Kiedy Agnes (Chase Infiniti) dostaje swój pierwszy okres, dowiadujemy sie, że spełniła właśnie swój pierwszy krok, by zostać przyszłą żoną jednego z wysokopostawionych mężczyzn. Agnes jest zdrowa, płodna i, chociaż jest jedynie nastolatką, to już wkracza w wiek "godny", by już za jakiś czas zostać matką i spełnić "obywatelski" obowiązek.
Skojarzenia z Iranem nasuwają się same: najwyraźniej Atwood w jakimś stopniu przewidziała przyszłość. W "Testamentach" śledzimy losy wspomnianej Agnes i Daisy (Lucy Halliday), które trafiają do elitarnej szkoły dla przyszłych żon. Zakładają purpurowe mundurki (przypominające im, jak i widzom, o ich dziewczęcej "czystości") i powoli przechodzą restrykcyjny proces edukacyjny.
Cel? Zostać żonami z prawdziwego zdarzenia. Jako kobiety są traktowane czysto instrumentalnie: mają być idealnymi wersjami i wyjść za mąż za przeznaczonych im mężczyzn. W tym świecie nie chodzi o miłość i szacunek, a o reprodukcję i utrzymanie perfekcyjnego dziedzictwa. Kobiety nie mają nic do powiedzenia – już w samej szkole są "wyciszane" i muszą nauczyć się mówić tylko wtedy, gdy wymaga tego od nich sytuacja. Skądś to znamy, prawda?
Znów rzeczywistość prześciga fikcję. Gilead mamy na Bliskim Wschodzie. Przecież to dziś losy 45 milionów irańskich kobiet, od lat marzących o godnym życiu i lepszej przyszłości.
Irańska rewolucja islamska z 1979 roku przewróciła ich życie do góry nogami. Z monarchii konstytucyjnej na pasku Zachodu Iran nagle stał się islamską republiką, stopniowo wprowadzającą w życie zupełnie nowe restrykcje. Prawo szariatu spowodowało, że kobiety przestały być wystarczająco chronione przed przemocą (również i tą domową), a także zaczęły podlegać dyskryminacji. Z w miarę wolnego kraju Iran stał się więzieniem; świątynią ze wstawionymi kratami we wszystkich oknach. Miejscem, w którym zostały uwięzione wszystkie kobiety, od tego momentu traktowane nie jako ludzie, tylko niczym narzędzia reprodukcyjne.
W świecie kreowanym przez Atwood było przecież podobnie, o czym mówi nam choćby szósty odcinek "Testamentów", swoją drogą bardzo bliski literackiemu oryginałowi. Obserwujemy początki dyktatury z perspektywy Ciotki Lydii (Ann Dowd), która w "starym" świecie była jedynie zwykłą prawniczką. Pewnego dnia do biura wtargają uzbrojeni mężczyźni, przejmując kontrolę nad całym budynkiem. Mówią, że zostało wdrożone zupełnie nowe prawo i wszystkie pracowniczki są teraz zależne od nich. Z dnia na dzień nowa władza pozbawia kobiet wszelkich praw. Bez uprzedzenia zostają pojmane przez najemników-terrorystów. Nie mają nic do powiedzenia – są bezbronne, a ich środki na kontach zostają im natychmiast odebrane. Wystarczy kilka sekund, by ich istnienie zostało kompletnie wymazane.
Iran i Gilead wydają się takie same, nawet jeśli w każdym z tych miejsc wierzy się w innego boga. Wygląda na to, że mówimy tu o dwóch republikach oferujących swoim mieszkańcom obietnicę raju. Szkoda tylko, że to wszystko ułuda, w szczególności dla kobiet. Kiedy mężczyźni zasiadają przy biesiadnym stole, cała reszta może im się co najwyżej przyglądać gdzieś z oddali. Godność nie istnieje – została co najwyżej zamieniona w nadzieję, że to wszystko to jedynie jeden zły sen, z którego uda się kiedyś przebudzić.
Współczesne (anty)utopie
Iran to Gilead, Gilead to Iran. Dziś Gilead to przede wszystkim nazwa regionu na wschód od Jordanu. Zaś według ksiąg biblijnych była to część bogatych i płodnych terenów; jeśli niegdyś coś miało być arkadią na Ziemi, to był nią właśnie Gilead. To właśnie stamtąd pochodził uzdrawiający balsam.
Nowy Gilead w powieściach kanadyjskiej pisarki miał mieć właściwości lecznicze; być odpowiedzią na grzechy starego świata i tym samym jego uzdrowieniem. Atwood nieprzypadkowo – i stosunkowo w cyniczny sposób – nazwała tak swoją książkową teokrację, bazując na biblijnych konotacjach ze Starego Testamentu. Wszystko dzieje się tam dla “większego dobra”. Cierpienie jest tylko umowne, tymczasowe – zbawienie w Bogu zaś okaże się wieczne.
Biblia w atwoodowskiej utopii traktowana jest jak święta księga, nawet jeśli jej mity i przypowieści są na nowo interpretowane pod pseudotezy samego patriarchatu. W książkowej wersji "Testamentów" nauczycielki ze szkoły żon reinterpretują historie z kobiecymi bohaterkami w roli głównej. Robią to w taki sposób, by zawsze wykazywać ich winę. Muszą udowadniać, dlaczego kobieta jest z góry "nieczysta" i wymaga całego procesu inicjacji, by następnie stać się godną swojego przyszłego męża.
Nie zmienia to faktu, że sam koncept jest jedynie w jakimś stopniu bazowany na amerykańskim tradycjonalizmie, czyli konserwatywnym dążeniu do stworzenia rodziny "idealnej", wierzącej i wyznającej patriotyczne wartości. Atwood swoje inspiracje czerpała również z rozporządzeń, które swego czasu były wydawane w komunistycznej (czyli z założenia ateistycznej) Rumunii za rządów Nicolae Ceaușescu. To jedynie udowadnia, że teokracja i dyktatura bez Boga są tu stosunkowo podobne. No i Atwood odwoływała się do nazistowskich teorii o "nadczłowieku".
Nie powinno jednak nikogo dziwić, że "Opowieść podręcznej" (oraz jej kontynuacja) trzon swoich korzeni mają właśnie w islamskim Iranie, w tej współczesnej dystopii. Choćby w każdym z tych państw – zarówno fikcyjnym, jak i rzeczywistym – ubiór kobiet (a także ich kodeks zachowań) jest warunkowany przez mężczyzn. W 2026 roku w Iranie wciąż zobaczymy hidżaby – według tamtejszej kultury noszenie ich będzie wyrazem m.in. skromności i prywatności.
W "Opowieści podręcznej" wyznaczone do reprodukcji kobiety (podręczne) nosiły czerwone habity, niby przypominające szaty z obrazów holenderskich malarzy, ale wciąż będące echem hidżabów. Sama Atwood powiedziała, że jej kultowa powieść była inspirowana kulturą islamską. W wywiadzie sprzed kilku lat wspomina, że większość religii proponuje jakąś formę prania mózgu, zupełnie negującą jakąkolwiek wartość kobiet w społeczeństwie.
Życie to nie bajka
Współczesna sytuacja Iranu nie jest tak bardzo "hollywoodzka" jak najnowszy serial ze stajni Disneya. Nie ma tu miejsca na dwie dziewczyny, których losy w cudowny sposób mogą zmienić trajektorię historii całego państwa i doprowadzić do upadku patriarchalnej teokracji.
To chyba największa słabość zarówno literackiego pierwowzoru, jak i samego serialu. Fakt, że Atwood w ogóle zaproponowała nam bajkowe rozwiązanie problemu tej neo-purytańskiej krainy, świadczy (przynajmniej w jakimś stopniu) o jej ignorancji. Pisarka pragnie wierzyć w dobre zakończenie, ale burzy to jakąkolwiek immersję. U Atwood wszystko jest czarno-białe: mamy tych dobrych (ruch oporu i reszta świata) oraz złych (Gilead). I nic więcej.
W końcu obalenie systemu przez jednostkę nie jest możliwe. Historia nieraz pokazywała, że nie było i nie będzie to możliwe. Pamiętamy choćby protesty po "tajemniczej" śmierci 22-letniej Mahsy Amini, które trwały przez kilka miesięcy i miały być wkroczeniem w nową erę Iranu. Niestety – zrywy zostały stłumione, a szansa przepadła. Tym samym Amini stała się symbolem zmian, które nie nadeszły, zaś sama stała się przedwczesną i bezsensowną ofiarą systemu. Nawet postaci takie jak Lech Wałęsa były na ustach całego świata dzięki stopniowym zmianom. A te były możliwe tylko dlatego, że mocarstwa upadały, będąc pod ciężarem swoich własnych ambicji.
Krytycy zarzucają autorce pójście na ogromne skróty i bazowanie na wielu uproszczeniach. W końcu rzeczywistość jest znacznie bardziej złożonym miejscem. W prawdziwym życiu mamy np. Donalda Trumpa, który pisze jedno, mówi drugie, a robi trzecie, nie dając spokoju żadnej ze stron (zarówno swojej, jak i irańskiej).
Sama perspektywa również robi różnicę: w serialu jesteśmy w stanie empatyzować z jednostkowym cierpieniem naszych bohaterek. Stopniowo je poznajemy, przez co znacznie łatwiej nam im kibicować lub w ogóle rozumieć istotę samej stawki. Zbliżenia na płaczące twarze wzmacniają emocjonalność scen, a towarzyszenie Agnes i Daisy pozwala nam w pełni zaangażować się w ich wymagającą sytuację.
Natomiast obraz Iranu w prawdziwym życiu różni się od wykalkulowanych, serialowych pocztówek prosto z Gileadu. Dziś – w świecie fake newsów i dezinformacji – często trudno nam powiedzieć, co jest fikcją, a co faktycznie prawdą. Część mediów zupełnie zapomina o cierpieniu niewinnych ludzi (znaczy się: pragnie zapominać, bowiem są opłacani przez zewnętrzne źródła), co prowadzi do jeszcze szerszego rozstrzału w mainstreamowej narracji.
Analityczka Assal Rad pokazuje na platformie X, w jaki sposób media (np. The New York Times) manipulują treścią nagłówków, zawsze przerzucając winę na Iran, nawet jeśli to Stany Zjednoczone są odpowiedzialne za atak. Innym przykładem będzie BBC, które w artykułach nazywa irański rząd “reżimem” (a izraelski już nie). Jedynie nieliczne miejsca (np. brytyjskie Channel 4) co jakiś czas oferują nam wgląd na drugą stronę monety tej samej narracji. Ale co z tego, skoro fake newsy zalewają social media, więc próby walki z nieprawdą stają się coraz bardziej skomplikowane.
Jeśli chodzi o obywateli Iranu, to ci są dosyć bezradni (niczym większość kobiet w Gileadzie) w kontekście własnych działań i walki z propagandą. Kraj co jakiś czas zmaga się z wymuszonym blackoutem, bowiem strażnicy republiki zaczynają tracić kontrolę nad sytuacją. Tego typu niuansów brakuje w "Testamentach" i chwilami nasz kredyt zaufania wobec całej historii zaczyna – co jakiś czas – maleć. Nawet jeśli ogląda się to niczym całkiem nieźle zrealizowany thriller, to sama intryga jest szyta naprawdę grubymi nićmi.
Dziś także i artyści próbują nam co jakiś czas przypominać o tym, że w całej tej politycznej grze prowadzonej przez Amerykę i Iran liczy się przede wszystkim człowiek. Na ostatnio wydanej EP-ce U2 (w utworze "Song of the Future") Bono śpiewał o 16-letniej Sarinie Esmailzadeh. Młoda dziewczyna została brutalnie pobita przez siły bezpieczeństwa w trakcie protestów w 2022 roku.
Sarina zmarła w wyniku otrzymanych obrażeń.
Dziś także i artyści próbują nam co jakiś czas przypominać o tym, że w całej tej politycznej grze prowadzonej przez Amerykę i Iran liczy się przede wszystkim człowiek. Poliorketes / Shutterstock
Reuters podaje, że w ciągu miesiąca zginęło ponad 3000 osób od czasu wybuchu wojny. To jedno zdanie i ta jedna Sarina mają większą siłę rażenia niż dwie powieści Atwood (i ich obie ekranizacje) razem wzięte. W teorii fikcja zawsze przegra z realem.
Tyle że liczby i internetowe newsy o czyjejś tragedii rzadko kiedy na nas działają. Natłok wszelkich treści bagatelizuje ich wydźwięk. Z perspektywy zachodniej czy europejskiej bardzo łatwo nam budować przyrównania podobne do tych z tego tekstu. “Gilead to współczesny Iran” ma w sobie coś click-baitowego, a przy okazji upraszczającego, wręcz spłycającego sedno problemu. Nie da się jednak ukryć, że pomaga nam to w jakiś sposób konceptualizować czyjeś cierpienie lub przynajmniej być bliżej niego.
Trudno nam wyobrazić, co kobiety od lat przeżywają w tym kraju; to zupełnie inny świat, tak jakby symulacja Matrixa. Ale jeśli otrzymamy sugestywne obrazy, choćby w formie tego typu serialu, to od razu będziemy mieli jakiś (zaznaczam: minimalny) punkt odniesienia.
A jak pisała Atwood w "Testamentach", "nie wierzysz, że niebo się wali, dopóki jego kawał nie zleci ci na głowę". Nasze niebo jeszcze się nie wali, choć młode społeczeństwo coraz bardziej się radykalizuje. Udowadnia nam to ostatni dokument Louisa Theroux ("W głębi manosfery"), który natychmiast stał się netfliksowym hitem. Theroux rozmawia tam z kontrowersyjnymi influencerami, traktującymi kobiety przedmiotowo i będącymi symbolami toksycznej męskości. Ich popularność udowadnia, że mają ogromne poparcie wśród najmłodszych (rzecz jasna: mężczyzn). Efekt był porażający: żaden z rozmówców nie zdał się na refleksję, jedynie brnąc w brednie, które na co dzień głosi w social mediach.
Z drugiej strony radykalizacja młodych kobiet trwa w najlepsze. Dwa lata temu mieliśmy popularny trend, w którym kobiety rozpowszechniały w mediach krzywdzącą narrację na temat mężczyzn. W social mediach udostępniano, a następnie odpowiadano na pytanie, czy w lesie wolał(a)byś natknąć się na niedźwiedzia, czy też mężczyznę. Wiele młodych dziewczyn pisało (a także nagrywało odpowiedzi), że niedźwiedź byłby lepszą, bezpieczniejszą opcją, co ocierało się o absurd.
To samo w sobie pokazuje skalę niechęci do mężczyzn, którą ci wykorzystują później jako paliwo do własnej radykalizacji.
Tak czy siak, to tylko kwestia czasu, aż ci chłopcy dorosną i zamienią się w młodocianych ekstremistów. I do tego agresywnych, niczym ich samozwańczy mentorzy. Tak samo w Polsce: kto wygra nadchodzące wybory w kraju, w którym młodzież coraz bardziej się radykalizuje? Jeszcze sześć lat temu byliśmy świadkami rekordowego Strajku Kobiet. A teraz? Wisi nad nami widmo zupełnie nowej rzeczywistości.
Cierpienie cierpieniu nierówne
Kiedy kończę pisać o "Testamentach" i przyrównywać serial do współczesnej sytuacji w Iranie, czuję niejako wstyd. Łatwo mi o tym wszystkim mówić: siedzę przy biurku w swoim mieszkaniu i tylko na chwilę staję się częścią tego problemu. Za chwilę zamknę laptopa, podeślę tekst do redakcji i wrócę do swoich własnych kłopotów.
Myślę o kultowym "Persepolis" autorstwa Marjane Satrapi (w 2007 powstała również jego ekranizacja). Komiks ten określa zmiany w społeczeństwie irańskim na tle Rewolucji islamskiej, przytaczając także następstwa samej wojny iracko-irańskiej. Znajdziemy tam taki prześmiewczy moment: rodzina głównej bohaterki naśmiewa się z białych Europejczyków, którzy każdy możliwy konflikt na Wschodzie traktują bardzo poważnie, angażując się emocjonalnie, choć zazwyczaj sprowadza się to do stricte egoistycznych pobudek.
Tego typu sytuacje najczęściej traktujemy jak preludium do końca naszego własnego świata, nawet jeśli znajdujemy się tysiące kilometrów od miejsca konfliktu. Boimy się o nasze życia (strach przed wojną nuklearną), choć to tam ludzie faktycznie umierają i walczą o nowy dzień.
Boimy się nie o innych, ale o siebie, bagatelizując czyjś ból. Cierpienie cierpieniu nierówne.
“Ten strach sprawia, że tracimy rozum. To także on sprawia, że stajemy się tchórzami”, pisała Satrapi w tym samym komiksie w kontekście swojego własnego narodu. Ale po latach taki cytat możemy spokojnie zestawić z odpowiedzią na wojnę zachodniej części społeczeństwa.
“Testamenty” zadają widzom pytanie, w jaki sposób oni sami zachowaliby się w gileadowskich realiach. Trudno tak po prostu odpowiedzieć – możemy jedynie teoretyzować. Ale póki Gilead nie pojawił się jeszcze u nas, to warto nie milczeć i próbować zrozumieć irański problem, nawet poprzez lekturę powieści Atwood lub seans najnowszych "Testamentów".
Teolog Abraham Joshua Heschel stwierdził niegdyś, że "niektórzy są winni, ale wszyscy są odpowiedzialni". Tylko od nas zależy, w jaki sposób będziemy mówić o obywatelach Iranu i wspierać ich w tych trudnych chwilach – chociażby w social mediach, walcząc o prawdę i wyjaśniając przekłamania, fejki i manipulacje. A "Testamenty" dają nam szansę, by choć na chwilę być bliżej świata, od którego dzieli nas tak (nie)wiele.
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-24T09:30:02+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T09:11:58+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T08:27:32+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T07:50:49+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T07:42:42+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T07:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T06:22:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T06:16:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T06:10:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T06:05:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T06:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-24T05:47:54+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T21:15:22+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T20:36:20+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T20:23:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T19:57:03+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T19:39:15+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T19:20:33+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T19:11:09+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T18:56:10+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T18:50:47+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T18:18:10+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T17:59:39+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T17:25:34+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T16:47:23+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T16:14:26+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T15:46:36+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T15:00:40+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T14:49:36+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T13:50:16+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T13:23:02+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T12:46:43+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T12:40:51+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T12:01:35+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T11:58:58+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T11:33:05+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T11:13:16+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T11:02:18+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T10:10:52+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T09:23:36+02:00