Tech  / Felieton

Tomek Wawrzyczek: Z pamiętnika “Młodego Technika” - styczeń 1979. Gdy "LOT" świętował półwiecze!

W życiu młodego człowieka pojawia się taki moment, kiedy przestaje wierzyć w myszki zamieniające schowane pod poduszką mleczne zęby na prezenty, bożonarodzeniowe aniołki, Świętego Mikołaja przecinającego przestrzeń powietrzną w saniach ciągniętych przez renifery, krasnoludki mieszkające pod grzybkami, elfy, jednorożce i inne rusałki. Wydoroślał, wydaje się. Nic z tych rzeczy. Im bardziej człowiek dorośleje, tym chętnej zaczyna wierzyć w inne dziwy jak choćby w latające spodki pełne ufoludków, które przybywają do nas gromadnie z bliższych i dalszych zakątków wszechświata.

Wiara ludzi w życie pozaziemskie sięga jeszcze czasów starożytnych

Wprowadzona przez Kopernika rewolucja w wyobrażeniu wszechświata wzmocniła tą wiarę. Wierzono, że na wszystkich znanych wtedy planetach naszego układu słonecznego istnieje życie. Obdarowano nim też nasze Słońce i Księżyc. Nauka dopiero w XIX doszła do wniosku, że z życiem na Słońcu to jednak przesada. Później zrewidowano też twierdzenie o istnieniu życia na Księżycu. Nadal jednak wierzono, że życie istnieje na innych planetach. Co jakiś czas pojawiały się nawet na to “dowody”, jak choćby odkryte przez Schiaparellego kanały na Marsie, które jak twierdzono są dziełem marsjańskich inżynierów.

Skąd w dawnych czasach taka łatwość świata nauki w przyjmowaniu, że życie we wszechświecie jest powszechne? W jaki sposób dowodzono, że planety naszego układu słonecznego i nie tylko jego są zamieszkałe, jeśli możliwość precyzyjnej ich obserwacji w tamtych czasach była bądź poważnie ograniczona, bądź w ogóle niemożliwa? Skąd ta mnogość życia, jeśli wiadomo, że jest ono stosunkowo kruche, wymaga odpowiedniego środowiska, warunków do tego, by powstać i się rozwijać? Wyjaśnieniem było powszechne wtedy przekonanie, że powstanie życia to stosunkowo prosty proces. Wierzono, że życie powstaje samo. Teoria ta znana jest dziś pod nazwą “teorii samorództwa”.

Teoria samorództwa była powszechna do XIX wieku

W średniowieczu głoszona była na wielu uniwersytetach jako oficjalna wiedza dotycząca powstawania życia, a przynajmniej niektórych jego form. Uważano na przykład, że muchy rodzą się ze zgniłego mięsa, myszy ze starych worków a wszy lęgną się z brudu. Teoria samorództwa została pierwszy raz podważona przez włoskiego uczonego Francesco Redi. Przy pomocy kilku prostych doświadczeń zaobserwował, że po starannym odizolowaniu mięsa i odcięciu dostępu do niego muchom, w mięsie same nie powstaną czerwie. Udowodnił, że aby wylęgły się larwy, mucha musi złożyć jaja na odpowiedniej pożywce. Mimo tego, nadal nie wykluczał, że niektóre organizmy, na przykład glisty i tasiemce, powstają samorodnie.

W XIX wieku teoria samorództwa zyskała ideologiczną podbudowę. Ówcześni przyrodnicy wyrażali wtedy dwie teorie na temat istoty życia - materialistyczny i witalistyczny. Materialiści twierdzili, że organizm żywy to suma reakcji chemicznych i fizycznych. Sądzili, że wystarczy poznać “skład chemiczny” by zsytentyzować człowieka - humunkulusa. Witaliści uważali, że organizm żywy to nie tylko reakcje fizyczne i chemiczne, ale przede wszystkim tak zwana siła życiowa - vis vitalis. Te dwa punkty widzenia życia przyczyniły się między innymi do powstania podziału na chemię organiczną i nieorganiczną.

Z czasem teoria samorództwa traciła swoich zwolenników. Udowodnienie, że wyższe organizmy żywe nie powstają samorodnie, popchnęło zwolenników samorództwa do poszukiwania dowodów swojej teorii w świecie mikroorganizmów, ale i na tym polu zostali pokonani w II połowie XIX wieku między innymi przez Ludwika Pasteura. Pasteur udowodnił, że na najlepszej nawet pożywce nie powstaną bakterie, jeśli wcześniej nie doda się do pożywki choćby jednej żywej bakterii. W praktyce odkrycie to ma zastosowanie w znanym chyba każdej gospodyni domowej procesie pasteryzacji konfitur, kompotów czy marynowanych ogórków. Jak nietrudno zauważyć, nazwa tego procesu pochodzi od nazwiska Pasteura. Jego odkrycie potwierdzili później inni naukowcy, między innymi niemiecki lekarz i biolog Virchow, autor twierdzenia “Omnis cellula ex cellula” - każda komórka powstaje z komórki.

Wydawać by się mogło, że po odkryciu Pasteura kreacjoniści stracili ostatni argument na poparcie samorództwa. W 1908 roku z ratunkiem dla biologów-zwolenników samorództwa przychodzi szwedzki fizyk Arrhenius, który głosił, że życie istnieje wiecznie we wszechświecie. Twierdził, że kosmosie krążą przetrwalniki bakterii, które trafiając na planetę taką jak choćby Ziemia, zaszczepiają na niej życie. Teoria Arrheniusa miała jednak dla kreacjonistów poważną wadę - nie tłumaczyła powstawania życia tylko “zasiedlanie” nim poszczególnych planet. Zawierała też poważny błąd, o którym Arrhenius nie mógł wiedzieć przy stanie ówczesnej wiedzy i nauki - w warunkach panujących w kosmosie żaden najodporniejszy nawet przetrwalnik nie ma szans na dłuższe istnienie.

Ostateczne pogrzebanie teorii samorództwa nastąpiło wtedy, kiedy próbując znaleźć wspólny mianownik dla wszystkich organizmów żywych stwierdzono, że życie to forma białka. Postęp w nauce, zwłaszcza w geologii i astronomii, pozwolił na stworzenie obrazu naszej planety z czasów przed powstaniem życia - sprzed 3 mld lat. Ziemia była wtedy planetą o dużej aktywności wulkanicznej i atmosferze wypełnionej głównie metanem, amoniakiem, wodą, cyjanowodorem. Związki te poddane stałemu promieniowaniu ultrafioletowemu (atmosfera ziemska pozbawiona była warstwy ozonowej) reagowały ze sobą, co doprowadziło do powstania aminokwasów od których już niedaleko do syntezy białka.

Dzisiejsze rozumienie życia to efekt prac nad znanym już od XVIII wieku kwasem dezoksyrybonukleinowym - DNA. Ustalono, że ta substancja, której znaczenie dla życia jeszcze pół wieku temu było marginalizowane, jest zapisem budowy organizmu przekazywanym z pokolenia na pokolenie.

Samo wyjaśnienie powstania życia nie daje jednak odpowiedzi na pytanie o istnienie w kosmosie życia, tym bardziej na pytanie o jego powszechność. Przy tak dużej liczbie czynników decydujących o pojawieniu się, rozwoju i ewolucji życia, trudno pokusić się nawet o próbę oszacowania prawdopodobieństwa istnienia życia na innych planetach. Pamiętać należy też, że sam fakt istnienia życia nie oznacza istnienia istot rozumnych. Wystarczy przyjrzeć się naszej planecie i jej historii. W okresie początku kształtowania się form ludzkich Ziemia podzielona była na sześć odizolowanych od siebie kontynentów, z czego ewolucja w kierunku form inteligentnych odbywała się wyłącznie na jednym z nich. Gdyby więc na przykład w kredzie meteoryt uderzył w kontynent euroazjatycki, dziś na Ziemi najprawdopodobniej najinteligentniejszymi istotami byłyby kangury, gdyby zaś w pliocenie krzywda spotkała Afrykę, pozycja najinteligentniejszych mieszkańców naszej planety przypadłaby orangutanom.

Takie oto ciekawostki można było znaleźć w “Młodym Techniku” ze stycznia 1979 roku

młody technik (1)

W tym roku przypadała 50 rocznica powstania naszego narodowego przewoźnika - Polskich Linii Lotniczych “LOT”

Dziś, w dobie globalizacji, przymiotnik “narodowy” wydaje się tracić swój pierwotny sens, ale w czasach powstania “LOT”-u, przypadających na okres świeżo po uzyskaniu przez Polskę niepodległości po I Wojnie Światowej, miał on ogromne znaczenie. “LOT” został założony w styczniu 1929 jako przedsiębiorstwo państwowe połączone z przejętych przez państwo dwóch prywatnych linii lotniczych - powstałego w 1922 “Aerolotu”, wcześniej funkcjonującego pod nazwą “Aerolloyd” i założonego w 1925 roku “Aero”.

Firmy, które utworzyły PLL “LOT”, w różny sposób rozbudowywały swoją flotę. “Aerolloyd” rozpoczął jej tworzenie od zakupu 4-miejscowych metalowych Junkersów F-13 - jednych z najlepszych wtedy samolotów. “Aero” postawiło na drewniane dwupłatowce Farman F-70 - konstrukcję raczej nie najlepszej klasy. Ciekawostką jest, że “Aerolloyd” kupował samoloty F-13 w filii Junkersa w Szwecji z uwagi na sprzeciw ówczesnego społeczeństwa przed dokonywaniem zakupów się w Niemczech. “Aero” w 1928 roku rozbudowało swoją flotę o świetne 8-miejscowe holenderskie Fokkery F-VIIA/1M. Wszystkie te samoloty w 1929 roku przejął “LOT”.

młody technik (2)

Pierwszymi maszynami zakupionymi przez “LOT” były 10-miejscowe, trójsilnikowe Fokkery F-VIIB/3M produkowane w Polsce na licencji. Niedługo potem zakupiono 11 czteromiejscowych, jednosilnikowych maszyn PWS-24 - konstrukcji całkowicie polskiej. Później flotę rozbudowano o amerykańskie Douglasy DC-2 oraz Lockheedy L-10A i L-14H. W roku 1979, pięćdziesiąt lat po powstaniu, “LOT”-u opierał swoją flotę na rosyjskich samolotach - turbośmigłowych An-24 oraz odrzutowych Tu-134 i Ił-62. Ten ostatni umożliwił uruchomienie przez “LOT” na początku lat 70-tych ubiegłego wieku połączeń na trasach międzykontynentalnych. O czym donosił z dumą “Młody Technik” w styczniu 1979 roku.

W tym numerze miesięcznika ciekawi nowinek ze świata motoryzacji mogli znaleźć krótkie omówienie modeli, które miały trafić na rynek w roku 1979

Oczywiście nie na nasz rynek - pamiętajmy, że w 1979 roku raczej trudno było nabyć w Polsce nowość motoryzacyjną produkcji... kapitalistycznej. W artykule przeczytać można o nowym Citroenie Visa, włoskim Fiacie Ritmo, japońskim Daihatsu 1000, Mercedesie S-Classe i Simce Horizon produkowanej przez koncern Chrysler, która wyposażona była w jeden z pierwszych komputerów wyświetlających stan i zużycie paliwa, czas podróży i długość przejechanej trasy.

młody technik (3)

W dziale “Pomysły genialne, zwariowane i takie sobie” w styczniowym numerze “Młodego Technika” pojawia się propozycja rozwiązania, które znamy dziś dobrze. Kolega Andrzej B. z Reguł (podówczas lat 13) wpadł na pomysł, by pod skrzyżowaniami montować czujniki pojemnościowe współpracujące z komputerem sterującym światłami ulicznymi. Miały one wykrywać samochody dojeżdżające do skrzyżowania i informować o tym komputer, który inteligentnie regulowałby ruchem na skrzyżowaniu. Brzmi znajomo? Podobnie jak propozycja kol. W. z Krakowa (imię i wiek nieznane), by lekarstwa przeznaczone dla młodszych sprzedawać w formie gumy do żucia. Dziś, proszę, w naszych aptekach można takie leki kupić.

W dziale “Kronika nauki i techniki”, później zastąpionym przez “Sędziwego Technika”, “Młody Technik” w styczniu 1979 roku donosi między innymi, że 6 października 1978 roku statek towarowy “Progress-4” przycumował do krążącej wokół Ziemi stacji orbitalnej “Salut-6”, na pokładzie której przebywali dwaj rosyjscy (wtedy radzieccy) astronauci: Władimir Kowalonok i Aleksander Iwanczenkow. Statek przywiózł na stację 2 tony zapasów: żywności, materiałów fotograficznych, paliwa do silników “Saluta-6”, listy, przesyłki i prasę. W drodze powrotnej na Ziemię “Progress-4” spłonął w atmosferze. Zgodnie z planem. “Młody Technik” donosił też, że 5 października 1978 roku w Japonii zakończono budowę pierwszego odcinka podmorskiego tunelu łączącego wyspy Hokkaido i Honsiu. 21-kilometrowy odcinek był w tym czasie najdłuższym tunelem świata.

Tym żył świat młodych techników w styczniu roku 1979.

Tomasz Wawrzyczek - rocznik 1969, z wykształcenia informatyk, z zawodu projektant GUI, z zamiłowania fotograf, dumny ojciec, szczęśliwy mąż, miłośnik bardzo, bardzo starych aparatów fotograficznych.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst