Foto  / Artykuł

Google Glass z perspektywy fotografa ulicznego. Jak zmieni się fotografia dzięki okularom?

Okulary Google Glass do tej pory były brane na warsztat głównie przez geeków. Blogi i portale technologiczne cały czas dostarczają nowych ciekawostek odnośnie podzespołów, interfejsu, czy współpracującego z okularami oprogramowania. Warto jednak zwrócić uwagę na fotograficzny potencjał tego urządzenia. Taki punkt widzenia serwuje nam  Richard Koci Hernandez – fotoreporter, który miał okazję kupić Google Glass.

Richard Hernandez, znany w Internecie jako Koci, jest producentem filmów i multimediów, za które został swego czasu nagrodzony nagrodą Emmy. Od 15 lat pracuje także jako fotoreporter w  San Jose Mercury News. Jego zdjęcia pojawiały się m. in. w National Geographic, Time, Wired, czy The New York Times. Hernandez był także dwukrotnie nominowany do nagrody Pulitzera. Obecnie wykłada na Uniwersytecie Stanforda.

Nie dziwi zatem że tak utytułowana osoba wygrała fotograficzny konkurs Google nazwany  #ifihadglass. Nagrodą była możliwość… kupienia Google Glass w obecnej wersji beta. Hernandez oczywiście wykorzystał tę okazję, a całą swoją przygodę z okularami opisuje na swojej stronie.

Google Glass
Fot. Richard Koci Hernandez

Jak to działa?

Mimo niezbyt imponujących parametrów technicznych okularów (mała kamerka o rozdzielczości 5 MP nagrywająca wideo 720p) Koci jest zachwycony okularami. Twierdzi, że moduł aparatu daje zaskakująco dobre zdjęcia, które są ostre i charakteryzują się dużą rozpiętością tonalną. To ostatnie zapewniła ostatnia aktualizacja softu okularów, która znacząco poprawiła jakość zdjęć w sytuacjach dużej rozpiętości tonalnej sceny, czyli np. zdjęć zawierających bardzo jasne niebo.

Aparat Google Glass można wyzwalać na dwa sposoby. Pierwszym jest proste wciśnięcie spustu migawki, który ma swój dedykowany przycisk. Drugi sposób to „tapnięcie” panelu dotykowego, po którym trzeba wypowiedzieć komendę „ok glass”, a następnie poinstruować okulary hasłem „take a photo”. Ten drugi sposób robienia zdjęć jest szczególnie ciekawy, bo w momencie wykonywania zdjęcia nie dotykamy urządzenia. To tak, jakby robić zdjęcie nie trzymając aparatu.

Okulary informują o zrobieniu zdjęcia poprzez dźwięk, podobnie jak ma to miejsce w smartfonach. Piknięcie jest słyszalne w promieniu ok. metra. Niezależnie od sposobu wyzwolenia migawki, okulary mają na razie duże opóźnienie w wyzwoleniu migawki, czyli tzw. shutter lag. Utrudnia to złapanie na zdjęciu konkretnego momentu, a kadr trzeba zaplanować odpowiednio wcześniej.

Funkcje fotograficzne

W fazie beta okulary nie posiadają żadnej kontroli nad ekspozycją. Zdjęcia wykonywane są jedynie w trybie auto, w którym nie można zmienić nawet tak prostego parametru, jak kompensacja ekspozycji. Hernandez ma nadzieję, że w finalnej wersji taka funkcjonalność zostanie dodana. Do kontroli wystarczyłoby proste przejechanie palcem wzdłuż panelu dotykowego. Okulary  nie mają na razie także autofocusa, ale nie jest to duży problem. Z uwagi na małą matrycę głębia ostrości jest ogromna, zatem na zdjęciu wszystkie plany będą ostre. W fotografii ulicznej jest to bardzo pożądane.

Okulary nie mają także żadnego podglądu kadru – po prostu rejestrują to, co właśnie widzimy. Rejestrowane wideo ma natomiast podgląd tego, co się akurat nagrywa. Domyślnie nagrywanie ograniczone jest do 10 sekund, ale może zostać w łatwy sposób przedłużone poprzez dotknięcie panelu dotykowego. Po tapnięciu obraz nagrywa się do momentu, w którym zakończymy nagrywanie, lub po prostu do czasu, kiedy skończy się bateria. A ta wystarcza na 35 – 45 minut nagrywania w 720p.

Jeśli chodzi o obróbkę zdjęć, okulary Google są silnie powiązane z Google+. Po podłączeniu ich do komputera, wszystkie zdjęcia uploadowane są na serwis G+, ale ustawione są jako prywatne. Zdjęcia można obrobić bezpośrednio w serwisie korzystając z wbudowanego podstawowego edytora. Zdjęcia można oczywiście załadować do dowolnego programu, np. Lightroom i tam dokonać obróbki. Trzeba jednak przyznać, że nawet pliki prosto z okularów są naprawdę dobrej jakości. Jest to poziom nieco wyższy od smartfonów, czyli w zupełności wystarczający do codziennych „pstryków”, a przy odrobinie zaparcia i wiedzy zdjęcia takie można bardzo ciekawie obrobić. Czarno-białe kadry prezentowane przez Hernandeza są naprawdę dobrej jakości (przynajmniej w internetowym rozmiarze) i bez przeszkód mogłyby ozdobić niejedno portfolio czy album.

Google Glass
Fot. Richard Koci Hernandez

Fotografia uliczna w praktyce

Hernandez jest zachwycony dyskrecją okularów. Nikt nie prosił go o ich zdjęcie z nosa, ba, niewielu w ogóle je zauważało. Właściwie tylko okazjonalnie słyszał szepty przechodniów w stylu: „patrz, facet ma te okulary Googla”. Ciekaw jestem jak sytuacja będzie wyglądała w przyszłości, kiedy gadżet już się przyjmie na szerszą skalę.

Jak mówi sam Hernadez:

I’m a geek, so I love them. I’ve always wanted to live in the future and this is one step closer to being out of an episode of Star Trek.

Google Glass
Fot. Richard Koci Hernandez

“Are they ready for prime time photography? Not yet.”

Richard Hernandez uważa, że okulary na razie nie nadają się do profesjonalnych fotograficznych zastosowań, ale mają ogromny potencjał. Trzeba pamiętać, że póki co Google Glass to tylko wersja beta. Jeżeli w końcowym produkcie zostanie zlikwidowany shutter lag i jeżeli zostanie dodana kontrola nad ekspozycją, okulary mogą się przyjąć także w poważniejszych zastosowaniach.

Wiele dziedzin fotografii może być całkowicie zrewolucjonizowanych. Mam tu na myśli głównie reportaż, dokument i wspomnianą tzw. fotografię uliczną. Są to dziedziny, w których im bardziej incognito jest fotograf, tym lepiej. Dyskrecja i minimalizm od zawsze były pożądane w tych gałęziach fotografii. Jest to ważne do tego stopnia, że jeżeli fotograf zostanie zauważony, cały wydźwięk fotografii może się zmienić. Ludzie przed obiektywem nie zachowują się naturalnie, a już zwłaszcza w sytuacji, gdy fotografuje ich ktoś obcy.

Kwestią otwartą pozostaje pytanie o prywatność. Już teraz, przed oficjalną premierą Google Glass powstają okulary Anti-Glass, które mają zakamuflować twarze poprzez diody LED. Ma to uniemożliwić rozpoznanie sfotografowanej osoby. To oczywiście kuriozum. W dobie smartfonów nikt nie jest „bezpieczny”, możemy być sfotografowani w każdej sytuacji bez naszej wiedzy. Poza aparatami w komórkach fotografują nas także kamerki przemysłowe, czy nawet satelity. Okulary Google Glass nic w tej materii nie zmienią. W dzisiejszym świecie jesteśmy na podglądzie, czy tego chcemy czy nie.

anti-glass
Anti-Glass uniemożliwiające rozpoznanie sfotografowanej osoby

Jedyna kwestia prywatności, jaką warto poruszyć, to nie fotografowanie ludzi, ale miejsc. Jest wiele budynków rządowych, czy też muzeów, w których zdjęć robić nie wolno. Google Glass mogą być w takich sytuacjach problemem. Nie jest to jednak problem dla użytkownika, to placówki po prostu będą musiały uaktualnić swoje przepisy. Czas pokaże jak to zostanie przeprowadzone w życie, ale prawdopodobnie do niektórych miejsc nie zostaniemy wpuszczeni z okularami Googla na nosie.

Na Google Glass nie patrzyłbym przez pryzmat zagrożeń, a bardziej jako możliwość nowych środków wyrazu. Fotografia (i wideo) widziane wprost z oczu uczestnika są najbardziej naturalnym przekazem, jaki można uwiecznić i pokazać. Jeżeli ktoś nie wierzy, polecam obejrzeć poniższy film. Został nagrany przy pomocy kamerki GoPro umieszczonej na kasku, ale wrażenia są podobne.

Więcej zdjęć Richarda Hernandeza wykonanych Google Glass można obejrzeć na jego profilu Instagram - polecam!

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst