Tech  / Recenzja

"Jobs" to film, który każdy czytelnik Spider's Web powinien obejrzeć

126 interakcji
dołącz do dyskusji

W piątek do polskich kin wszedł "Jobs". To nie był film w jakiś sposób oczekiwany przez krytykę, nie będzie to też wielki kasowy hit. Z pewnością jednak każdy kto czyta Spider’s Web powinien go obejrzeć. Nie jestem jedynie pewien czy w kinie.

Czy "Jobs" w reżyserii Sterna to zły film? Z pewnością nie, jeśli nie oczekujemy arcydzieła kinematografii. To film, który jest naprawdę niezły, ale pod warunkiem, że oglądamy go sobie w sobotnie czy niedzielne popołudnie. To taki tytuł do kawy i ciasta po obiedzie. Nie ma w nim epickości, nie ma w nim nawet charyzmy Jobsa biznesmena, ani Jobsa człowieka. To dobrze streszczona historia Apple’a. Z kilkoma dłużyznami i z wieloma brakami. "Jobs" zapisze się w kinematografii gdzieś obok "Piratów z Doliny Krzemowej". Nigdy nie będzie kanonem, ale dla wielu osób będzie czymś co trzeba obejrzeć i do czego będą wracać.

Czy "Jobs" to film wyłącznie dla fanów Apple’a?

Tak naprawdę ci, którzy znają historię firmy na wylot, będą na seansie się nieco nudzić; będą odczuwać niedosyt. Dla mnie spłycenie lat Apple bez Jobsa i Jobsa bez Apple do jednej sceny jest największym błędem filmu. W tym okresie było kilka wydarzeń, które warto było pokazać. U Sterna zobaczyliśmy jedynie w telegraficznym skrócie informacje o kolejnych prezesach firmy. To raczej film dla posiadaczy iUrządzeń, którzy nie mają bladego pojęcia o tej postaci i nie mają ochoty oglądać starego filmu, czy czytać biografii Steve'a Jobsa. To film dla milionów osób, które powinny „liznąć” historię twórcy Apple'a i do tego "Jobs" nadaje się świetnie.

Co mi się nie podobało w filmie? Bardzo słaby był początek, czyli życie studenckie Jobsa, zabrakło też tych pierwszych kontaktów Jobsa z Wozem. Relacje pomiędzy Steve’m a Chris-Ann Brennan również potraktowane są po maczoszemu. Postać Jonathana Ive’a wydaje się być wpleciona na siłę, aby pokazać obecną jego pozycję w firmie. Tak naprawdę nie widać ekscentryczności Jobsa. Dla mnie emocje w filmie były widoczne w pierwszej scenie, gdy zaprezentowano iPoda, przy prezentacji Apple II oraz prezentacji reklamy Maka z 1984 roku.

Co jeszcze mi się podobało?

W ogólnym rozrachunku oceniam ten film za dobry. Aktorzy zagrali nieźle, choć bez większego wyrazu. Jedynie postać Woza nie przypadła mi do gustu. Podobały mi się sceny w domu Jobsa, dyskusje o projekcie Lisa i Macintosh. Sama realizacja też jest niezła, wiele ujęć jest naprawdę niezłych.

W "Jobsie" twórcom zabrakło tak zwanych jaj. Stworzono grzeczny obraz niegrzecznego Jobsa, opowiedziano historię tak, by nikogo nie urazić. Nie zrobiono z Jobsa herosa i nie zrobiono z niego też wariata i furiata. A szkoda, w końcu przyjęcie którejś ze stron mogłoby zaowocować czymś mocniejszym. Jobs nie zmusza do myślenia - do refleksji nad nami, nad Apple, nad Jobsem. Nie ukazuje ani miałkości firmy, ani tego geniuszu. Relacje z Microsoftem zostały spłycone do jednego telefonu, o Xeroksie nie było ani słowa.

Finalnie mamy dobry popołudniowy film. Dla geeków, użytkowników urządzeń Apple’a oraz ogólnie osób lekko zainteresowanych będzie to pozycja obowiązkowa. Nie jestem jednak pewien czy w kinie. W domu na kanapie w wysokiej rozdzielczości film będzie się oglądało równie przyjemnie.

Obejrzeć trzeba, ale zachwycać się nie ma nad czym.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst