Tech

Dziś debiutuje nowy iPad. A ja próbuję odpowiedzieć na pytanie, czy w ogóle warto mieć iPada

106 interakcji
dołącz do dyskusji

Dzisiaj światowa premiera iPada 3. W USA, Australii, Kanadzie, Francji, Niemczech, Hong Kongu, Japonii, Singapurze, Szwajcarii i Wielkiej Brytanii już się konsumenci kłębią w kolejkach by kupić nową wersję tabletu Apple’a. To już stało się rynkową tradycją – każda premiera nowego urządzenia mobilnego Apple’a od czasów pierwszego iPhone’a wyciąga ludzi na ulice by w dniu premiery dostać je w swoje ręce. Żaden inny producent nie może pochwalić się takim fenomenem wokół swoich premier produktowych. Nieważne co na ten temat sądzą inni – to jedno z niesamowitych osiągnięć Apple’a. Tymczasem ja postanowiłem spojrzeć na dwa lata używania iPada i zastanowić się, czy rzeczywiście warto stać w tych kolejkach.

Pierwszego iPada kupił mi znajomy kolegi, którego obecność w Stanach i powrót do Polski szczęśliwie pokrywały się z datą premiery tabletu. Tak się więc złożyło, że dosłownie w trzy dni po amerykańskiej premierze iPada, miałem go w domu. Pamiętam, że pierwsze wrażenie było pozytywne, ale mimo wszystko nie aż tak piorunujące jak w przypadku pierwszego iPhone’a, który po prostu rozłożył mnie na łopatki. Do dziś uważam oryginalnego iPhone’a z 2007 r. za jeden z najważniejszych produktów w historii urządzeń komputerowych, a już na pewno najważniejszym dla branży mobilnej. To dzięki niemu rynek wygląda dziś tak, jak wygląda: z mobilnymi systemami operacyjnymi walczącymi o prymat na rynku, z dotykowymi interfejsami, sklepami z aplikacjami mobilnymi i jeszcze mediami internetowymi, z jakich dziś korzystamy. To dzięki iPhone’owi rodzi się także kategoria tabletów na czele z iPadem.

Jednak o ile iPhone zmienił zupełnie sposób, w jaki bardzo wiele osób na Ziemi korzysta z telefonu komórkowego, który stał się dla nich centrum dowodzenia życiem wirtualno-cyfrowym, tak odnoszę wrażenie, że iPad nie zmienił sposobu, z jakich korzystamy z komputerów, lecz… wykreował nowy sposób spędzania części wolnego czasu. To też wielki sukces, ale jednak o znacznie mniejszym kalibrze znaczeniowym od tego, co udało się iPhone’owi.

iPad służy do konsumpcji – to slogan, który znamy wszyscy. I choć Apple stara się bardzo by to zmienić, by iPada można było nazwać w pełni produktywnym urządzeniem, to jednak dla mnie – i myślę, że dla wielu innych osób też – iPad to po prostu fajna zabawka, która nie jest niezbędna. Owszem, może byłoby ‚mniej fajnie’ bez iPada, ale dałoby się normalnie funkcjonować. Bez tego, co stworzył iPhone, dla wielu osób, w tym dla mnie, funkcjonować się już nie da.

iPad w moim domu to raczej dodatkowy gadżet, urządzenie do spędzania wolnego czasu, zabawy i rozrywki. Częściej ode mnie korzystają z niego moi Chłopcy (lat 4 i 6), ale też szału za iPadem u nich nie widzę. Jeśli mamy wszyscy jakąś nową fajną grę, to męczymy ją po kilka godzin przez parę dni, ale potem zapał mija i iPad często leży kilka dni nieużywany na półce. Ja sam na iPadzie głównie czytam – to naprawdę przyjemne urządzenie do czytania, zarówno e-booków, jak i tekstów prasowych w dedykowanych aplikacjach wydawnictw oraz w aplikacjach typu curation. Sporo wydaję na wydawnictwa prasowe na iPadzie – lubię po prostu jak wygląda tutaj prasa. Ale na takie czytanie i tylko czytanie mam bardzo mało czasu. Czasami późno w nocy, gdy wszyscy już śpią pozwalam sobie na sesję czytelniczą na iPadzie. Żyć jednak bez tego raczej bym mógł.

Tekstów na iPadzie nie piszę – ani to wygodne, mimo tego, że mam klawiaturę bluetooth od Apple’a, ani wydajne, bo tablet nie pozwala na dzielenie ekranu z innym aplikacjami, a chyba w życiu nie napisałem tekstu bez obserwacji tego, co się wokół mnie w cyfrowym świecie dzieje. Innych produktywnych rzeczy, do których zachęca Apple też na iPadzie nie robię – nie montuję filmów, nie edytuję zdjęć, ani muzyki. Jeśli już, to robię to na komputerze.

Bardzo ważnym aspektem tabletu są oczywiście aplikacje. Niektóre z nich na iPadzie są naprawdę świetne, w zasadzie najlepsze na rynku oprogramowania w ogóle. Zite, Flipboard, Reeder – to genialne produkty, które jednak… bardziej od tego jak funkcjonują na iPadzie, chciałbym zobaczyć w wersji na komputery osobiste. Myślę, że sprawiłyby mi więcej frajdy i używałbym ich zdecydowanie częściej.

iPad dobrze się sprawuje w czasie podróży. W pociągu, czy w samolocie, gdy z natury rzeczy więcej czasu mam na swobodne czytanie (i tylko czytanie), lubię się zadurzyć w lekturze, czy to e-książki (które czytam w aplikacji Kindle, apple’owskiego iBooks nie używam), czy wcześniej przygotowanej lektury tekstów internetowo-prasowych w Instapaper. Tablet jest poręczny – dobrze się go trzyma w ręce, światło dzienne zbytnio mi nie przeszkadza (do lustra jestem przyzwyczajony, mam je też na Maku).

I tyle – to w zasadzie wszystkie konteksty, w jakich przychodzi mi używać iPada. Czy kupiłbym go jeszcze raz? Tak, bez wątpienia tak – to fajny dodatkowy gadżet elektroniczny w domu. Czy kupię nowego iPada? Nie, bo nowa wersja tabletu Apple’a nie oferuje kompletnie nic, co miałoby mnie do tego skłonić. Lepszy, magiczny, jedyny w swoim rodzaju wyświetlacz? Kaman…, pójdę go sobie zobaczyć do iSpotu. I tyle. Wystarczy mi ten w iPadzie 2.

No dobra, więc co z tym post-PC? Otóż jest, wszystko się zgadza. iPad, wraz ze smartfonami, e-czytnikami, mobilnymi konsolami i odtwarzaczami multimedialnymi podłączonymi do internetu pokazują, że dla wielu osób te urządzenia realizują wszystkie potrzeby związane z urządzeniem komputerowym.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst