Tech

Newsweek: Chmura za oknami

Dzień wcześniej niż obiecywałem, ale na jutro planuję rozwiązanie konkursu zorganizowanego przy okazji ekskluzywnego wywiadu z wiceprezesem Google?a Sundarem Pichai?em. Będzie więc dobra okazja na publikację informacji o zwycięzcach konkursu, bo przy okazji opublikuję wersję wywiadu z Pichai?em, która ukazała się w Newsweeku. Dziś mój tekst z Newsweeka (wydanie 03/10) o strategii firmy Google.

W ostatni wtorek Google zaprezentował światu pierwszy sygnowany własną marką smartfon Google Nexus One, w połowie listopada 2009 r. udostępnił informatykom na świecie swój pierwszy system operacyjny Chrome OS, a w grudniu pochwalił się trzecim miejscem na rynku przeglądarek internetowych, zdobytym w ciągu zaledwie jednego roku przez Chrome. To oznacza, że Google dokonał strategicznego wyboru i zdecydował się przeistoczyć z internetowego giganta w dziedzinie wyszukiwania informacji w gracza technologii użytkowych.

Nowy smartfon z mobilnym systemem operacyjnym Google Android nie jest może rewolucją na miarę iPhone’a, ale decydując się na opatrzenie go własnym potężnym logotypem, Google wysłał światu czytelny sygnał – prestiżowy obszar smartfonów ma być nasz, a wraz z nim lwia część mobilnej reklamy wyświetlanej na ekranach telefonów. Analitycy nie mają też wątpliwości, że już wkrótce Android będzie zainstalowany na większości inteligentnych telefonów.

To kolejny element zmasowanej ofensywy Google’a w kierunku gadżetów elektronicznych bazujących na internecie. Niewiele ponad miesiąc wcześniej internetowy gigant udostępnił informatykom na świecie Chrome OS, swój pierwszy system operacyjny dla przenośnych komputerów. Twórcy oprogramowania mają kilka miesięcy na rozwinięcie go, udoskonalenie i dopisanie nowych aplikacji. Dla indywidualnych użytkowników komputerów system Google’a będzie dostępny w drugiej połowie 2010 r. Na półce w supermarkecie elektronicznym obok tradycyjnych laptopów z Windowsami staną, najprawdopodobniej znacznie tańsze, netbooki z Chrome OS – małe mobilne komputerki przygotowane przez Google’a wspólnie z partnerami. Dla Microsoftu oznacza to kłopoty, gdyż jeszcze nikt w historii w tak otwarty sposób nie uderzył w hegemonię Windowsa (Apple zamyka swój system we własnym sprzęcie, a Linux celuje raczej w administratorów sieci niż w użytkowników indywidualnych i biznesowych).

Wszystkie nowe produkty Google’a w ostatnim czasie mają wspólny mianownik – technologiczną chmurę. Od co najmniej 2005 roku i powstania pierwszej nowoczesnej poczty internetowej Gmail, w pełni opartej na danych umieszczanych na odległych serwerach, Google stawia kolejne kroki w budowaniu infrastruktury chmury i internetowej alternatywy dla drogich produktów Microsoftu.

Ten rewolucyjny koncept, który przenosi ciężar z dysku twardego komputera do internetu, polega na tym, że wszelkie pliki użytkownika systemu mają być przechowywane na odległych serwerach, podobnie jak programy, które nie będą instalowane na komputerze, lecz w sieci i dostępne za pośrednictwem przeglądarki internetowej. – Dzięki temu użytkowanie komputera ma się stać prostsze i wygodniejsze – reklamuje strategię Google’ w rozmowie z „Newsweekiem” Sundar Pichai, wiceprezes koncernu. I bezpieczniejsze, bo netbooki z Chrome mają być pozbawione wirusów i mniej narażone na utratę osobistych danych dzięki przechowywaniu ich w chmurze.

Centralną osią systemu operacyjnego Google’a jest przeglądarka internetowa o takiej samej nazwie Chrome. To w niej odbywa się cała nawigacja po systemie operacyjnym oraz w niej pracują wszystkie aplikacje, których użytkownik netbooka z Chrome OS będzie używać.

Do obsługi poczty e-mail mamy aplikację Gmail, do pracy z edytorami tekstu i arkuszami kalkulacyjnymi Google Docs, do zarządzania czasem Kalendarz Google, do archiwizacji zdjęć PicasaWeb, do słuchania muzyki Last.fm lub serwis Pandora, do komunikacji ze znajomymi Skype’a, Facebook i Twittera. Wszystkie te programy użytkowane są wewnątrz przeglądarki internetowej, a w ostatnich latach Google umiejętnie przygotowywał swoich klientów na nadejście nowej ery komputerów mobilnych i stale podłączonych do sieci.

Szefowie Google’a wchodzą z działalnością firmy na obszary zarezerwowane do tej pory dla Microsoftu czy Apple’a, bo taką przyjęli strategię, ale też i dlatego, że muszą. Wprawdzie przychody Google’a nieprzerwanie rosną, lecz tempo wzrostu maleje i w ubiegłym roku wyniosło tylko 7 proc., podczas gdy Apple – 25 proc. Oznacza to, że dynamika wzrostu sprzedaży reklam w internecie słabnie i firma musi powiększyć liczbę użytkowników stale korzystających z sieci. Jak dotychczas inwestorzy oceniają tę strategię pozytywnie. Wartość giełdowa Google’a to 190 mld dolarów i na początku stycznia 2010 r. jest nieznacznie wyższa (o 3 mld dol.) od wartości Apple’a, mimo że Google ma mniejsze zyski i sprzedaż. Do wartości giełdowej Microsoftu, który w 2009 r. zanotował dotkliwy spadek obrotów o 14 proc., Google’owi brakuje tylko 70 mld dolarów. Niewykluczone, że już w 2010 r. uda się znowu znacznie zmniejszyć ten dystans, gdyż szczególnie na rynku mobilnym Microsoft jak sparaliżowany nie robi praktycznie nic, aby przeciwstawić się rosnącym wpływom konkurenta.

Jednak wśród analityków są też i sceptycy. Przeglądarka Chrome nie wygra z Internet Explorerem, zaszytym już w setkach milionów komputerów, netbooki nie wyprą silniejszych laptopów, a Nexus One nie jest zbytnio tańszy od iPhone’a i przez to pozostanie jedynie elegancką ciekawostką. Co wtedy wygugluje Google?

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst