Nowy król polowania. Czołg, który steruje dronami
Nadchodzi zmierzch ery starych maszyn. Zaprezentowano właśnie najnowszą wersję legendarnego czołgu, który otrzymał zupełnie nową, gładkolufową armatę i zaawansowany system kierowania ogniem.

Wielka Brytania właśnie oddała pierwsze strzały z załogą z Challengera 3 – najpoważniejszego programu modernizacji ciężkiego pancerza na Wyspach od ponad trzech dekad. Maszyna ponoć ogniowo przewyższy wszystko, co Rosja może wystawić na polu walki. Nowe działo NATO, izraelski system obrony aktywnej i w pełni cyfrowa architektura mają sprawić, że Challenger 3 stanie się czołgiem zaprojektowanym na wojnę, jaką widzimy dziś na Ukrainie.
Nie nowy czołg, ale nowe życie starego kadłuba
Challenger 3 nie jest nowym czołgiem zbudowanym od podstaw. Program polega na modernizacji istniejących 148 kadłubów Challengera 2 – maszyny, która weszła do służby w 1994 r. i od tamtej pory brała udział w operacjach w byłej Jugosławii i w Iraku. Nie uruchomiono linii produkcji nowych kadłubów. Każdy Challenger 3 powstaje z rozebranego do fundamentów Challengera 2, który otrzymuje nową wieżę, nowe działo, nowy pancerz, nową elektronikę i nowe systemy obronne. To tak, jakby wziąć stary dom, zostawić fundamenty i postawić na nich zupełnie nowy budynek.
Program realizuje Rheinmetall BAE Systems Land z fabryką w Telford w Anglii. Kontrakt opiewa na ponad 800 mln funtów, a całkowite koszty cyklu życia programu szacowano w 2024 r. na blisko 2 mld funtów. W fabryce pracuje około 300 osób, a kolejne 450 miejsc pracy generuje łańcuch dostaw rozproszony po całej Wielkiej Brytanii – od West Midlands przez Glasgow po Wyspę Wight. Około 60 proc. wartości łańcucha dostaw przypada na brytyjskich dostawców.
To działo naprawdę robi robotę
Najważniejsza zmiana dotyczy uzbrojenia głównego i ma wymiar nie tylko techniczny, ale niemalże symboliczny. Challenger 2 był ostatnim czołgiem NATO wyposażonym w działo gwintowane – tradycyjną konstrukcję, w której wewnątrz lufy nacięte są spiralne rowki nadające pociskowi obrót stabilizujący. Challenger 3 przechodzi na gładkolufowe działo Rheinmetall L55A1 o kalibrze 120 mm. To ten sam typ uzbrojenia, który noszą Leopardy 2A6 i 2A7 oraz amerykańskie Abramsy. To koniec brytyjskiej odrębności w tej dziedzinie i pełna kompatybilność z natowskim standardem amunicji.
Pociski kinetyczne wystrzeliwane z L55A1 opuszczają lufę z prędkością większą od prędkości dźwięku i są zdolne przebić pancerz wrogiego czołgu z dystansu przekraczającego 4,8 km. Ale prawdziwa rewolucja tkwi w amunicji programowalnej – pociskach wielozadaniowych, którym przed wystrzałem można ustawić tryb detonacji: uderzeniowy, czasowy lub wybuch w powietrzu nad celem. To daje Challengerowi 3 skuteczność nie tylko przeciwko innym czołgom, ale też przeciwko piechocie w okopach, lekkim pojazdom opancerzonym i co coraz ważniejsze pozycjom wyrzutni dronów.
Cyfrowy czołg, który steruje dronami, zamiast się ich bać
Jednym z najciekawszych aspektów Challengera 3 jest jego w pełni cyfrowa architektura bojowa. W tradycyjnym czołgu systemy celownicze, komunikacyjne i obronne działają w dużej mierze niezależnie. Challenger 3 integruje je w jedną sieć, co pozwala załodze na szybsze przetwarzanie informacji z pola walki, automatyczne śledzenie celów i współpracę z systemami bezzałogowymi.
Były dowódca czołgu, pułkownik Hamish de Bretton-Gordon, podkreśla w rozmowie z The Telegraph, że Challenger 3 jest zaprojektowany tak, żeby nie tylko bronić się przed dronami, ale też nimi sterować. Koncepcja zakłada, że czołg przyszłości będzie węzłem dowodzenia dla rojów dronów powietrznych i bezzałogowych pojazdów naziemnych – platformą, która łączy siłę ognia pancerza z zasięgiem i elastycznością systemów bezzałogowych.
To odpowiedź na głosy, które po dwóch latach wojny na Ukrainie ogłosiły koniec ery czołgów. Straty pojazdów opancerzonych konfliktu są olbrzymie, a tanie drony FPV potrafią zniszczyć maszyny warte miliony dolarów. Ukraina udowodniła, że na polu bitwy wciąż jest miejsce dla pojazdów opancerzonych. Tego rodzaju sprzęt jest wręcz niezastąpiony w utrzymywaniu terenu i wspieraniu manewrów połączonych sił. Pod warunkiem oczywiście, że potrafi się bronić i współpracować z nowymi typami broni.
Pełny harmonogram zakłada pełną zdolność operacyjną do 2030 r. Wstępne wprowadzenie do służby przyspieszono z pierwotnie planowanego 2027 r., ale start produkcji seryjnej wciąż zależy od wyników trwających testów i stabilności łańcucha dostaw – w maju 2025 r. brytyjska minister obrony ds. zamówień przyznała w parlamencie, że do programu skierowano dodatkowe zasoby, żeby zapewnić terminowość dostaw materiałów. Koszt jednego zmodernizowanego czołgu szacuje się na około 6 mln funtów.
*Źródło grafiki wprowadzającej: defenceimagery.mod.uk; Canva Pro



















