznie jest. Następnie rodzicielka spytała swoją latorośl, skąd tak brutalną grę ma, zastanawiając się, którego z kolegów chłopca ma ukrzyżować. Kobietę wręcz zamurowało, gdy dowiedziała się, że to ona kupiła synowi tę grę, podejrzewam że razem z konsolą.

happy young family wathching flat tv at modern home indoor

Była to pierwsza rzecz, która mnie szczerze zaskoczyła. Matka kupiła dziecku coś i nie wiedziała nawet co. Kobieta miała ponad trzydzieści lat, zakładam więc, że potrafiła wpisać w wyszukiwarce internetowej nazwę gry, sprawdzić o czym jest, czy nadaje się jej dziecku i przede wszystkim jej kategorię wiekową, która zresztą podana była na pudełku z grą. Według mnie sytuacja jest tu analogiczna jak z kupowaniem alkoholu i papierosów. Dziecko samo nie kupi brutalnej gry, bo ta nie jest dla niego przeznaczona. Żaden normalny sprzedawca nie da 12-latkowi nowej odsłony Call of Duty czy GTA.

Mimo to rodzice kupują takie gry swoim dzieciom na urodziny, Święta Bożego Narodzenia oraz liczne inne okazje. Ciekawe czy ta sama matka kupiłaby swojemu dziecku na urodziny butelkę wódki. Szczerze wątpię. Wynika to z tego, że gry są przez wiele osób postrzegane jak rozrywka dla dzieci, podczas gdy to taka sama gałąź kultury jak filmy, muzyka czy literatura. Istnieją pozycje przeznaczone dla dzieci, ale nie każda taka jest. Przecież fakt, że w telewizji pojawiają się kreskówki nie sprawia, że cała telewizja jest tylko dla dzieci. Skąd takie ograniczenie i szufladkowanie? Ciężko stwierdzić.

Rodzina w komplecie

Szok matki spowodowany tym, że sama kupiła brutalną grę trwał tylko sekundę, góra dwie. Kobieta najpierw zaczęła krzyczeć na męża i pytać go, czy nie widzi, w co gra ich syn. Potem padło kilka słów o mordowaniu, zwyrodnialcach i braku odpowiedniego wzorca. Bogu ducha winny mąż siedział cicho i nie odzywał się, jednak kobieta to nie tyranozaur, atakuje również nieruchome cele. Oberwało się nie tylko mężowi, ale też synowi, który stracił swoją konsolę. Matka z tryumfem wypisanym na twarzy schowała narzędzie diabła w swojej torebce, gdzie już zapewne nigdy nie zostanie znalezione. Dzieci oczywiście zaczęły głośno protestować, ale w tej historii jest to już nieistotne. Zresztą nie wiem, co się dalej działo, bo już musiałem wysiadać z pociągu. Mało szczęśliwa rodzina natomiast pojechała dalej.

Niektóre gry nie są przeznaczone dla dzieci, ale nie można mówić, że jeśli dziecko w takową zagra, stanie się mordercą. Gdyby gry działały tak, jak oceniają je ludzie nieznający się na rzeczy, po długich godzinach spędzonych z seriami Colin McRae oraz Call of Duty byłbym kierowcą rajdowym albo komandosem GROM-u. O dziwo nie grałem w żaden symulator redakcji lub pisania. Jeśli miałbym szukać wśród gier złych stron, powiedziałbym, że u młodego człowieka brutalne sceny mogą wywołać stany lękowe. Na pewno nie zrobią z nikogo mordercy. Powiedziałbym, że prędzej mogłyby to zrobić filmy i wiadomości, które na co dzień widzimy w telewizji. Dlaczego? Bo te w przeciwieństwie do gry dzieją się naprawdę. Podejrzewam, że nawet najbardziej brutalna gra taka jak Postal nie zrobi z dziecka zwyrodnialca, jeśli to będzie mieć normalnych rodziców. W końcu lwią część naszych zachowań wynosimy właśnie z domu.

Zdjęcia happy young family wathching flat tv at modern home indoorHappy Asian family holding hands walking over green lawn, two girls play video games isolated on white background pochodzą z serwisu Shutterstock.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst