REKLAMA

Ryanair dokładnie zmierzy twój bagaż. Masz za duży, słono zabulisz

Pracownicy nie mają powodu, aby ustawać w próbach poszukiwania niewymiarowych toreb, plecaków i walizek – ba, jeszcze bardziej opłaci im się znalezienie kogoś, kto próbuje nagiąć reguły.

ryanair
REKLAMA

W 2025 r. internet pełen był filmików z lotnisk pokazujących pracowników Ryanaira polujących na podróżnych ze zbyt dużymi bagażami. Grozę budziły specjalne pojemniki, od których zależały dopłaty. Wciśnie się czy się nie wciśnie, wystaje czy nie wystaje – pasażerowie czekali na wyrok surowej miarki. Wielu kwestionowało rezultat, bo wszystko zależało od interpretacji. Jeden powie, że się mieści, drugi, że jednak przekracza dopuszczalne limity. I bądź tu mądry, skoro pomiarowi daleko było do laboratoryjnych, precyzyjnych obliczeń.

I trzeba to powiedzieć: w jednym momencie ten pracownik stawał się oskarżycielem, sędzią i policjantem; bez odwołania. Decyzja zapadała natychmiast, a karą było zabranie pasażerowi ponad 300 złotych za niewymiarowy bagaż, co często przekraczało koszt samego biletu i psuło całą podróż, zanim się jeszcze zaczęła – zwracał uwagę Oliwier.

REKLAMA

Pikanterii sprawie dodawał fakt, że pracownicy nagradzani są za dostrzeżenie bagażów niespełniających norm. A stawki rosną. Linia lotnicza płaci teraz 2,5 euro za wskazanie torby z nadwagą. Wcześniej premia wynosiła 1,5 euro. Zgodnie z deklaracjami zniesiony został także limit wynoszący 80 euro. W teorii pracownicy linii lotniczej nie mają więc powodu, żeby przymykać oko, jeśli swoje już zarobią.

Podejście Ryanaira może wydawać się kontrowersyjne i budzące wątpliwości, skoro pracownikom zależy na wychwyceniu zbyt dużego bagażu

Nie zmienia to jednak faktu, że taktyka działa, o czym wprost mówi Michael O’Leary. W rozmowie z "The Times" przyznał, że spada liczba pasażerów, którzy na pokład chcą wnieść więcej niż mogą. Odsetek liczących na to, że jednak się uda, spadł z 0,5 proc. do 0,1 proc.

Już wcześniej O’Leary deklarował, że nie ma zamiaru przepraszać za wyłapywanie osób, które znając zasady próbują oszukiwać system.

W teorii sprawa jest jasna. Bagaż ma określone wymiary: darmowy podręczny 40 x 30 x 20 cm, a płatna walizka kabinowa 55 x 40 x 20 cm. Zasady wbrew pozorom nie są po to, aby je łamać, więc dlaczego sam Ryanair miałby nie respektować reguł, które wprowadza. Problemem był jednak fakt, że czasami te różnice były naprawdę niewielkie. Nie brakowało pasażerów, którzy byli przekonani, że ich torby spełniają warunki, a i tak wlepiono im karę.

Niby linia lotnicza tłumaczyła się, że wykorzystywana przy pomiarach miarka dopuszcza drobne różnice, więc jeśli bagaż się nie mieści, to już znacząco przekracza normy. Ubiegłoroczne filmiki, które krążyły po sieci, były przestrogą – przeholujesz to zapłacisz.

I jak widać ostrzeżenie zadziałało, przynajmniej według deklaracji szefa Ryanaira

Sam nie jestem zbyt częstym klientem linii lotniczych i nie byłem świadkiem drobiazgowych kontroli, w trakcie których każdy bagaż był sprawdzany i mierzony. Widziałem za to raz, że jedna z pań miała ewidentnie zbyt dużą walizkę i rzeczywiście nie umknęło to uwadze osoby sprawdzającej bilety i dokumenty. Tyle że wykroczenie było wyraźne.

Anegdotyczny dowód niewiele znaczy, ale sam przekonałem się, że w wyliczeniach szefa Ryanaira nie musi być przesady. Większość po prostu dostosowała się do zasad. Albo się bardziej pilnują, albo po prostu kupują dodatkowy, większy bagaż. A o to przecież w tym wszystkim linii lotniczej chodzi. Od zawsze.

REKLAMA

Zdjęcie główne: Pietukhova / Shutterstock

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-04-23T10:10:52+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T06:36:52+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T06:18:53+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T06:15:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-23T06:00:00+02:00
Aktualizacja: 2026-04-22T16:55:55+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA