Kim Dotcom o Megaupload, piractwie i o tym, że ma zamiar walczyć - słusznie?
Kim Dotcom to założyciel i szef Megaupload, czyli firmy, która w ostatnich miesiącach stanęła na świeczniku w kontrowersyjnej sprawie walki z piractwem. Amerykańskie FBI aresztowało Dotcoma i zamknęło Megaupload odcinając jednocześnie dostęp do plików użytkowników, a firma i jej szefowie oskarżeni zostali o ułatwianie piractwa i naruszanie praw autorskich. Cała historia ma wiele kontekstów, bo FBI w aktach oskarżenia ujawniło, że w pracownicy Megaupload zachęcali do wrzucania na serwery treści naruszających prawa autorskie, robili to sami i nie usuwali na żądanie linków do takich treści, tylko je zmieniali.

Z drugiej strony powstało pytanie, czy rządowe FBI miało podstawy, by wszcząć postępowanie w tej sprawie, ponieważ Federalne Biuro Śledcze, jak sama nazwa mówi, zajmuje się śledztwami rządowymi, a nie z powództwa cywilnego. A w Stanach Zjednoczonych naruszenie praw autorskich podchodzi pod cywilne powództwo. W trakcie zamieszania media rozpisywały się o szczegółach prywatnego życia Kima Dotcoma, jego szarej przeszłości czy majątku, jakiego dorobił się na Megaupload.
Wszystko to ma wiele odcieni szarości i uderza o gorące ostatnio tematy - piractwa, zysków, nowych mediów i tego, jak zmieniają przemysł wydawniczy, praw autorskich i prawa w ogóle... Kim Dotcom wyszedł z aresztu i udzielił pierwszego wywiadu. Po wielu oświadczeniach prawnych, zarzutach przeciw Megaupload Kim Dotcom w końcu przemówił:
Przez lata korzystaliśmy z doradców prawnych, tak by wszystko odbywało się zgodnie z prawem. Zapewniali nas, że jesteśmy dostawcą usług i nie jesteśmy odpowiedzialni za działania osób trzecich.(...)
Według FBI Megaupload nie stosowała się do praw, które każą usuwać treści, do których właściciel zgłosi prawa, to tak gwoli wyjaśnienia. Usuwanie linków nie dawało dużo, bo sam plik zostawał na serwerach i były tworzone do niego nowe linki. Cały proces aresztowania i inne kontrowersje pewnie nigdy nie zostaną wyjaśnione.
Kim Dotcom poruszył za to bardzo ważną kwestię - tego, że żyjemy w XXI wieku, w którym internet likwiduje ograniczenia terytorialne i ułatwia komunikację. Internauci zdają sobie sprawę, że technicznie mają takie same możliwości na błyskawiczny odbiór informacji, oglądanie wideo czy nawet umieszczanie swojego, jak inni w większości świata. I tu rodzi się problem, którego przed laty nie było - jak pogodzić prawa autorskie, jak czerpać z nich zyski i jednocześnie udostępniać treści wszędzie w tym samym czasie?
Obecnie to pewnie niemożliwe. Ciekawe, czy ktoś kiedykolwiek wymyśli na to rozwiązanie. Oprócz piratów oczywiście. Bo że ograniczenia terytorialne i restrykcje nie pomagają, to już wiemy.