Koniec myśliwców, jakie znamy. Powstanie coś potężniejszego
To już nie tylko samolot, to cyfrowy drapieżnik dowodzący armią robotów. Szefowie europejskiego programu zbrojeniowego ujawnili nową strategię, która zakłada odejście od klasycznego rozumienia myśliwca.

Czy Europa właśnie dochodzi do wniosku, że sam myśliwiec przestaje być centrum systemu walki? Szef Airbus Defence and Space Michael Schoellhorn powiedział Reutersowi wprost, że Europa musi budować sieciową chmurę bojową (Combat Cloud), nawet jeśli oznaczałoby to, że FCAS ostatecznie będzie działał na różnych samolotach. Taka teza sugeruje, że przyszła przewaga w powietrzu może zależeć mniej od jednego cudownego odrzutowca, a bardziej od całego cyfrowego ekosystemu: pilotowanych maszyn, dronów, sensorów, satelitów i wspólnej warstwy dowodzenia.
To nie jest już spór o samolot. To spór o definicję przewagi w powietrzu
Program FCAS, czyli Future Combat Air System, od początku był przedstawiany jako coś większego, niż tylko kolejny europejski myśliwiec. Airbus opisuje go jako system systemów z rdzeniem w postaci NGWS (Next Generation Weapon System). W tym modelu pilotowany myśliwiec nowej generacji ma działać razem z bezzałogowymi Remote Carriers, a wszystko ma być połączone z innymi platformami w powietrzu, na lądzie, morzu, w kosmosie i w cyberprzestrzeni za pomocą wspólnej warstwy danych, czyli właśnie Combat Cloud.
Jeśli przyszła wojna w powietrzu ma polegać na współpracy ludzi, dronów, czujników i systemów uzbrojenia w czasie niemal rzeczywistym, to sam myśliwiec przestaje być samotnym rycerzem przestworzy. Staje się częścią sieci. W takim modelu przewagę daje nie tylko aerodynamika, stealth i radar, ale też zdolność do wymiany danych, odporność na zakłócenia, integracja z bezzałogowcami i szybkość podejmowania decyzji.
Schoellhorn de facto więc mówi, że nawet jeśli Europa nie dogada się co do jednego wspólnego samolotu, to i tak powinna ratować najważniejszą część programu, a mianowicie sieciowy rdzeń całego systemu.
Czym właściwie jest Combat Cloud?
Combat Cloud to cyfrowy kręgosłup pola walki, który ma spinać wszystkie platformy w jedną całość: myśliwce, drony, sensory, systemy rozpoznania, efektory i stanowiska dowodzenia. FCAS wymaga bardzo szybkiej, bezpiecznej i globalnej komunikacji, również przez konstelacje satelitarne, aby zapewnić wysokie tempo wymiany danych, geonawigację i rekonfigurowalne pokrycie w czasie rzeczywistym. Chmura bojowa ma sprawić, że każdy element systemu będzie nie tylko widzieć swoje, ale też korzystać z wiedzy wszystkich pozostałych.
Dziś nawet bardzo nowoczesny myśliwiec nadal bywa opisywany głównie przez własne cechy: radar, uzbrojenie, manewrowość, silnik. W modelu FCAS dużo ważniejsze staje się pytanie, jak dobrze dana maszyna działa w roju danych i połączeń. Może się więc okazać, że najpotężniejszy nie będzie ten samolot, który ma najlepszy kadłub, tylko ten, który najlepiej współpracuje z resztą systemu i najefektywniej zamienia informacje w decyzję bojową.
Airbus mówi dziś coś bardzo niewygodnego dla całego programu
Problem w tym, że ta ambitna wizja od dawna zderza się z dużo bardziej przyziemną rzeczywistością polityczno-przemysłową. Wspólny francusko-niemiecko-hiszpański program wart około 100 mld euro wisi dziś na włosku z powodu otwartego sporu o kontrolę nad jego kluczowym elementem, czyli myśliwcem nowej generacji. Po jednej stronie jest Dassault Aviation, po drugiej Airbus, reprezentujący interesy Niemiec i Hiszpanii.
Schoellhorn powiedział wyraźnie, że Airbus nie przystępował do FCAS po to, by pełnić funkcję podporządkowanego dostawcy w programie kierowanym przez Francję. Jeśli nie da się utrzymać zrównoważonego partnerstwa przemysłowego, o którym mówi Airbus, to komponent myśliwca może zostać wydzielony z FCAS. W takim scenariuszu Europa mogłaby skończyć z dwoma albo trzema różnymi myśliwcami nowej generacji, ale wciąż próbować współpracować przy dronach i chmurze bojowej.



















