Tech

Kinect wciąż nie wie, do czego służy

Picture of the author

Kinect jest już w sprzedaży od ponad roku i sprzedał się w rekordowym tempie. Wielu graczy jest jednak bardzo rozczarowanych. Mimo genialności pomysłu i umiejętnego wykonania, kontroler ruchowy Microsoftu właściwie nie do końca wiadomo do czego służy.

Osiem milionów sprzedanych egzemplarzy w 60 dni – to absolutny rekord dla jakiegokolwiek elektronicznego urządzenia. Nawet Apple patrzyło z zazdrością. Kinect okazał się hitem sprzedażowym. Niestety, hit to niekoniecznie długofalowy sukces. Rok później kontroler ten jest używany głównie przez dzieci. „Starzy” posiadacze Xboksów powoli tracą cierpliwość. Czy Kinect okazał się bublem? Moim zdaniem: nie, to fantastyczny pomysł i fantastyczne wykonanie. Problem jest z grami. Większość z nich nie nadaje się do niczego.

Nie oznacza to, że Xbox 360 z Kinektem jest bezwartościowy. Jest całkiem sporo tytułów, które mogą przypaść do gustu „całej rodzinie”. Problem z tym, że owa rodzina musi mieć duży pokój do grania. W Polsce, i nie tylko, ciężko spełnić wymóg Kinekta, czyli bawić się w kilka osób w odległości dwóch metrów od czujnika. Mieszkamy w małych apartamentach, pokojach, mało kogo stać na wielki dom.

A skoro już o grach mowa, niestety, zalani zostaliśmy chłamem. Jestem w stanie wymienić raptem kilka tytułów, które warto mieć: naprawdę świetne Child of Eden, rodzinne / imprezowe Kinect Sports, Joyride, Dance Central no i gratka dla najmłodszych: Kinectimals. Cała reszta (a ukazało się tego całkiem sporo) jest po prostu beznadziejna, lub używa Kinekta jako dodatek (Forza Motorsport 4 śledzi ruchy naszej głowy i przekłada to na kąt patrzenia na ekranie). Nie ma ani jednej tak zwanej „hardkorowej” gry, którą można by komukolwiek polecić.

Microsoft próbuje nieco ratować sytuację. Po pierwsze nowy Dashboard, czyli system operacyjny konsoli Xbox 360, obsługuje w pełni nawigację za pomocą Kinekta. Oznacza to, że możemy wskazywać ręką zamiast gamepadem, co chcemy na konsoli zrobić. Czy obejrzeć film, zagrać w grę, przeprowadzić z kimś wideorozmowę – Kinect nam to ułatwi i w tym pomoże.

Co więcej, Microsoft najwyraźniej szybko zdał sobie sprawę z ubóstwa gier dla Kinekta, bo czym prędzej udostępnił API do urządzenia oraz pakiet SDK (na razie w wersji beta), by ów kontroler można było wykorzystać z komputerem PC. Kinect jako urządzenie do wideokonferencji? Proszę bardzo. Do nawigowania po Windows? Czemu nie! Kinect też służy wielu naukowcom za tanie urządzenie badawcze (nieco więcej pisałem o tym na Chip.pl) właśnie dzięki „otwarciu” urządzenia.

Kinect znalazł się w przekomicznej sytuacji. Wspaniale pomyślane urządzenie, z którym nikt za bardzo nie wie co zrobić. Póki co może być fajnym dodatkiem do imprezy lub rozrywką dla naszego potomstwa. Poszerzył potencjalną klientelę Xboksa do tak zwanych casuali, czyli osób, które wolą pograć sobie w głaskanie zwierzaczków czy poćwiczyć taneczne kroki, niż po raz wtóry uratować galaktykę przed złym najeźdźcą (tym razem nie germańskim oprawcą). To niewątpliwie jest sukces dla Microsoftu i nawiązanie walki z firmą Nintendo, mimo słabych gier. Być może o to właśnie chodziło.

Ja czuję się jednak rozczarowany…

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst